NHL. Festiwal karnych w Saint Paul, przełamanie Blackhawks

Aż 22 rzuty karne były potrzebne, by wyłonić zwycięzcę w meczu ligi hokejowej NHL między Minnesota Wild a Anaheim Ducks. W 11. serii sukces gościom zapewnił Nick Ritchie. W regulaminowym czasie gry było 2-2. Po raz pierwszy od 30 stycznia wygrali Chicago Blackhawks.

Bliżej zwycięstwa w regulaminowym czasie gry w Saint Paul byli gospodarze, którzy prowadzili 2-1, ale w 46. minucie do remisu doprowadził Czech Ondrej Kase. Później gole już nie padły, rozstrzygnięcia nie przyniosła również dogrywka.

Reklama

W serii rzutów karnych na trafienie Ryana Getzlafa z Ducks odpowiedział Zach Parise. W czwartej kolejce krążek w siatce umieścili Szwajcar Nino Niederreiter i Kase. Kolejnych 13 prób było nieskutecznych i dopiero w 11. kolejce Ritchie znalazł sposób na bramkarza gospodarzy.

- Zawsze kiedy wygrywasz karne musisz być szczęśliwy, bo jeden punkt otrzymujesz ekstra. Ale gdy wygrywasz taką serię, radość musi być podwójna - przyznał trener ekipy z Anaheim Randy Carlyle, który chwalił swojego bramkarza Johna Gibsona. - Popisał się kilkoma świetnymi interwencjami - dodał.

Po tej wygranej Ducks awansowali z 69 pkt na trzecią pozycję w Pacific Division. Zespół Wild ma taki sam dorobek, ale w drugiej z zachodnich dywizji - Centralnej - jest piąty.

Hokeści Chicago Blackhawks przerwali serię ośmiu spotkań bez zwycięstwa, pokonując na własnym lodowisku liderów Metropolitan Division - Washington Capitals 7-1. Golem i dwoma asystami do wygranej przyczynił się Jonathan Toews, a Patrick Kane dołożył bramkę i 500. w karierze w NHL asystę.

Najlepszą obecnie drużyną rozgrywek są debiutanci z Las Vegas. Golden Knights w sobotę pokonali przed własną publicznością Montreal Canadiens 6-3 i mają 82 punkty, o jeden więcej niż prowadzący na Wschodzie Tampa Bay Lightning.

"Złoci Rycerze" odnieśli 22. zwycięstwo w roli gospodarzy, czym wyrównali rekord w tym względzie zespołu występującego w NHL pierwszy sezon ustanowiony w edycji 1979/80 przez Hartford Whalers.

- Nasi fani tworzą fantastyczną atmosferę, bardzo nam pomagają. Ich wkład w to osiągnięcie jest olbrzymi - zaznaczył Reilly Smith, który uzyskał dwa gole i miał jedną asystę. Trzy podania otwierające kolegom drogę do bramki odnotował natomiast Jonathan Marchessault.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje