Legia potrafi balansować na granicy spalonego

Legia Warszawa nokautuje krajową konkurencję i to nawet grając bez Aleksandara Prijovicia. Wczoraj pożarła Górnika Łęczna 5-0, prezentując szybki i skuteczny futbol. Pod batutą Jacka Magiery zespół się rozwija z meczu na mecz. Myślą przewodnią dla szefostwa klubu powinno być nie tyle niedopuszczenie do osłabienia składu, co jego wzmocnienie, w perspektywie rywalizacji z Ajaksem Amsterdam, o 1/8 finału Ligi Europejskiej.

Górnik Łęczna odkurzył Franza Smudę. I już po dwóch treningach z nim, jeśli chodzi o stwarzanie sytuacji podbramkowych, był to najlepszy występ Górnika od wrześniowego zwycięstwa 4-0 z Koroną Kielce. W strzałach łęcznianie wygrali 16-14, w celnych 6-5, a że w sieci było 0-5, to pewnie dlatego, iż Legia z przodu miała Nikolicia, Radovicia, Odjidję-Ofoę, a ofensywa Górnika to Piesio i Śpiączka.

Reklama

Ekipa Magiery do mistrzostwa opanowała balansowanie na krawędzi spalonego. Przy pierwszym golu za plecy obrońców wbiegł Nikolić, usypiając ich czujność, tymczasem pozycja spalona przestała być aktualna, gdy Odjidja Ofoe podał w tempo do Kazaiszwilego, a ten dograł do stojącego przed pustą bramką "Niko". Przy drugim - Vadis idealnie obsłużył balansującego na krawędzi spalonego Radovicia. Przy trzeciej bramce Radović podał do balansującego na krawędzi spalonego Nikolicia. Powtórki pokazały, że nie było ofsajdu, bo na równi ze snajperem Legii była noga Pawła Sasina.

Wisła Kraków straciła impet z ostatnich tygodni. Na jego resztkach pokonała Lechię Gdańsk, ale już w derbach z Cracovią widać było zadyszkę. Teraz przyszła porażka z Ruchem, którego piłkarze nie przejęli się doniesieniami o kłopotach, w jakich znalazł się klub, tylko ambitnie walczyli o swoje. W wypadku wiślaków najważniejsze jest to, że w ogóle funkcjonuje w zawodowej piłce, co po letnich zawirowaniach ze zmianami właścicielskimi wcale nie było takie pewne.

Ekipa Radosława Sobolewskiego i Kazimierza Kmiecika ma za wąską kadrę. Dopóki energię miał Patryk Małecki i napędzał większość ataków, dopóki w środku błyszczeli Krzysztof Mączyński i Denis Popović, wszystko wyglądało solidnie, drużyna punktowała. Gdy zabrakło w wyjściowym składzie Popovicia, a przede wszystkim Arkadiusz Głowackiego, defensywa "Białej Gwiazdy" straciła pewność siebie.

Jagiellonia Białystok straciła trzy punkty u siebie. Formę stracił m.in. jej snajper Konstantin Wasiljew. Jeśli będziecie się zastanawiać po sezonie, dlaczego "Jaga" nie została mistrzem Polski, choć na ogół gra pomysłowo i dynamicznie, jedną z odpowiedzi będzie ta: "gdyż przegrała u siebie z Wisłą Płock".

Lechie są dwie. Ta grająca w Gdańsku jest niemal nie do zatrzymania - w 10 meczach zdobyła 25 pkt (o pięć więcej niż Wisła i Lech, które w tabeli "u siebie" zajmują drugie i trzecie miejsce). Tylko raz zremisowała i raz przegrała. Na wyjazdach idzie jej jednak znacznie gorzej: cztery zwycięstwa, ale też cztery porażki i dwa remisy. Wprawdzie w Kielcach, sędzia śmiało mógł podyktować rzut karny dla lechistów, po faulu na Grzegorzu Wojtkowiaku (zdecydował się na rzut wolny, sądząc, że przewinienie było za polem karnym), ale nie zmienia to faktu, że nastawiona na atak pozycyjny i dominację w posiadaniu piłki drużyna popełnia błędy w asekuracji i na wyjazdach daje się kontrować.

Po porażce z Wisłą trener Piotr Nowak wskazywał m.in. na brak Wojtkowiaka. W Kielcach zagrał pan Grzegorz, a w sieci i tak 0-2.

Śląsk dość już miał wyczekiwania na wygraną u siebie i zwolnił Mariusza Rumaka, po porażce z Arką Gdynia 0-2. Warto dodać, że to Rumak pomógł w utrzymaniu ekipy w ubiegłym sezonie. Jeśli ktoś myśli, że wszystkie problemy Śląska zaczynały się i kończyły na trenerze, jest w grubym błędzie.

Z tym zwalnianiem trenerów i tak prezesi naszych klubów się trochę opamiętali. Będąca w biedzie Wisła wytrwała siedem porażek z rzędu z Dariuszem Wdowczykiem i po nich nadeszło 10 spotkań bez porażki, a Wdowczyk, po nieporozumieniach z zarządem, sam złożył dymisję.

Właściciel i prezes Cracovii prof. Janusz Filipiak podniósł kciuk w górę, w akcie łaski dla trenera Jacka Zielińskiego. Szkoleniowiec miał już wylecieć po porażce z Bruk-Betem Termalicą, ale pewien krasnoludek poprosił o wsparcie dla niego kibiców. Kibice dali wotum zaufania Zielińskiemu i tak oto ciągłość, stabilizacja na ławce szkoleniowej "Pasów" została zachowana. Więcej takich krasnoludków w polskiej piłce!

Zwycięzcą pierwszej części sezonu 2016/2017 jest też Bruk-Bet Termalica i trener Czesław Michniewicz. Dzięki pracy tego szkoleniowca nikt już nie traktuje "Słoni" jak dziwoląga w zoo. Klub z Niecieczy to już polska firma ze znakiem jakości, z którą każdy się musi liczyć, a czwarte miejsce na zakończenie roku jest najlepszym tego dowodem. Z 33 pkt na koncie Bruk-Bet może być spokojny o miejsce w czołowej "ósemce" przed podziałem tabeli.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Lotto Ekstraklasy

Michał Białoński


Dowiedz się więcej na temat: Jacek Magiera

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje