NBA. Russell Westbrook zatrzymał San Antonio, kolejna porażka mistrzów

Russell Westbrook, uzyskując 31. w sezonie tzw. triple-double, poprowadził koszykarzy Oklahoma City Thunder do wygranej na własnym parkiecie z San Antonio Spurs 102:92 w czwartkowym meczu ligi NBA. Broniący tytułu Cleveland Cavaliers przegrali w Detroit 101:106.

Rozgrywający ekipy Thunder zanotował 23 punkty oraz po 13 zbiórek i asyst. Był to jego 68. występ w karierze z dwucyfrowymi wskaźnikami w trzech elementach statystycznych. W tym sezonie miał ich już 31, wyrównując rekord słynnego Wilta Chamberlaina z rozgrywek 1967/68. Tylko inny legendarny gracz NBA, Oscar Robertson miał więcej "tripli" - 41 (1961/62).

Reklama

Westbrook zapewnił jednak, że nie koncentruje się na statystycznych rekordach. "Najważniejsze to odnosić zwycięstwa. Jeśli we wszystkich meczach będziemy walczyć i bronić tak jak dziś, będzie dobrze" - powiedział najlepszy strzelec obecnych rozgrywek (średnia 31,9 pkt).

"On w każdym meczu gra tak, jakby to był jego ostatni" - pochwalił swego podopiecznego trener Oklahomy Billy Donovan.

"Grzmoty" przerwały tym meczem serię czterech porażek i zakończyły passę dziewięciu zwycięstw San Antonio. Westbrooka wsparli Victor Oladipo - 20 pkt i turecki środkowy Enes Kanter - 14 i 10 zb. Zespół z Teksasu ostatni raz przegrał 12 lutego. Najwięcej punktów dla pokonanych zdobyli Kawhi Leonard, Hiszpan Pau Gasol i LaMarcus Aldridge - odpowiednio 19, 18, 17. Nie wystąpił narzekający na ból pleców francuski rozgrywający Tony Parker.

"Zdominowali nas swoja agresywnością. Taki styl pozwala wygrać mecz koszykówki w dziewięciu na dziesięć przypadków" - ocenił trener San Antonio Gregg Popovich.

Jego zespół (bilans 50-14) jest wiceliderem Konferencji Zachodniej i czeka go w sobotę konfrontacja z jej liderem, Golden State Warriors (52-12).

Czwartek był nieudany także dla innego faworyta. Prowadzący w Konferencji Wschodniej Cleveland Cavaliers przegrali na wyjeździe z Detroit Pistons, mimo 50. w karierze triple-double LeBrona Jamesa - 29 pkt, 12 zb., 10 asyst i dobrej gry Kyrie Irvinga - 27 pkt.

Najwięcej punktów dla gospodarzy, którzy czwartą kwartę wygrali 33:21, zdobyli Reggie Jackson - 21 i Andre Drummond 20 i 16 zb.

"Jeśli się mierzy wysoko, trzeba grać na 100 procent przez całe spotkanie, także w ostatniej kwarcie. Pozwoliliśmy w niej rywalom złapać wiatr w żagle. To nie może się powtórzyć" - skomentował Irving.

Była to trzecia kolejna porażka mistrzów i czwarta w sześciu ostatnich meczach. Obrońcy tytułu znaleźli się w trudnej sytuacji spowodowanej kontuzjami absencji skrzydłowego Kevina Love, Kyle'a Korvera oraz australijskiego środkowego Andrew Boguta.

Cavaliers (42-21) pozostają liderami na Wschodzie, ale coraz bardziej zbliżają się do nich Boston Celtics (41-24) i zespół Marcina Gortata Washington Wizards (39-24).

W meczu dwóch najsłabszych drużyn na Zachodzie Los Angeles Lakers, po przegranych w ośmiu poprzednich spotkaniach, wygrali na wyjeździe z Phoenix Suns 122:110. Było to pierwsze zwycięstwo zespołu z Kalifornii od czasu objęcia funkcji prezydenta klubu przez legendarnego Magica Johnsona. D'Angelo Russell zdobył dla zwycięzców 28 pkt, a wśród pokonanych wyróżnił się Devin Booker - 23.

Konfrontacja w Portland, w której miejscowi Blazers pokonali Philadelphia 76ers 114:108, stała pod znakiem popisów 22-letnich koszykarzy z Bałkanów, którzy byli liderami swoich zespołów. Chorwat Dario Saric uzyskał dla gości 28 pkt i miał dziewięć zbiórek, a Serb Jusuf Nurkic, do niedawna zawodnik Denver Nuggets, był jeszcze lepszy. W swoim dziewiątym meczu w barwach Blazers zanotował 28 pkt, 20 zbiórek, 8 asyst, 6 bloków i 2 przechwyty. Tego drugiego wypatrzył i zarekomendował do gry w NBA polski skaut Rafał Juć.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje