"Nam są potrzebni tacy gracze jak Ljuboja"

- Nam są potrzebni tacy gracze jak Danijel Ljuboja, na których przychodzi dużo kibiców, których wielu fanów chce oglądać w telewizji - o polskiej Ekstraklasie przed startem rundy finałowej mówi Marcin Mięciel, były napastnik Legii Warszawa i reprezentacji Polski.

Maciej Gaweł: Jak się panu podobała runda wiosenna?

Reklama

Marcin Mięciel: - Było różnie. Były świetne mecze, były i słabsze. Ogólnie liga jest bardziej emocjonująca, chyba ze względu na reformę. Mieliśmy emocje na końcu, a teraz będą kolejne. Po podziale punktów wszyscy o coś walczą - albo bronią się przed spadkiem, albo walczą o puchary, albo o mistrza. Tak więc nie jest źle.

Mówił pan, że jest dużo ciekawych meczów, o stawkę, ale jak z ich poziomem? Czy dobre mecze są naprawdę dobre?

- Żeby podnieść poziom ligi trzeba chyba zmniejszyć liczbę drużyn. Mamy fajne opakowanie, niestety poziom się nie podnosi. Nam są potrzebni tacy gracze jak Danijel Ljuboja, na których przychodzi dużo kibiców, których wielu fanów chce oglądać w telewizji. Ściąganie zawodników zagranicznych bo są trochę tańsi nic nie daje. Po pierwsze nie możemy ogrywać swojej młodzieży, a po drugie oni nie wnoszą tej jakości.

Czy zmieniło się coś jeśli chodzi o wprowadzanie młodych Polaków do ligi?

- Te mocniejsze kluby jak Legia i Lech próbują, szkolą piłkarzy od podstaw, wydają na to duże pieniądze. Ale inne albo nie chcą tego robić, albo szkolą, ale nic z tego nie wynika. Mimo wszystko wolą sprowadzać zawodników, ponieważ walczą o utrzymanie, zmieniają trenerów. Trener przychodzi, ściąga pięciu, sześciu zawodników, a po dwóch miesiącach jest wyrzucany i przychodzi następny, który znów bierze swoich graczy. Tu nie ma miejsca na to, żeby ogrywali się ci młodzi.

W ciągu jedenastu wiosennych kolejek aż w sześciu klubach zwolniono trenerów. To chyba nie jest normalne w lidze, która chciałaby być normalną, europejską?

- To nie jest normalne i nie jest normalne także dla trenera. Przecież każdy ma jakiś pomysł, a wiadomo, że nie da się wszystkiego zrobić od razu, Oczywiście są trenerzy, którym to się czasami udaje, ale tak naprawę potrzeba czasu żeby wyselekcjonować zawodników spośród dwudziestu kliku, zrobić treningi, poukładać to. A trener tak naprawdę tego czasu nie ma. Dwie, trzy pierwsze kolejki, na początek jakieś przegrane, w prasie pojawiają się artykuły, dochodzi presja ze strony kibiców i prezes nie wytrzymuje. Tak to wygląda. Tak samo było teraz w Podbeskidziu (zwolniono Leszka Ojrzyńskiego - przyp. red.). Prezesi chyba zobaczyli, że taka zmiana na początku przyniosła efekty w Zawiszy czy Pogoni i poszli tym samym tropem. Ale czy to będzie dobry trop? Nie sądzę.

Żeby to naprawić to teraz trzeba zmienić nie trenerów, a prezesów...

- Jedyną szansą jest PZPN. Związek powinien wprowadzić jakieś wymogi, że nie można zatrudniać trenerów, których jakiś czas temu się zwalniało. Cały czas prezesi rządzą, prezesi wydają pieniądze, ale nie idzie to w dobrą stronę, nie przynosi żadnego pożądanego skutku.

Gdy rozmawialiśmy w lutym przed startem rundy wiosennej prorokował pan tak: Legia, za nią raczej długo nic, i jedyny zespół, który może jej zagrozić to Lech. Nadal pan to podtrzymuje?

- Na to wygląda. Jest jeszcze Jagiellonia, ale wydaje mi się, że w ogólnym rozrachunku, gdy będą grali najlepsi z najlepszymi, Jagiellonia nie da rady.

W europejskich pucharach najpewniej zagra pierwsza trójka z ligi, bo Legia ma Puchar Polki. Kto jeszcze może realnie powalczyć o te puchary?

- Skład na puchary ma cały czas Wisła. Mimo wszystko ma zespół, który jest naprawdę doświadczony,. Ma świetnych zawodników, ale nie wiem co siedzi w ich głowach. Czy to jest złe przygotowanie przez trenerów, czy problemy mentalne... Od początku sezonu mówiono, że Wisła nie ma pieniędzy, nie ma zawodników rezerwowych i może to tak na nich wpływa. Bo tak naprawdę wiślacy pokazali, że potrafią grać z najlepszymi, z Legią, z Lechem, tylko nie mają stabilności formy. Zobaczymy jak sobie poradzą w grupie mistrzowskiej, ale ja uważam, że to jest zespół, który cały czas ma zawodników na grę w pucharach.

Mówimy, że Lech i Legia to polskie potęgi, ale chyba w żadnej lidze europejskiej nie ma ta słabych liderów. Z jedenastu meczów na wiosnę Legia wygrała pięć, a Lech sześć czyli około połowy. To dziwna statystyka.

- Na pewno dziwna. W Polsce największym problemem jest nierówność grania. Legia na początku nie miała formy, później ją złapała jak grała w pucharach, a później znowu straciła. Z kolei Lech wcześniej był bez formy a teraz ją ma. Jest z duża niestabilność., Na Zachodzie to się bardzo rzadko zdarza i dlatego ta liga wygląda jak wygląda.

Przewidywał pan, że Zawisza nie jest pewnym spadkowiczem, że zacznie grać lepiej, że może się utrzymać. I to się sprawdziło.

- Ja typuję do spadku Ruch Chorzów, Górnik Łęczna albo GKS Bełchatów. Ligę opuszczą dwie z tych trzech drużyn. Myślę, że Zawisza się utrzyma.

Mistrza też będzie pan typował spośród trzech, czterech czy więcej zespołów, czy postawi pan na jeden konkretny?

- Wiadomo, że nie jestem obiektywny, bo kibicuję Legii. Wierzę, że Legia tego mistrza zdobędzie, aczkolwiek musi mieć się na baczności, bo Lech pokazał, że jest w dobrej formie. U Legii, mimo, że wygrała Puchar Polski, ta forma jeszcze trochę szwankuje. Zobaczymy jak będzie wyglądał ich najbliższy mecz na Łazienkowskiej. Legia zmierzy się z Lechem w najbliższą sobotę w 31. kolejce Ekstraklasy, rozpoczynającej rundę finałową.

Ekstraklasa: wyniki, tabele, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Mięciel | Legia Warszawa | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje