Akademia Zagłębia Lubin - projekt przekraczający skalą większość klubów w Polsce

Cuprum Towarzystwo Ubezpieczeń. Cuprum-Med. Villa Cuprum. Wjeżdżając do Lubina i podziwiając miedzianoblaszane obicie największego budynku w centrum, galerii handlowej Cuprum Arena, nie ma wątpliwości, co to za miasto. Drogowskazy? Trzy. Cuprum Arena - skręć w lewo. KGHM - skręć w prawo. Stadion - prosto. Cały Lubin stoi na miedzi - dosłownie i w przenośni. Na miedzi powstał, z miedzi się utrzymuje, a gdyby tylko się dało - pewnie i miedzią oddychaliby jego mieszkańcy.

WSZYSTKIE MULTIMEDIA NAGRANO SMARTFONEM SAMSUNG GALAXY S7

Reklama

Jest ich łącznie 75 tysięcy. Praktycznie każdy z nich albo samemu pracuje, albo przynajmniej w rodzinie ma kogoś pracującego w Kombinacie Górniczo-Hutniczym Miedzi lub którejś z licznych spółek-córek lubińskiego giganta. Wbrew pozorom to szalenie ważne, by zrozumieć projekt kilku szaleńców z tego miasta, którzy wymarzyli sobie budowę klubu po prostu wielkiego. Bez jakiegoś chowania się za podwójną gardą, bez jakiegoś asekurowania się. Po prostu: wielkiego.

Karkołomne, prawda? Jeszcze raz: jesteśmy w miejscu, które liczy sobie 75 tysięcy mieszkańców. Nie ma porządnej dyskoteki. Nie ma porządnego kasyna. Nawet sieciówek ze śmieciowym żarciem jakoś niewiele. I nagle w mieście, w którym obejrzeć można głównie przepiękne budynki należące do szefostwa KGHM-u wyrasta projekt już teraz przekraczający skalą większość klubów w Polsce. Zresztą, sam fakt, że centrum Lubina ma chyba mniejszą powierzchnię niż boiska samej tylko Akademii Zagłębia mówi wszystko. Po zwożonym ciężarówkami zagranicznym żwirze nie ma już śladu. Dziś do "Miedziowych" po prostu ciężko się przyczepić.

Z dowolnego miejsca w tej potężnej bazie widać właśnie stadion. Z dowolnego miejsca na boiskach, nawet z perspektywy ławek rezerwowych u juniorów, można dostrzec błysk miejsca, z którego mogą rozpocząć się wielkie kariery. Właśnie tak chciała to od początku urządzić Akademia Zagłębia Lubin. Prawdziwy potwór, który pochłania coraz więcej lubińskiej powierzchni, coraz więcej ludzi z całego Zagłębia Miedziowego i coraz więcej pieniędzy z budżetu klubu. Przy okazji - chyba też coraz więcej serc pasjonatów futbolu, bo jej sukcesy, a przede wszystkim sposób, w jaki jest prowadzona zasługuje na wszystkie pochwały.

Ponad czterdziestu pracowników samej akademii, trenerzy, specjaliści od przygotowania mentalnego, od analiz wideo, od motoryki, psycholog, który dba by dzieciaki nie odczuwały dyskomfortu związanego ze wczesnym opuszczeniem domu na rzecz piłkarskiego internatu. Wychowawczynie, dział skautingu, lekarze i fizjoterapeuci. Pod nimi niemal 400 dzieciaków, z których 70 wkrótce będzie mieszkać niemalże na stadionie.

- Zawodowe kluby, które grają w Ekstraklasie, mają swój własny program szkolenia podporządkowany celom pierwszego zespołu. U nas też funkcjonuje to w ten sposób, trzeci rok konsekwentnie realizujemy politykę, gdzie akademia służy przede wszystkim dorosłej drużynie. Począwszy od zaangażowania trenera Piotra Stokowca, który bardzo mocno się z akademią identyfikuje, aż po samą treść programu - jakie efekty ma dać szkolenie, w jaki sposób mają być wprowadzani do drużyny młodzi zawodnicy - to wszystko ma na celu zgranie pracy całego klubu - tłumaczy Krzysztof Paluszek, dyrektor akademii i jeden z twórców programu szkolenia używanego w Zagłębiu. Efekty widać bez szkła powiększającego. Kilkunastu zawodników w kadrze dorosłego zespołu doskonaliło się w akademii. - A trener przymierza się już do dwóch następnych. To jest właśnie nasz cel i sens naszej pracy - przygotowanie zawodników do debiutu w Ekstraklasie i wzmocnienia pierwszej drużyny. Poza tym wystarczy też spojrzeć ilu piłkarzy z akademii występuje też w innych klubach Ekstraklasy i I ligi, by wspomnieć choćby o Pawle Oleksym.

Dowiedz się więcej na temat: KGHM Zagłębie Lubin | Piotr Stokowiec | Piotr Burlikowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje