Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

Legia i Wisła nie zachwyciły, ale wygrały swoje mecze w 21. kolejce Orange Ekstraklasy i to jest najważniejsze.

Ekipa z Łazienkowskiej pokonała na wyjeździe Odrę i zachowała punkt przewagi nad podopiecznymi Dana Petrescu, którzy zdołali wywieźć trzy punkty z "brazylijskiego" Szczecina.

Reklama

Formą imponuje lubińskie Zagłębie. Zespół prowadzony przez Franciszka Smudę celuje w podium i udany atak na pozycję Amiki wcale nie jest wykluczony...

ASY

Marcin Burkhardt (Legia Warszawa)

Zastanawialiśmy się, czy Asem powinniśmy nagrodzić Cezarego Kucharskiego czy też Marcina Burkhardta. Wybór nie był łatwy, bo obaj walnie przyczynili się do wyjazdowego zwycięstwa podopiecznych Dariusza Wdowczyka w Wodzisławiu.

Ostatecznie wybór padł na tego drugiego, bo to jednak jego trafienie już w doliczonym czasie gry dało trzy punkty Legii. Nie bez znaczenia była też uroda gola zdobytego z woleja. - Fajnie, że wychodzą mi takie strzały - powiedział pomocnik stołecznego zespołu, a my odpowiadamy: - Bardzo fajnie, naprawdę!

Marek Penksa (Wisła Kraków)

Słowacki napastnik sprawdza się w barwach Wisły Kraków w roli tzw. jokera. Jego wejście na boisko w meczu z Pogonią rozruszało ofensywne poczynania mistrzów Polski. Jednak największe uznanie budzi doświadczenie Penksy, który z zimną krwią wymusił na obrońcy "Portowców" faul w polu karnym, dzięki czemu Wisła dostała szansę na zwycięstwo w postaci rzutu karnego.

- Mogę grać od początku i na zmianę. To trener decyduje, kiedy wejdę - skomentował swój występ joker Penksa. Ciekawi jesteśmy, czy w kolejnym meczu Słowak dostanie szansę gry od pierwszych minut. Z drugiej strony - skoro tak dobrze radzi sobie w roli wchodzącego z ławki, po co to zmieniać?

Maciej Iwański (Zagłębie Lubin)

Pomocnik Zagłębia dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w pojedynku z Arką Gdynia, a w dodatku jego gole "ustawiły" przebieg meczu, który ostatecznie zakończył się zwycięstwem gospodarzy 4:0.

Od pierwszych minut tego spotkania zarysowała się przewaga lubinian, ale sposób na pokonanie Jarosława Krupskiego (zresztą byłego golkipera Zagłębia) znalazł dopiero w 28. minucie Iwański, który wykorzystał podanie Chałbińskiego i strzałem z jedenastu metrów umieścił piłkę w siatce. Niespełna dziesięć minut później rozgrywający Zagłębia wystąpił ponownie w roli głównej. Iwański został sfaulowany 25 metrów od bramki rywali, a po chwili sam wymierzył sprawiedliwość, pięknym technicznym strzałem w okienko, pokonując bramkarza gości.

Dariusz Dźwigała (Polonia Warszawa)

Ciężar walki Polonii Warszawa o pozostanie w ekstraklasie dźwiga na swoich barkach Dariusz Dźwigała. Nazwisko w końcu zobowiązuje.

Ten doświadczony zawodnik wciąż ma ogromny zapał i serce do gry. To głównie dzięki jego charakterowi Polonia odprawiła w sobotę z kwitkiem Górnika Zabrze i zamierza powalczyć o pozostanie w lidze. Dźwigała w bardzo trudnym momencie (przy stanie 0:1) zdobył wspaniałą bramkę, która jednocześnie była wspaniałym prezentem na 37. urodziny (urodził się 22 marca 1969).

- Nie mogłem spać przed tym meczem. Wiedziałem, że jest dla nas bardzo ważny. Powiem więcej, to był dla mnie najważniejszy mecz w karierze! Ogromny stres - przeżywał po meczu Dźwigała. Czy z tak oddanym zawodnikiem Polonia może wylądować w 2. lidze?

Andrzej Bledzewski (Górnik Łęczna)

Cenne trzy punkty, które Górnik Łęczna wywiózł z Krakowa, są zasługą Andrzeja Bledzewskiego. W doliczonym czasie gry Cracovia stanęła przed ogromną szansą na uratowanie punktu. Bramkarz Górnika obronił jednak rzut karny wykonywany przez Piotra Banię.

Inna sprawa, że Bledzewski tylko dzięki pobłażliwości sędziego Marcina Borskiego nie dostał czerwonej kartki za faul na Marcinie Bojarskim. Obserwator tego mecz z ramienia PZPN przyznał, że w tej sytuacji arbiter popełnił błąd. Fakty są jednak takie, że golkiper z Łęcznej zobaczył tylko "żółtko" i... został bohaterem spotkania.

CIENIASY

Daniel Lopez Cruz (Pogoń Szczecin)

Jak patrzy się na brazylijskich graczy Pogoni Szczecin, to w niczym nie przypominają oni swoich słynnych rodaków. Trudno w nich dostrzec bajeczną technikę, ofensywne fajerwerki czy umiejętność fantastycznego przeglądu wydarzeń na boisku. Natomiast dość szybko w oczy rzuca się totalny brak zgrania i myślenia.

W piątkowym meczu z Wisłą Kraków na tym tle "wyróżnił się" Daniel Lopez Cruz. Najpierw w głupi sposób dał się nabrać Penksie na faul w polu karnym (rzut karny), a następnie - jakby w odwecie - z ogromną mocą zaatakował golenie Słowaka. Konsekwencją oczywiście była druga żółta kartka i opuszczenie boiska.

W naszej redakcji mamy ostatnio wrażenie, że pan Ptak szukał piłkarzy do zespołu nawet nie na słynnej plaży Copa Cabana, jak twierdzą złośliwi prześmiewcy, ale na planach jeszcze słynniejszych brazylijskich seriali. Gołym okiem widać, że większość grających w Szczecinie zawodników z kraju kawy o grze w piłkę nożną ma blade pojęcie.

Arkadiusz Baran (Cracovia)

W dwóch ostatnich meczach Arkadiusz Baran otrzymał cztery żółte i dwie czerwone kartki. To chyba rekord świata i swoisty szczyt głupoty. Nie możemy zrozumieć, jak zawodnik mający już na swoim koncie żółtą kartkę, kolejny raz bardzo ostro atakuje nogi rywala. Przecież taką recydywą wręcz sam błaga arbitra o kolejny kartonik, w nieco mocniejszym kolorze.

Najgorszy w przypadku Barana jest fakt, że nie wyciąga on wniosków z popełnionych błędów. Zapowiadamy, że jeśli w kolejnym meczu, w którym zagra, znów otrzyma dwie żółte kartki, to obwołamy go "Baranem Roku".

Paweł Strąk (GKS Bełchatów)

- Gol Darka Gęsiora był przełomowym momentem spotkania - powiedział po meczu Groclinu Grodzisk Wlkp. z BOT GKS Bełchatów (3:1) szkoleniowiec gospodarzy Werner Liczka. Kto przyczynił się do tego? Odpowiedź jest prosta: Paweł Strąk.

Fatalny kiks 23-letniego piłkarza sprawił, że Gęsior mógł cieszyć się ze zdobycia gola w debiucie w nowym klubie. Do tego momentu utrzymywał się remis 1:1, a goście radzili sobie całkiem dobrze i mogli pokusić się o wywiezienie z Grodziska choćby punktu.

Artur Prokop (Górnik Zabrze)

Zabrzanie doznali klęski w Warszawie z tamtejszą Polonia (1:4). Nic w tym dziwnego, bo "Czarne Koszule" grały w przewadze liczebnej. Dwunastym zawodnikiem Polonii byli kibice, a trzynastym Artur Prokop z zespołu gości. Konto obrońcy Górnika obciążają dwie bramki strzelone przez broniących się przed spadkiem polonistów. Najpierw Prokop idealnie podał do Marka Citki, który takich prezentów nie marnuje, a później przepuścił podanie do Grzegorza Kmiecika, który zdobył gola na 3:1. - Myślałem, że to już stracona akcja - mówił napastnik Polonii.

Po tym "popisie" Prokop nie miał prawa być na boisku, ale trener zabrzan Ryszard Komornicki zmienił go dopiero w 78. minucie. Radzimy opiekunowi Górnika, żeby przed następnym meczem poważnie się zastanowił, czy warto wystawiać w podstawowym składzie tego zawodnika. Klęska, jak ta w Warszawie, jest wówczas wielce prawdopodobna.

Sławomir Rutka (Kolporter Korona Kielce)

Ekipa z Kielc przegrała w Płocku, a my musimy znaleźć winnego. Tym razem będzie nim kapitan Kolportera Korony, który w 8. minucie sfaulował w polu karnym Ireneusza Jelenia. Arbiter bez wahania pokazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki gości, a szansę wykorzystał sam poszkodowany.

Zdajemy sobie sprawę, że ten Cienias jest nieco naciągany, ale cóż - od kapitanów drużyn ekstraklasy wymagamy nieco więcej...

Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Wisła | faul | kartki | Warszawa | Entourage | bramki | polonia | asy i cieniasy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje