Ekstraklasa. Śmiech kibica wraca ze zdwojoną siłą

Ekstraklasa to chyba najlepszy kabaret pisany przez życie. Bo gdy myślisz, że śmieszniej być już nie może, to oznacza, że wkrótce wydarzy się coś jeszcze bardziej absurdalnego - pisze w najnowszym felietonie Piotr Jawor.

Przyznaję - trudno o lepszą rozrywkę niż przyglądanie się kłótniom kibiców klubów Ekstraklasy i oczekiwania na piłkarską sprawiedliwość. Przykład? Napisałbym, że lepszego niż w ostatniej kolejce już nie będzie. Napisałbym, ale to Ekstraklasa...

Reklama

Absurdalna kolejka

W ubiegły piątek na forach i w mediach społecznościowych ze śmiechu tarzali się kibice Legii i Jagiellonii, bo Lech "marsz po mistrzostwo" rozpoczął od porażki z Koroną. W Poznaniu się wściekali, Białystok i Warszawa miały używanie. Ci pierwsi krótsze, bo dobę później Jagiellonia poległa z Górnikiem. W tej sytuacji kibice Legii już zaczynali rzucać emotikonami naprężonych muskułów, ale pękli w spotkaniu z Zagłębiem Lubin. I znów najgłośniej śmiał się Lech, później Jagiellonia, a Legia zmieniała trenera. A możemy być pewni, że wkrótce znów nastąpi zmiana ról, w końcu to Ekstraklasa.

Kibice Legii dobrze bawili się też kilkanaście miesięcy temu, gdy Wisła na trenera zatrudniała Kiko Ramireza. W skrócie: nieznany, wyjęty z niższych ligi, ostateczny dowód upadku Wisły. Wesoło? Szkoda tylko, że w stolicy zapomnieli, że to Ekstraklasa i zdarzyć może się wszystko. A zdarzyło się, że dziś mistrzów Polski prowadzi Dean Klafurić, którego największym osiągnięciem jest praca w żeńskiej reprezentacji Chorwacji. Czyli trener, przy którym Ramirez to profesor.

Dlatego dziś z Legii używanie ma cała ligowa konkurencja, która jednak zapomina, że to Ekstraklasa, która w kwestii absurdów na pewno nie powiedziała ostatniego słowa.

A co, nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, że np. jakiś klub z tylnego siedzenia zaczyna prowadzić nie trener, ale np. ktoś z bliskiego otoczenia prezesostwa, który piłkę nożną zna tylko z konsoli? Aha, chwileczkę, przecież w jednym klubie już ponoć karty rozdaje szwagier właścicieli...

Transfery, kibice, prezesi

Wisła kiedyś testowała studenta z Rumunii, co było śmieszne i skrajnie nieprofesjonalnie. Ale równie zabawnie zrobiło się, gdy konkurencja nie na testach, ale już na liście płac miała takich zawodników jak Daniel Chima Chukwu (Legia), czy Nicki Bille Nielsen (Lech).

Albo kolejny przykład - parę lat temu kibice Cracovii śmiali się z Wisły, że z powodu bojkotu jej frekwencja kuleje. A dziś sami doprowadzili do sytuacji, w której przy Kałuży trwa pranie brudów, a na obiekcie zasiada góra 2 tys. widzów.

A zarządzanie klubem? Gdy prezesem Legii był Bogusław Leśnodorski, a dyrektorem Michał Żewłakow, to po internecie krążyły dowcipy przy każdym ich potknięciu. Tyle, że np. przy Reymonta nikomu do śmiechu już nie było, gdy w pewnym momencie w Wiśle zaczął panoszyć się Jakub Meresiński. Wtedy śmiała się reszta Polski, a kibice Wisły walczyli o uratowanie klubu.

Śmiech to początek

I tak już ta machina będzie działała, bo napędzają ją absurdy, które w Ekstraklasie są tak łatwo dostępne jak benzyna na stacji paliw. Dziś coś wykombinuje Legia, za chwilę Lech, po czym wszystkich przebije Wisła, Jagiellonia, czy jeszcze ktoś inny.

I tak w kółko. Bo skoro w emocjonującej lidze jest jak u Hitchocka (najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie), to w Ekstraklasie raczej jak u Barei - najpierw śmiesznie, a później już absurdalnie zabawnie.

Piotr Jawor

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa | Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama