NHL: Wielka feta w Chicago po zdobyciu Pucharu Stanleya

Chicago świętuje zdobycie Pucharu Stanleya, po który piąty raz w historii sięgnęła drużyna z tego miasta. Euforia kibiców trwa od poniedziałku, kiedy to hokeiści Chicago Blackhawks, w szóstym meczu finału play off, pokonali na wyjeździe Boston Bruins 3-2.

Ten cały tydzień w Chicago to wielka feta kibiców. Jej zwieńczeniem była w piątek parada zdobywców Pucharu Stanleya. Władze miasta oszacowały, że w paradzie i wiecu w Parku Granta w centrum Chicago wzięło udział prawie dwa miliony osób.

Reklama

- Entuzjazm, jaki zapanował w Chicago po zdobyciu przez Blackhawks Pucharu Stanleya można porównać chyba tylko do mistrzowskiej ery drużyny Chicago Bulls, prowadzonej przez Michaela Jordana - powiedział dziennikarz redakcji sportowej Polskiego Radia 1030 AM w Chicago Daniel Bociąga.

Symbole i kolory drużyny można było w tym tygodniu zobaczyć w Chicago dosłownie wszędzie. Dla wielu kibiców hokeja największym marzeniem jest zobaczenie z bliska Pucharu Stanleya, najstarszego trofeum w zawodowym sporcie w USA.

Wielu może pozazdrościć Pawłowi Prylińskiemu, który od 23 lat jest masażystą zawodników Chicago Blackhawks. Pochodzący z Kalisza absolwent AWF w Poznaniu, który w 1982 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, przyznaje, że ponownie ma okazję dotknąć legendarnego pucharu. Tłumaczy, że po zakończeniu oficjalnych uroczystości, tradycyjnie każdy członek drużyny będzie mógł spędzić jeden dzień z pucharem. Pryliński wspomina, że w 2010 roku, kiedy Blackhawks także wygrali rozgrywki ligi NHL, wziął Puchar Stanleya do Konsulatu RP w Chicago, a także wystawił go w ratuszu miasteczka pod Chicago, gdzie mieszka.

Na pytanie, czy spodziewał się w tym roku zdobycia Pucharu Stanleya, Pryliński, odpowiada: - Przeczuwałem, że będziemy mieć dobry sezon, bo było rozczarowanie w drużynie po ubiegłorocznym, kiedy odpadliśmy w pierwszej rundzie, ale mówiąc szczerze, nie spodziewałem się, że aż tak dobrze będziemy grali.

- Od pierwszego meczu widać było, że nasza drużyna jest w dobrej kondycji. Sporo zawodników grało w Europie. A ci, którzy nie grali, trenowali bardzo porządnie. Widać to było w porównaniu do innych drużyn, które nie były tak rozruszane po przerwie spowodowanej przez lockout. Czuć było, że wszyscy chcieli grać. Byli podekscytowani tym, że mogą wrócić na lodowisko, że ten sezon nie będzie stracony, tak jak to było w przypadku sezonu 2005-2006 - powiedział  Pryliński.

Przypomniał, że w sezonie zasadniczym Blackhawks nie ponieśli porażki w regulaminowym czasie gry w 24 kolejnych spotkaniach. Ustanowili tym samym rekord otwarcia sezonu. 

Paweł Pryliński, jeden z nielicznych Polaków pracujących w lidze NHL, wyznaje, że najbardziej czuje się związany z tymi zawodnikami Chicago Blackhawks, którzy są w klubie od juniorów, czyli od tzw. draftów, kiedy wybiera się ich w wieku osiemnastu lat.

- Jonathan Toews, Patrick Kane, Duncan Keith czy Brent Seabrook, ich znam dłużej, ale na przykład Słowak Marian Hossa, który podpisał z nami kontrakt w 2010 roku, jest wspaniałym zawodnikiem i człowiekiem. Zresztą nasi hokeiści nie są zarozumiali, są bardzo dostępni dla kibiców czy dla prasy, bardzo dobrze się z nimi współpracuje - stwierdził masażysta Chicago Blackhawks.

Jak się okazuje hokeiści są także bardzo przesądni. Pryliński wyjaśnia, że zawodnicy od pierwszego meczu play off nie golą się. Pod koniec rozgrywek są tak zarośnięci, że "ciężko ich czasami rozpoznać". Poza tym hokeiści wierzą również, że "drużyna, która otrzyma puchar za wygranie Konferencji z reguły go nie dotyka". W przypadku Chicago Blackhawks chodzi o Clarence S. Campbell Bowl, puchar przyznawany za wygranie Konferencji Zachodniej.

Chicago Blackwaks Puchar Stanleya wywalczyli trzy lata temu (wcześniej w 1934, 1938 i 1961). Szczególnie od 2010 roku hokej w Chicago staje się bardziej popularny. Przybywa także kibiców wśród Polaków mieszkających w Chicago.

- Polacy mieszkający w Chicago przez bardzo długo najbardziej identyfikowali się z drużyną piłkarską Fire. Przez lata przewinęły się tutaj bowiem polskie nazwiska, a Nowak, Kosecki i Podbrożny zdobyli z tą drużyną jedyne mistrzostwo. Od lat jednak to właśnie Blackhawks są tą drużyną, której sukcesy najbardziej cieszą Polonusów w Chicago, tak doskonale asymilujących się w Wietrznym Mieście z Czechami i Słowakami, którzy powodów do dumy mają z pewnością dużo więcej - wyjaśnił sportowy dziennikarz Polskiego Radia w Chicago Daniel Bociąga.

Z Chicago Joanna Trzos

Dowiedz się więcej na temat: NHL | Chicago Blackhawks | Boston Bruins | hokej | puchar stanleya

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje