Ekstraklasa. Ofensywa trenerów na dorobku, mocne nazwiska w odwrocie

Stołek trenera staje się gorący, a nad jego głową rozpoczyna się sąd. Po długiej na kilometry liście błędów i zarzutów pada jednak argument: "Można go wyrzucić, ale kto za niego? Nie ma nikogo na rynku!". Ten sezon pokazuje jednak, że takie hasło to jedno z największych kłamstw obecnych rozgrywek - pisze w swym najnowszym felietonie Piotr Jawor.

"Skorżę zwolnić czy zostawić?" - taką szybką dyskusję w dziennikarskim gronie toczyliśmy kilkanaście dni temu, gdy był jeszcze trenerem Pogoni Szczecin. W końcu - jak to zwykle w takich sytuacjach - zaczęły padać nazwiska następców: od poważnych (Jacek Zieliński), przez dotyczące przyszłości (Jacek Magiera, ale od dopiero od przyszłej rundy), po te z przymrużeniem oka (Bogusław Baniak).

Reklama

Stanęło w końcu na tym, że na razie to albo Zieliński, albo nikt i każdy z powrotem wbił wzrok w swojego laptopa. Okazało się jednak, że to powinien być dopiero początek analizy słynnego w polskiej piłce hasła: "Ale nie ma kogo wziąć!".

Bo u nas tak już się przyjęło, że na ogół bierzemy po nazwiskach. Jeśli znane i coś osiągnęło, to brawa dla prezesa za zatrudnienie takiego szkoleniowca. A jak mniej znane, to znaczy, że w klubie nie ma pieniędzy, szefostwo słabo zna się na piłce, a spiskowe teorie mówią, że za wszystkim stoją okrutni menedżerowie.

Tymczasem to jednak te najgorętsze polskie nazwiska w tym sezonie na razie okazują się kompletną klapą, a dobrą robotę odwalają trenerzy na dorobku.


Nazwisko i co dalej?

Michał Probierz, wicemistrz Polski z Jagiellonią Białystok, miał przebierać w ofertach. Wschód, Zachód, ligi egzotyczne itd. Aż w końcu wylądował w Cracovii, a z tą Cracovią na... przedostatnim miejscu.

Człowiek, który absolutnie słusznie uważany jest za jeden z największych polskich talentów trenerskich, i który nieprzypadkowo wypytywany jest o reprezentację Polski, na razie kręci się w okolicach dna Ekstraklasy, choć  wspólnie z prezesem Januszem Filipiakiem ustalili, że będą grali o puchary...

Cracovia o dno rozbiłaby się z hukiem, gdyby nie drugie mocne i cenione nazwisko, czyli Maciej Skorża. Nie siedzę w głowach kibiców Pogoni Szczecin, ale wątpię, że w dniu zatrudnienia tego szkoleniowca chóralnie krzyczeli: "Ten Skorża, co zdobył trzy mistrzostwa Polski, kompletnie się nie nadaje!".

Nie, bo to też nazwisko tak mocne, że  niewielu pamiętało, że Skorża z ostatnich 25 spotkań w Ekstraklasie wygrał tylko trzy (1 z 11 w Lechu i 2 z 14 w Pogoni)!

Nazwisko słabsze, za to wyniki...

Tymczasem kto na tych trenerów z nazwiskami patrzy z góry? Ireneusz Mamrot, z którego żartowano, że jedyny dobry "Mamrot" to ten, którego piją w serialu "Ranczo". Wcześniej pracował co najwyżej w I lidze, więc kibice Jagiellonii mieli prawo drżeć o swoją drużynę pod wodzą tego szkoleniowca. Szkoleniowca, który dziś jest trzy punkty za liderem.

Podobne emocje pewnie targały fanami Wisły Płock, gdy ogłoszono, że zespół przejmie Jerzy Brzęczek, który nazwisko wyrobił sobie jako piłkarz, ale jako trener na pewno go nie wzmocnił. W końcu do Płocka przychodził jako człowiek, który dostał sporo czasu, by wprowadzić do Ekstraklasy GKS Katowice, a zostawił go bliżej miejsca spadkowego...

A dziś w Płocku Brzęczek odwala kawał dobrej roboty. Niedawno drużyna wygrała cztery z pięciu meczów i momentami grała bardzo ciekawie. A przypomnijmy, że Brzęczek zastąpił Marcina Kaczmarka, którego nazwisko do niedawana mocne było tylko dzięki ojcu - Bogusławowi. A mimo tego M. Kaczmarek nie dość, że dał Wiśle Ekstraklasę, to jeszcze w pierwszym sezonie zanotował kilka naprawdę niezłych meczów.

A jak mocne jest nazwisko trenera Sandecji? Przecież Radosław Mroczkowski z dobrym skutkiem pracował w Widzewie, ale później kolejni prezesi Ekstraklasy, dumając zgodnie z logiką "nie ma kogo wziąć", nie zerkali w jego stronę. Aż w końcu szkoleniowiec w przeciętnej Sandecji zbudował zespół na miarę awansu, który dziś nie odstaje w Ekstraklasie.

Wyświechtane hasło

W dniu zatrudniania Mamrota, Brzęczka, Kaczmarka, czy Mroczkowskiego, kibice na pewno poczuli dreszcz niezdrowych emocji, których nie wywoływało nazwisko Skorży czy Probierza. I tak samo jak ci ze słabszymi nazwiskami nie są skazani na sukces, tak samo nie jest powiedziane, że Skorża czy Probierz wkrótce znów nie zawojują Ekstraklasy. Chodzi tylko o to, by tych mniej znanych już na starcie nie kasować hasłem: "Ale nie ma nikogo na rynku!", bo w tej sytuacji już chyba bardziej pasowałoby wyświechtane: "Nazwiska nie grają".

No to co, kto w tej Pogoni za Skorżę?

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Skorża | Michał Probierz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje