Lotto Ekstraklasa. Co słychać u progu nowego sezonu?

Jeszcze niedawno zachwycał nas mundial, a lada dzień znów przywitamy codzienność ligowej piłki. Co, tuż przed startem nowego sezonu, słychać w Ekstraklasie? Drugi Carlitos, kadrowe rewolucje i stadionowe problemy, to tylko niektóre atrakcje, których świadkami byliśmy podczas letniego okienka transferowego.

O Ekstraklasie polscy kibice już dawno nauczyli się jednego - nawet jeśli narzekać można na jej poziom sportowy, afery kibicowskie, czy sędziowskie, to liga zawsze gwarantowała solidną dawkę emocji. Jej nieprzewidywalność, momentami wręcz absurdalność, od lat dostarcza fanom rozrywki.

Jednym ze sposobów na podniesienie atrakcyjności ligi jest sprowadzanie znanych nazwisk. Tą drogą poszła Wisła Płock, która zdecydowała się na zakup... Carlitosa. Nie chodzi rzecz jasna o zawodnika, który w zeszłym sezonie został królem strzelców Ekstraklasy, bowiem ten trafił do Legii Warszawa, ale niejednemu kibicowi z pewnością mocniej zabiło serce na wieść, że zawodnik o identycznym boiskowym pseudonimie związał się umową z "Nafciarzami".

Jak zauważyli eksperci programu Interii "Szybka Kontra" w odcinku poświęconym Ekstraklasie, żaden fan nie będzie miał pretensji, jeśli nowy Carlitos dostarczy nam tyle pozytywnych emocji, co były gracz "Białej Gwiazdy".

Dla kogo tytuł?

Reklama

W teorii kandydat do mistrzostwa Polski powinien być tylko jeden. Mowa o Legii Warszawa, której kadra na papierze robi ogromne wrażenie. "Wojskowi" wzmocnili formację ofensywną, sprowadzając m.in. Carlitosa z Wisły Kraków, czy Jose Kante z Wisły Płock. Dodatkowo z wypożyczenia wrócili Konrad Michalak i Dominik Nagy.

Tyle w teorii, bo rzeczywistość już pokazała, że nazwiska same nie wygrywają spotkań. Choć warszawiacy dość gładko rozprawili się z irlandzkim Cork City (4-0 w dwumeczu), to w meczu o Superpuchar Polski ich braki w defensywie, zwłaszcza w nowym ustawieniu 3-5-2, wypunktowała Arka Gdynia, strzelając podopiecznym Deana Klafuricia trzy gole. Ostatecznie Legia po raz piąty z kolei(!) przegrała finał Superpucharu, co może być swego rodzaju światowym rekordem.

Zagrozić warszawiakom tradycyjnie spróbuje Lech Poznań, z dwoma nowymi twarzami na pokładzie. Pierwszą z nich jest pomocnik Pedro Tiba, kupiony aż za milion euro kandydat do miana najlepszego pomocnika minionego sezonu w lidze portugalskiej.

Drugą jest Ivan Djurdjević, który na stanowisku trenera zastąpi Nenada Bjelicę. O zagrożeniach czekających na nowego trenera Lecha mówił Kazimierz Węgrzyn w programie Interii "Szybka Kontra". "To młody trener, który dopiero się uczy. W Lechu można świetnie się wypromować, ale też boleśnie spaść i nie dostać już pracy w Ekstraklasie przez wiele lat. Poza tym nie wiem, czy jest w stanie być mocniejszym charakterem w szatni od Bjelicy" - mówił były zawodnik m.in. Cracovii i Wisły, a dziś komentator Canal +.

Do mistrzowskiego wyścigu znów spróbuje włączyć się Jagiellonia Białystok, która nie straciła żadnego z kluczowych piłkarzy. Boisko znów zweryfikuje, czy mądrym zarządzaniem klubu, ambicją i uporem, można nadrobić braki finansowe w stosunku do ligowych potentatów.

Wisła Kraków w poważnych kłopotach

Kolejny letni emocjonalny rollercoaster przeżyli fani Wisły Kraków, kiedy przez kilka dni wydawało się, że drużyna będzie musiała wynieść się ze stadionu przy ulicy Reymonta. 

"Dwa lata temu w Wiśle była przygoda z Jakubem Meresińskim, co o mały włos nie zakończyło się katastrofą klubu. Rok temu niemiecka firma-wydmuszka miała przejmować klub, po czym sama padła. Teraz mamy nieporozumienia z miastem, niezapłacone rachunki za stadion, groźby eksmisji, ponad trzymiesięczne zaległości w płatnościach wobec piłkarzy. Wszystko to bardzo źle wróży Wiśle Kraków" - analizował w programie "Szybka Kontra" ekspert Interii Michał Białoński.

Ostatecznie pożar w klubie ugaszono, ale znów rodzi się pytanie: kiedy wybuchnie znowu? Jeżeli "Biała Gwiazda" nie wyciągnie wniosków z kolejnego już poważnego ostrzeżenia, to grozi jej pójście śladami Widzewa Łódź, czy Ruchu Chorzów.

Wyprzedaż! Sprzedam/Oddam/Wymienię piłkarza!

Prawdziwa rewolucja miała miejsce w Gdyni, gdzie z Arką pożegnał się trener Leszek Ojrzyński, a wraz z nim blisko 20 (!) piłkarzy. Oznacza to, że w przyszłym sezonie zobaczymy zupełnie innych "żółto-niebieskich". Nowy trener Zbigniew Smółka pracę w nowym klubie zaczął imponująco. W pierwszym spotkaniu w roli szkoleniowca pokonał 3-2 Legię Warszawa w Superpucharze Polski i dorzucił do klubowej gabloty efektowne trofeum.

Wyprzedaż urządzono też w samozwańczej "stolicy polskiej mody", a więc w Kielcach. Trener Gino Lettieri najwyraźniej uznał, że nie potrzebuje w klubie zawodników ofensywnych, bo bez żalu oddał Arce Gorana Cvijanovicia i Nabila Aankoura. Do tego Nice Kaczarawie skończyło się wypożyczenie, a tylnymi drzwiami wypuszczono z klubu legendę "złocisto-krwistych" Jacka Kiełba.

Osłabił się także Górnik, który utracił Rafała Kurzawę, Damiana Kądziora i Mateusza Wieteskę, zarabiając na nich zaledwie 525 tys. euro. Jeśli dodać do tego koniec wypożyczenia Pawła Bochniewicza, to trzeba przyznać, że skromna kadra zabrzan została niemal doszczętnie ogołocona. 

Jak się zarabia na swoich piłkarzach pokazać mogły Górnikowi inne kluby, jak Wisła Płock, czy Cracovia. Pierwsza z nich za 4 mln euro sprzedała Arkadiusza Recę do Atalanty Bergamo, druga za taką samą kwotę odstąpiła napastnika Genoa CFC. Nieźle na Jakubie Piotrowskim zarobiła też Pogoń Szczecin, na której konto belgijskie KRC Genk przelało 2 mln euro.

Kogo przywitamy w Ekstraklasie?

Jako pierwsza w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce zamelduje się Miedź Legnica, która zagra w meczu otwarcia nowego sezonu w piątek 20 lipca o godzinie 18 z Pogonią. 

Miedź dysponuje bardzo doświadczoną kadrą, w której prym wiodą byli reprezentanci Polski Wojciech Łobodziński i Łukasz Garguła. I choć niektórzy kibice pewnie się zdziwią ("to oni wciąż grają w piłkę?!"), to na zapleczu Ekstraklasy obaj panowie znacznie przyczynili się do awansu drużyny z Legnicy.

Gdy dołożymy do nich niedoszłego gracza Cracovii Petteriego Forsella, napastnika Mateusza Piątkowskiego, a także świeżą krew w postaci Fabiana Piaseckiego i Rafała Augustyniaka, otrzymamy drużynę dojrzałą, ale też pragnącą udowodnić swoją piłkarską jakość.

Drugim beniaminkiem jest Zagłębie Sosnowiec, które przed rokiem - podobnie jak Miedź - awans przegrało zaledwie jednym punktem. W obu klubach na awans liczono od dawno, co pozwala mieć nadzieję, że drużyny unikną drogi Sandecji Nowy Sącz, którą Ekstraklasa przerosła zarówno w aspekcie sportowym, jak i organizacyjnym.

W polskiej lidze, jak chyba w żadnej innej, trudno typować końcowe rozstrzygnięcia. Niewykluczone, że do walki o tytuł niespodziewanie włączy się "czarny koń", w stylu Górnika z zeszłego roku, czy Piasta sprzed kilku lat. Nie zdziwimy się, jeśli o utrzymanie walczyć będzie jeden z faworytów, tak jak w minionym sezonie Lechia. Najpewniej jednak Ekstraklasa kolejny raz napisze scenariusz tak szalony, że nie przewidziałby go żaden - nawet najlepszy - ekspert rodzimej piłki.

Zobacz terminarz Lotto Ekstraklasy

Wojciech Górski

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje