NHL: Tampa Bay Lightning - Chicago Blackhawks 4-3 w drugim meczu finałowym

Hokeiści Tampa Bay Lightning wyrównali stan rywalizacji o Puchar Stanleya po zwycięstwie nad Chicago Blackhawks 4-3 w drugim meczu finału NHL. W czwartek "Czarne Jastrzębie" wygrały 2-1. Po trofeum sięgnie zwycięzca czterech spotkań.

Jedną z centralnych postaci drugiego spotkania był 20-letni rosyjski bramkarz Tampy Andriej Wasilewski, który pojawił się na lodzie w trzeciej tercji z powodu kontuzji Bena Bishopa. Gdy wchodził na plac gry, utrzymywał się remis 3:3.

Reklama

"Zdenerwowany? Na początku może trochę. Ale po kilku pierwszych obronionych strzałach poczułem się lepiej. Przygotowuję się mentalnie na każdy mecz" - powiedział młody zawodnik.

Rosjanin ma raczej znikome doświadczenie w NHL. Łącznie zagrał w 16 meczach fazy zasadniczej, a od 31 marca wystąpił tylko dwukrotnie. W rundzie play off nie ma na koncie nawet godziny gry.

"Powiedzieliśmy mu, żeby się po prostu dobrze bawił. Nie mam pojęcia, co się działo w jego głowie, ale to spokojny chłopak. Jest przygotowany nawet wtedy, gdy wie, że nie zagra" - wyjaśnił jego kolega z drużyny Anton Stralman.

To drugi młody hokeista, który wyróżnił się w rywalizacji o Puchar Stanleya. W czwartek bardzo dobry mecz rozegrał rówieśnik Rosjanina Teuvo Teravainen, który zdobył bramkę i zaliczył asystę. Fin gola strzelił także w niedzielę, w drugiej tercji, dając "Czarnym Jastrzębiom" prowadzenie 2-1.

Nie wiadomo do końca, co stało się Bishopowi, który w pewnym momencie po prostu zjechał z lodowiska i poszedł do tunelu. Później na chwilę wrócił do bramki "Błyskawic", by znów zwolnić miejsce Wasilewskiemu.

"Nikt nie wiedział, co się dzieje. Słuchaliśmy komunikatów spikera, żeby wiedzieć, kto właśnie u nas broni" - przyznał kapitan Steven Stamkos.

Ostatecznie jednak Tampie udało się zdobyć w przewadze zwycięską bramkę na 11 minut przed końcową syreną. Na listę strzelców wpisał się Jason Garrison, a później Wasilewski obronił pięć strzałów i gospodarze utrzymali prowadzenie.

Chicago grało w osłabieniu dwukrotnie w ciągu niespełna trzech minut, ponieważ dwa razy przewinił Patrick Sharp. Gola straciło, gdy 33-letni Kanadyjczyk odsiadywał drugą karę.

"Chyba nigdy mi się to nie zdarzyło. Ponoszę za to odpowiedzialność i pozostaje mi tylko przeprosić kolegów za to, że przeze mnie byli pod presją" - powiedział Sharp.

Trzeci mecz finałowy zaplanowano na godzinę 2.00 czasu polskiego w nocy z poniedziałku na wtorek. Hokeiści przeniosą się teraz do Chicago.

Wynik sobotniego meczu o Puchar Stanleya:

Tampa Bay Lightning - Chicago Blackhawks 4-3

Stan rywalizacji play off do czterech zwycięstw - 1-1.



Dowiedz się więcej na temat: NHL | Tampa Bay Lightning | Chicago Blackhawks

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje