Ekstraklasa. Polski bramkarz w odwrocie?

Nasza liga od 10 lat nie wyeksportowała bramkarza światowej klasy, a początek rundy pokazuje, że pod tym względem coś złego dzieje się nie tylko z samymi zawodnikami, ale też trenerami i prezesami - pisze Piotr Jawor, felietonista eurosport.interia.pl.

Dziś Polska ma dwie bramkarskie wizytówki na najwyższym europejskim poziomie - Wojciecha Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego. Ten pierwszy szybko wyjechał z Polski, drugi fach szlifował w Ekstraklasie, ale pożegnał ją już dekadę temu. Od tamtej pory z Polski nie wyjechał żaden bramkarz, który zachwyciłby świat.

Reklama

Inwazji z Ekstraklasy nie ma

38-letni Artur Boruc jest świetnym zawodnikiem, ale nie czarodziejem i czasu nie oszuka, dlatego dziś jest już rezerwowym w Bournemouth. Łukasz Skorupski miał swoje pięć minut, ale dziś w AS Roma nie gra wcale. W Deportivo La Coruna jest Przemysław Tytoń, ale w tym sezonie w lidze wystąpił raz, puścił cztery bramki i więcej na murawie się nie pojawił. Nową jakością wśród młodzieży miał być Bartłomiej Drągowski, ale w Fiorentinie jest od półtora roku, a w lidze zagrał raz.

W Ekstraklasie też nie jest kolorowo. Bramki mistrza Polski broni Arkadiusz Malarz, który robi to bardzo dobrze, ale z racji wielu (38 lat) polska piłka przyszłości wiązać z nim nie może. Jagiellonia Białystok po wicemistrzostwo Polski sięgnęła, mając w bramce Słowaka Mariana Kelemena, trzeci Lech Poznań wybierał między Słowakiem Matuszem Putnockim a Bośniakiem Jasminem Buriciem, a w czwartej Lechii Gdańsk pierwsze skrzypce grała Słowak Duszan Kuciak.

Kandydatów do inwazji na wielkie europejskie ligi wśród bramkarzy więc brak.

Niemiecki bramkarz jak jamajscy bobsleiści

Przy tym wszystkim i tak nieźle wygląda statystyka bramkarzy na inaugurację rundy wiosennej Ekstraklasy. W bramce stanęło bowiem dziesięciu Polaków i sześciu obcokrajowców, choć w niektórych sytuacjach lepiej byłoby to zrobić pewnie na odwrót. Fatalny błąd popełnił bowiem Dariusz Trela, ale przebił go Thomas Daehne z Wisły Płock.

Niemiec miał być zbawieniem ekipy Jerzego Brzęczka i rozwiązaniem problemów z niepewnym Sewerynem Kiełpinem. Efekt? Daehne zaprezentował się tak jak jamajscy bobsleiści na igrzyskach olimpijskich w Calgary, czyli dużo śmiechu, mało jakości.

Problem tylko w tym, czemu ekipa z Płocka za bramkarzem godnym Ekstraklasy rozgląda się wśród takich obcokrajowców? Polak pewnie byłby tańszy, a jeśli ciągle istnieje dobrze ma się polska szkoła bramkarska, to na pewno lepszy.

Z drugiej strony Zagłębie Lubin w poszukiwaniu fachowca numer 1 sięgnęła po doświadczonego Piotra Leciejewskiego. Efekt? Przy pierwszym golu przeciwko Legii mógł zachować się lepiej, przy decydującym zawalił na całej linii.

Inna sprawa, że o dobrego polskiego bramkarza nie dbamy sami lub też on nie dba o siebie. Przykłady? Maciej Gostomski podpisał umowę z Cracovią, będąc zawodnikiem Korony, za co kielczanie odsunęli go od zespołu. Nie rozstrzygam, kto tu jest winny - zawodnik czy Korona - ale efekt jest taki, że jeden z niezłych bramkarzy pół roku może nie grać w piłkę, a zastąpił go - a jakże! -  obcokrajowiec - Serb Zlatan Alomerović.

Inna sprawa, że w Cracovii też marnuje się kolejny talent. Grzegorz Sandomierski talentem był jakieś sześć lat temu, gdy otrzymał powołanie na Euro 2012. Dziś to 28-letni zawodnik odsunięty od zespołu, czyli kolejny polski bramkarz, który może stracić pół roku. I znów nie rozstrzygam, czy to wina Sandomierskiego (może charakterologicznie nie pasuje do zespołu?) czy trenera Michała Probierza, który mu po prostu nie pasuje. Nie wydaje się jednak, by winna była tu postawa sportowa, bo gorsi od Sandomierskiego z powodzeniem bronią w Ekstraklasie. Fakt jest jeden - kolejny solidny polski bramkarz traci kolejne tygodnie.


Nadzieja w 19-latku z Liverpoolu

Szkopuł w tym, że na dziś mamy dwóch (aż dwóch!) bramkarzy światowej klasy i często przez ich pryzmat piejemy nad polską szkołą bramkarską. Tymczasem ta szkoła od lat nie wypuściła w Europę absolwenta z podobnymi umiejętnościami co Fabiański i Szczęsny. I co gorsza - kandydatów do tego w Ekstraklasie na razie nie widać.

Ale spokojnie, na trąbienie o kryzysie wśród polskich bramkarzy jeszcze za wcześnie. Na razie można mówić co najwyżej o przestoju, który może przerwać 19-letni Kamil Grabara, który trenuje z pierwszą drużyną Liverpoolu i powoli przebija się do kadry meczowej. I oby mu się udało, bo Boruc miał zastępców w postaci Fabiańskiego i Szczęsnego, a kogo mają Fabiański i Szczęsny?

Piotr Jawor

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama