Polak rusza na podbój Europy. Jak zwykle bez (dobrych) armat

Polskie drużyny eksportowe zaczynają dziś batalię o Europę. Na pierwszy ogień idą Jagiellonia i Śląsk Wrocław, który I rundę eliminacji do Ligi Europejskiej potraktuje jak sparing. Byle to był wygrany sparing.

Już dziś o godz. 17 Jagiellonia gra na Litwie z Kruoją Pokroje.

A o godz. 20 będziemy trzymać kciuki za Śląska Wrocław, który rywalizować będzie w Słowenii z NK Celje!

Reklama

Od lat nic się nie zmienia. Bieda ciśnie nasze kluby, a wyjścia z tunelu nie widać - Ekstraklasa straciła właśnie sponsora tytularnego, który dawał ok. 15 mln zł rocznie. To nie poprawi sytuacji klubów, które - za wyjątkiem Legii i Lecha - ledwie wiążą koniec z końcem.

W związku z kiepską sytuacją ekonomiczną naszej piłki klubowej, najlepsi napastnicy uciekają z Ekstraklasy hurtem. Zostają tylko Marcin Robak i Paweł Brożek, który najlepsze lata ma już za sobą.

W ostatnich latach Ekstraklasa mogła się pochwalić napastnikami klasy: Roberta Lewandowskiego, Artjoma Rudniewa, Danijela Ljuboi, czy Arkadiusza Milika. Ci piłkarze byli jej znakami firmowymi, ale szybko wyjechali. Nie był to jednak tak hurtowy exodus, jakiego jesteśmy świadkami obecnie. Polskę opuścili niemal tym samym samolotem: Orlando Sa, Marco Paixao, Mateusz Piątkowski, Grzegorz Kuświk, Zaur Sadajew i Kamil Wilczek. "Money Talks" - to stara prawda, szkoda, że dla naszych klubów ta mowa jest coraz bardziej brutalna.

Traf sprawił, że najlepsze żądła ataku straciły wszystkie eksportowe ekipy: Lech (Sadajew), Legia (Sa), Jagiellonia (Piątkowski) i Śląsk Wrocław (M. Paixao). W tej sytuacji przypominamy trochę Sobieskiego idącego na odsiecz Wiedniowi, tyle że husarię wysłaliśmy na nieco inny front.

Zdecydowanym "Asem" wśród napastników T-Mobile Ekstraklasy był Orlando Sa. W Legii nie mógł się dogadać z Henningiem Bergiem. Klub sprzedał go za 6 mln zł do Reading. Portugalczyk zdobył 13 bramek w minionym sezonie, choć grał rzadko. Na strzelenie jednej bramki Orlando potrzebował ledwie 123 minuty!


Tuż za plecami Sa widziałbym Marca Paixao, który w sezonie 2013/2014, gdy nie trapiły go kontuzje, strzelił 21 bramek. Marco opuścił Śląska i dostał lukratywny kontrakt w Sparcie Praga, co jest wielce zaskakujące, że w hokejowej krainie, jaką są Czechy znajduje się klub lepiej płacący piłkarzowi niż polska czołówka!

Połowę minionych rozgrywek zajęła Marcowi zajęła rehabilitacja po kontuzji, przez którą zdobył tylko sześć goli (na każdego pracował 267 minut).

"Jagę" opuścił Mateusz Piątkowski, który został odstawiony od składu już na wiosnę (nie chciał przedłużyć kontraktu), a jesienią zdobył 14 bramek (gol co 131 minut gry). Teraz będzie strzelał dla do APOEL-u Nikozja. Do Polski zaglądnie na przygotowania (jak teraz, do Gniewina) i na święta.

Grzegorz Kuświk był liderem Ruchu Chorzów. Jego 14 bramek (potrzebował 188 minut na gola) pomogło "Niebieskim" utrzymać się w lidze. Ostatecznie nie jest przesądzone, że odejdzie z kraju, ale bliższe prawdy są doniesienia o tym, że Grzegorz wyląduje w Japonii, bądź Turcji.

Najbardziej zaskakujący był odlot Sadajewa, który może wielkim snajperem nie był, ale swą walecznością, twardością w tri miga zaskarbił sobie sympatię kibiców "Kolejorza". Wiceprezesa Lecha Piotra Rutkowskiego nie owijał w bawełnę.

Stwierdził, że budżet musi się bilansować i klub nie będzie szukał następcy Sadajewa, tym bardziej, że ma Marcina Robaka.


- To romantyczne myślenie, że utrzymamy cały zespół, że młodzi piłkarze zostaną z nami na lata. To niewykonalne i niepotrzebne, bo naszym celem jest rozwinięcie ich potencjału i przygotowanie do dalszego rozwoju w znacznie lepszych klubach. Musimy też patrzeć na budżet: nie da się rozwijać klubu bez gry w fazie grupowej pucharów, a my byliśmy w niej ostatnio pięć lat temu. Można też żyć ze sprzedaży piłkarzy - wyliczał wiceprezes Rutkowski.

Nieubłagane prawa rynku.

Nie byłem zwolennikiem uczynienia z Kamila Wilczka Piłkarza Roku (sporo bramek strzelał w końcówce sezonu rozbitym armiom takim jak Podbeskidzie), ale tak wybrało środowisko. Nikt jednak temu zawodnikowi nie dał za darmo tytułu króla strzelców. Zdobył 20 gole (potrzebował 145 minut na trafienie do siatki), a teraz trafił do Serie A (Carpi).

Podobnie jak w powiedzeniu: "Nie martwcie się, że zwalniają, bo skoro to robią, to będą też zatrudniać", tak samo w lidze - na miejsce tych, którzy odchodzą przyjdą inni. Pół biedy byłoby, gdyby kluby głównie stawiały na młodych Polaków. Dawały im pracę i szansę na grę w piłkę. Na tym skorzystałoby środowisko w skali mikro i makro. Coraz częściej jednak prezesi decydują się na zatrudnianie obcokrajowców i to takich, którzy mają małe szanse na zasymilowanie się, a stworzenie zgranej paczki w szatni jest w piłce szalenie ważne. Co gorsza, przy transferach nie decydują często umiejętności, tylko zasięg ramion, talenty negocjacyjne menedżerów zawodników.

Przykłady zawodników, którzy przyjechali, narobili zamieszania i nic po nich nie zostało, można by mnożyć. Tylko po co. Nie chcemy ligi Barrientosów, Lameyów, Mikuliciów, Pintów, Joshuów Suilvów i Davidów Fleurivalów. Wolimy ligę Kapustek, Wdowiaków, Kędziorów, Burligów, Urygów, Ryczkowskich i Hołowniów.

Efektywność wybranych napastników ligi, w sezonie 2015/2015:

Orlando Sa - 123 min/gol

Mateusz Piątkowski - 131 min/gol

Kamil Wilczek - 145 min/gol

Flavio Paixao - 179 min/gol

Paweł Brożek - 195 min/gol

Marco Paixao - 267 min/gol

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje