Fortuna I liga: Warta wróciła do Poznania w kiepskim stylu

Dwa miesiące pierwszoligowa Warta czekała na powrót na własny stadion. Piłkarze z Poznania nie wykorzystali atutu swojego boiska i ulegli w sobotę Rakowowi Częstochowa 0-2, kończąc spotkanie w dziewiątkę. Goście z kolei umocnili się na pozycji lidera.


Dopiero w poniedziałek beniaminek pierwszej ligi dostał "zielone światło" na grę w Poznaniu. Wcześniej warciarze spotkania w roli gospodarza rozgrywali w Grodzisku Wielkopolskim, bowiem ich obiekt nie spełniał wymogów licencyjnych. Zainteresowanie meczami w Grodzisku było niewielkie, średnio oglądało je po 200-300 widzów, a klub musiał płacić niemałe kwoty za wynajem stadionu.

Reklama

Powrót na stare śmieci okazał się niezbyt udany, lecz też do stolicy Wielkopolski przyjechał lider pierwszej ligi. Częstochowianie dominowali na boisku przez niemal całe 90 minut, a ich wygrana mogła być bardziej okazała. Ostatnie kilkanaście minut gospodarze grali w dziewiątkę, bowiem żółtymi kartonikami dwukrotnie zostali ukarani Michał Grobelny i Jakub Kiełb. Piłkarze Rakowa nie byli jednak zdeterminowani, by pogrążyć poznaniaków i mecz zakończył się ich zwycięstwem 2:0.

Obrońca Warty Wojciech Orsonge przyznał, że mimo porażki cieszy się, że jego zespół mógł zagrać na swoim obiekcie, popularnie nazywanym "ogródkiem".

"My tu chcemy grać - tu jest nasz dom i na pewno nam się będzie lepiej grało. Nigdzie nie musieliśmy wyjeżdżać, to było uciążliwe" - tłumaczył.

Na trybunach zasiadło ponad tysiąc kibiców i - jak przyznał trener poznaniaków Petr Nemec - wreszcie można było poczuć, że jest to mecz pierwszej ligi.

"W Grodzisku jest ładny stadion, ale jeśli przyjdzie tam 50 osób, to ani ich nie widać, ani nie słychać. Dzisiaj w +ogródku+ trochę tych kibiców było słychać, nasz stadion jest mniejszy, ale trybuny są bliżej. Niestety, mieliśmy dzisiaj lidera, który sportowo był od nas lepszy. My tylko bieganiem byliśmy w stanie dorównać rywalom" - ocenił czeski szkoleniowiec.

Z kolei opiekun Rakowa Marek Papszun mógł ze spokojem wsiąść do autobusu.

"Dobrze, że wygraliśmy, bo inaczej mógłby być ogłoszony upadek Rakowa. Po dwóch remisach mówiono już o kryzysie, zapominając, że jest to pierwsza liga, bardzo wymagająca i wyrównana. O punkty zawsze jest trudno. Dziś zagraliśmy dobry mecz, na swoim poziomie, byliśmy po prostu skuteczniejsi. My nie jesteśmy żadnym dream teamem, który +przebiega+ się po rywalach, tylko musimy ciężko pracować na punkty" - podsumował trener lidera.

Dowiedz się więcej na temat: Warta Poznań | Fortuna I liga | raków częstochowa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje