Ekstraklasa. Kluby najchętniej biorą Słowaków, ale teraz otworzą się na Wschód?

Znajomość języka, pracowitość, ale przede wszystkim pieniądze. Polskie drużyny co kilka miesięcy wybierają się na europejskie polowanie, które na ogół kończy się… tuż za granicą. Niewykluczone jednak, że wkrótce ekstraklasowe kluby obiorą nowy kierunek.

Szkolenie słabe, krajowy skauting pozostawia wiele do życzenia, a ruch na rynku wewnętrznym wygląda jak pod sam koniec dnia targowego.

Horrendalne ceny za Polaków

Reklama

- Niech pan zobaczy, jak mało jest transferów Polaków między naszymi klubami. A takich, za które trzeba zapłacić, to już w ogóle. Każdy woli szukać gdzieś poza krajem, bo u nas ceny często są horrendalne. Nikt też nie chce wzmacniać konkurencji - opowiada jeden z trenerów Ekstraklasy.

A że polskie kluby nie słyną z tytanicznej pracy z młodzieżą, to muszą szukać wzmocnień za granicą. Szkopuł w tym, że niewielu zawodnikom Ekstraklasa jest w stanie cokolwiek, oprócz nowoczesnych stadionów, zaoferować. Poziom ligi jest mizerny, płace niższe od średniej europejskiej, a zima trwa zdecydowanie za długo.

- W efekcie przebieramy w zawodnikach trzeciego sortu, czyli graczach bardzo przeciętnych lub najzwyczajniej w świecie leniwych. Oczywiście jakaś perełka może się trafić, ale to rzadkość - mówi jeden z menedżerów, który nie chce ujawniać nazwiska, żeby nie spalić sobie kontaktów w polskiej Ekstraklasie.

Przewidywalność

Dlatego polskie kluby najczęściej biorą graczy z ligi słowackiej (np. w Bruk-Bet Niecieczy jest ich sześciu). Poziom tamtejszych rozgrywek od naszych bardzo nie odstaje, zawodnicy zarabiają zdecydowanie mniej, a część z nich do rodzinnego domu może wyskoczyć nawet zaraz po treningu (szczególnie, jeśli gra w klubie z Polski południowej).

Do tego Słowacy (podobnie jak Czesi, których Ekstraklasa też chętnie ściąga) uważani są za naród dość przewidywalny, czego nie można powiedzieć np. o Serbach czy Chorwatach, w przypadku których przed transferem zawsze warto zrobić wywiad środowiskowy.

Coraz chętniej kluby Ekstraklasy zwracają uwagę też na Hiszpanów. Nic dziwnego, skoro liderem klasyfikacji strzelców jest Igor Angulo, a trzecim strzelcem Carlitos. Oprócz nich nieźle prezentuje się kilku zawodników, a żółto-czerwona flaga najczęściej widnieje obok nazwisk zawodników Wisły Kraków (gra tu siedmiu piłkarzy z Hiszpanii).

- Ale narodowość nie ma dla nas znaczenia, liczą się tylko wyniki i dobro klubu. Piłkarzom w paszporty nie zaglądamy. Wiem, że np. w Polsce najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby w klubie grało jak najwięcej Polaków, ale u mnie będą występowali po prostu najlepsi - podkreśla Joan Carillo, hiszpański trener Wisły.

W poszukiwaniu lepszego życia

Liga słowacka i czeska nie są jednak studniami bez dna, więc kluby muszą szukać także w innych regionach. Niewykluczone, że w wkrótce do tych najpopularniejszych dołączy Ukraina. Tamtejsi piłkarze mają dość życia w niepewności przed wojną i chcą być bliżej Europy. Poza tym na Ukrainie zapanowała moda na Polskę i powoli obejmuje ona także sportowców.

- Już słyszę, że są w stanie zgodzić się na niższe zarobki niż na Ukrainie w zamian za wyjazd do Polski i życie w bardziej przewidywalnym kraju. A piłkarsko przecież się obronią. Proszę zobaczyć na Wołodymyra Kostewycza z Lecha Poznań. Na Ukrainie to był przeciętny boczny obrońca, a u nas się wyróżnia. A takich zawodników jest tam znacznie więcej - mówi nam menedżer.

Piotr Jawor

Wyniki, terminarz i tabela Ekstraklasy

Dowiedz się więcej na temat: Wołodymyr Kostewicz | Igor Angulo | Carlitos

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje