NBA - New York Knicks przedłużyli serię zwycięstw

Koszykarze New York Knicks do dwunastu przedłużyli serię zwycięstw w lidze NBA. W niedzielę pokonali na wyjeździe drużynę Oklahoma City Thunder 125:120.

Oba zespoły zajmują drugie pozycje w swoich konferencjach i od dłuższego czasu są już pewne miejsca w play off. Thunder mogą jednak jeszcze myśleć o pierwszym miejscu na koniec sezonu regularnego, a nowojorczycy raczej skupiają się na odpieraniu ataku Indiana Pacers.

Reklama

W Chesapeake Energy Arena, w obecności 18 203 widzów (komplet po raz 105. z rzędu), zawodnicy obu ekip urządzili sobie festiwal strzelecki. Łącznie trafili aż 24 "trójki", z czego 15 było dziełem graczy Knicks.

Najskuteczniejszy na boisku był Russell Westbrook, który uzyskał dla gospodarzy 37 pkt. O jeden gorszy był as rywali Carmelo Anthony, który w czwartym kolejnym spotkaniu zdobył co najmniej 35 i obecnie jest najlepszym strzelcem ligi.

W kluczowych momentach czwartej kwarty dwa razy za trzy punkty trafił jednak J.R. Smith i to jemu goście w głównej mierze zawdzięczają 50. zwycięstwo w sezonie. To ich najlepsze osiągnięcie od 13 lat. "Smith, choć często zaczyna mecze na ławce, od początku sezonu prezentuje się bardzo solidnie i jest ważnym ogniwem zespołu. I ja, i zespół wiemy też jednak, że można mu zaufać w decydujących momentach meczu" - powiedział o zdobywcy 22 pkt jego trener Mike Woodson.

"Próbowaliśmy naciskać rywali, ograniczaliśmy im swobodę w ataku, ale oni trafiali nawet z bardzo trudnych pozycji" - ocenił skrzydłowy Thunder Kevin Durant, który zakończył spotkanie z 27 pkt.

Po raz pierwszy w historii klubu Los Angeles Clippers zapewnili sobie tytuł najlepszej drużyny dywizji. Przypieczętowali ten sukces wygraną 109:95 nad lokalnym rywalem - Lakers, w cieniu którego byli od 29 lat, a teraz są wyraźnie wyżej notowani.

"Jeziorowcy" po tej porażce spadli na dziewiąte miejsce na Zachodzie i do ostatniego dnia rozgrywek zasadniczych będą walczyć o przedłużenie sezonu.

Lakers są na tyle zdeterminowani, że trener Mike D'Antoni tylko na 40 s pozwolił odsapnąć największej gwieździe zespołu Kobe Bryantowi. Tak dużo czasu spędził on na boisku ostatnio 12 kwietnia 2007 roku. Jego 25 pkt, 10 asyst i siedem zbiórek okazało się jednak niewystarczające do zwycięstwa.

Blake Griffin i Chris Paul zdobyli po 24 pkt oraz zanotowali po 12, odpowiednio, zbiórek i asyst.

"Cieszy nas pierwszy mały sukces, ale na pewno nie satysfakcjonuje. Mamy ambitniejsze plany i przekonanie, że zmierzamy we właściwym kierunku" - zaznaczył Paul.

Dziewiątej porażki z rzędu, a siódmej przed własną publicznością, co jest niechlubnym rekordem klubu, doznali koszykarze Phoenix Suns. Bez wciąż leczącego kontuzję stopy Marcina Gortata ulegli New Orleans Hornets 92:95.

Gospodarze tylko w pierwszej kwarcie dominowali na parkiecie, później do głosu doszły "Szerszenie", które przerwały serię ośmiu kolejnych porażek w obcych halach.

W ekipie Suns najskuteczniejszy był Markieff Morris - 18 pkt, jeden mniej zdobył Argentyńczyk Luis Scola. Lider gości z dorobkiem 20 pkt był Anthony Davis.

"Nie ma żadnych pozytywów w naszej grze. Wiemy, co musimy poprawić, ciężko pracujemy, ale nie widać efektów" - samokrytycznie przyznał Scola.

Wyniki niedzielnych meczów NBA:

Oklahoma City Thunder - New York Knicks          120:125

Los Angeles Clippers - Los Angeles Lakers        109:95

Boston Celtics - Washington Wizards              107:96

Cleveland Cavaliers - Orlando Magic               91:85

Sacramento Kings - Memphis Grizzlies              87:89

Detroit Pistons - Chicago Bulls                   99:85

Golden State Warriors - Utah Jazz                 90:97

Phoenix Suns - New Orleans Hornets                92:95

Portland Trail Blazers - Dallas Mavericks         91:96

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje