Kazimierz Moskal prezentem dla kibiców, ale też dla samego klubu

Wisła sprawiła prezent świąteczno-noworoczny kibicom i samej sobie pozostawiając na stanowisku trenera Kazimierza Moskala.

Na przedświątecznej konferencji prasowej prezes Wisły Bogdan Basałaj zaapelował do przedstawicieli mediów, by nie zwracać się do trenera per "Kaziu". Chyba niepotrzebnie. Przecież fakt, że ktoś po latach znajomości tak mówi do żywej legendy nie oznacza wcale, że podważa jego autorytet, czy nie okazuje dlań szacunku. Tym bardziej, że te - niezwykle ważne dla trenera mistrza Polski atrybuty (autorytet i szacunek otoczenia) - Kazimierz Moskal posiada. Zapracował na nie całą karierą, ba całym życiem. Był wzorem piłkarza, był jest i będzie wzorem człowieka. Wierzę, że posłuży także za wzór trenera, bo już daje ku temu przesłanki.

Reklama

Moskal w roli strażaka występował już trzykrotnie. Teraz jednak ma dopiero realną szansę. Na jego korzyść działa wiele faktów. Choćby taki, że teraz w szatni nie ma już piłkarzy, którzy pamiętają go z boiska, przez co siłą rzeczy traktować by go mogli bardziej jako kolegę, niż trenera. Jako człowiek, który w pojedynkę uratował kiedyś Wisłę (sprzedanie Moskala do Lecha pozwoliło "Białej Gwieździe" przetrwać kryzys w dobie na długo przed wejściem na Reymonta Tele-Foniki), na trybunach cieszy się niemal takim mirem, jak legendarny Henryk Reyman.

W odróżnieniu od pierwszych dwóch przygód z trenowaniem Wisły, Moskal zrobił spory postęp w zakresie coachingu. Podczas meczu nie stoi biernie, tylko podpowiada, pokrzykuje, "żyje" z drużyną. Wisła - stawiając dla trenera Kazika - wybrała opcję bezpieczniejszą. Ewentualny obcy fachowiec na miejsce Moskala, kosztowałby z pewnością znacznie więcej, a gwarancji lepszych wyników nie dałby żadnych. Tymczasem wprowadzenie nowej opcji w szatni, która w wypadku Wisły jest organizmem wielokulturowym i wielojęzykowym, byłoby wielce ryzykowne. Zanim całkiem nowy trener te piłkarskie klocki by poznał, a później poukładał, "Biała Gwiazda" mogłaby by się znaleźć za burtą Ligi Europejskiej i wrócić na tarczy z rywalizacji o Superpuchar, a także przekreślić marzenia o Pucharze Polski, który dla wiślaków jest najkrótszą drogą do pucharów.

Sęk w tym, że poparcie "góry" dla młodego trenera powinno się zacząć, a nie zakończyć na zdjęciu zeń łatki "tymczasowy". Moskal nie będzie walił pięścią w stół w walce o transfery, więc ważne jest, by zabiegali o nie dyrektor Stan Valckx i prezes Bogdan Basałaj. Ciągle wzmacniana, budowana perspektywicznie drużyna w Wiśle jest w interesie wszystkich - kibiców, zarządu, rady nadzorczej, sztabu trenerskiego, a przede wszystkim - właściciela. Bez wzmocnień wiosenny maraton dla wiślaków niekoniecznie musi być zwycięski. Najłatwiej zwalić będzie wtedy winę na Moskala, bo on podkreśla, że ten zespół jest silny i stać go na liderowanie w Polsce, tylko czemu to będzie służyć?

Dyskutuj na blogu z autorem

Dowiedz się więcej na temat: Kazimierz Moskal | Bogdan Basałaj | Ekstraklasa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje