Mundial 2018: Chorwacja i Francja z awansem do fazy pucharowej

Chorwacja i Francja dołączyły do Rosji i Urugwaju, zapewniając sobie miejsce w fazie pucharowej piłkarskich mistrzostw świata. Wspaniałe zwycięstwo odnieśli Chorwaci, rozbijając Argentynę 3:0. Francuzom wystarczyła wygrana z Peru 1:0.


Czwartkowy mecz w Niżnym Nowogrodzie będzie długo pamiętany. Chorwaci i Argentyńczycy grali w bardzo szybkim tempie, ale też niezwykle ostro. Sytuacji bramkowych było sporo, ale gole padły dopiero po przerwie.

Pierwszego strzelił w 53. minucie Ante Rebic, któremu piłkę wyłożył... bramkarz Wilfredo Caballero, nieudolnie próbując go przelobować. Strzał z woleja był nie do obrony.

Argentyńczycy rzucili się do odrabiania straty, ale nie byli skuteczni. W miarę upływu czasu coraz więcej "Albicelestes" angażowało się w akcje ofensywne, zostawiając w obronie Chorwatom dużo miejsca. W końcówce to się zemściło. W 80. minucie kapitalnym strzałem z 20 metrów Luka Modric zaskoczył Caballero, natomiast w doliczonym czasie gry podopieczni Zlatko Dalica zupełnie rozmontowali obronę rywali i trzeciego gola strzelił Ivan Rakitic.

Drużyna Jorge Sampaolego znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Mając tylko punkt na koncie (za remis z Islandią 1:1), musi liczyć na korzystny wynik piątkowego meczu Nigerii z piłkarzami z Wyspy Gejzerów. Musi też w ostatniej kolejce wysoko wygrać z Afrykańczykami i... dopingować Chorwatów w starciu z Islandią.

W Jekaterynburgu bramkę na wagę awansu Francji zdobył w 34. minucie Kylian Mbappe. 19-letni napastnik Paris St. Germain został najmłodszym w historii francuskim strzelcem gola na mistrzostwach świata. Z kolei bramkarz Hugo Lloris po raz 100. zagrał w reprezentacji i kilka razy uratował swoją drużynę przed utratą bramki. Peruwiańczycy grali ambitnie, w drugiej połowie dominowali, lecz nie udało im się wyrównać. Czeka ich jeszcze mecz na pożegnanie mundialu z Australią.

Australijczycy z kolei wciąż liczą się w grze. Zdobyli pierwszy punkt, remisując w Samarze z Danią 1:1, ale z wyniku mogą być niezadowoleni, bo byli bliżsi zwycięstwa. W głównych rolach wystąpili kapitan Australii Mile Jedinak oraz największa gwiazda Danii Christian Eriksen. Ten drugi wpisał się na listę strzelców już w siódmej minucie, a pół godziny później Jedinak wyrównał z rzutu karnego. To jego drugi gol w tym mundialu, a trzeci w historii występów w MŚ. Wszystkie uzyskał z karnych.

Polscy piłkarze w komplecie trenowali w swojej bazie w Soczi. Dawid Kownacki zdradził dziennikarzom, że zawodnicy rozmawiali w swoim gronie o wtorkowej porażce z Senegalem 1:2.

"Nie chodzi o to, aby na siebie krzyczeć. Odbyliśmy rozmowę, bo nie da się o tym milczeć. Wiedzieliśmy, że nie ma co tego rozpamiętywać, bo to do niczego by nie prowadziło. Jesteśmy profesjonalistami i każdego z nas spotkała niejedna porażka. Łatwo wytykać błędy, kiedy coś poszło źle. Kluczem jest, aby po takich meczach być jednością i żeby każdy zawodnik stał za drugim. To bardzo ważne, aby teraz skupić się na meczu z Kolumbią" - powiedział Kownacki.

W sobotę przed południem biało-czerwoni wylecą do Kazania, gdzie dzień później zagrają z Kolumbijczykami, którzy także mają na koncie porażkę - 1:2 z Japonią.

Jak poinformowała FIFA, mecze mundialu obejrzało na rosyjskich stadionach już ponad milion widzów. Tę granicę przekroczono w pierwszym z czwartkowych spotkań, w którym zagrały reprezentacje Australii i Danii.

"Do tej pory wśród kibiców z całego świata nabywców znalazło ponad 2,6 mln biletów, których sprzedaż trwać będzie do 15 lipca (dzień finału - PAP). Średnie obłożenie stadionów podczas mistrzostw świata wynosi 97 procent" - napisano w komunikacie FIFA.

Również w czwartek podano, że Szymon Marciniak poprowadzi sobotni mecz Niemcy - Szwecja w Soczi. W poprzednią sobotę arbiter z Płocka pełnił tę funkcję w spotkaniu Argentyna - Islandia (1:1) w Moskwie.

Dowiedz się więcej na temat: MŚ 2018

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje