Biliński: Wyeliminowanie Lecha jest spełnieniem marzeń

- Wyeliminowanie Lecha jest spełnieniem marzeń, a kolejnym naszym celem jest awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Mamy na to szanse - powiedział napastnik Żalgirisu Wilno Kamil Biliński po wyeliminowaniu z LE Lecha Poznań.

Po awansie Żalgirisu Wilno do 4. rundy eliminacji Ligi Europejskiej zadowolenia nie krył piłkarz litewskiego zespołu Kamil Biliński. W dwumeczu gola nie zdobył, ale sprawiał sporo problemów defensywie Lecha Poznań.

Reklama

"Ciężko nam było zakładać, gdy rozpoczynaliśmy eliminacje, że przejdziemy do czwartej rundy. Czekamy teraz z niecierpliwością na losowanie i zobaczymy, co nam przyniesie los. Wyeliminowanie Lecha jest spełnieniem marzeń, a kolejnym naszym celem jest awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Mamy na to szanse" - powiedział po czwartkowym meczu (2-1 dla Lecha) piłkarz Żalgirisu.

Litwini bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie rewanżowe. W pierwszym meczu wygrali 1-0 i także w drugim spotkaniu zdobyli jako pierwsi bramkę. "Wiedzieliśmy, że gdy uda nam się strzelić, to Lech będzie miał bardzo trudną sytuację. To jednak dobra drużyna i mogliśmy wszystko zaprzepaścić w kilka minut, bo w sumie zabrakło im tylko jednej bramki. Nie tak miały wyglądać ostatnie minuty meczu w Poznaniu" - przyznaje Biliński.

Podopieczni trenera Marka Zuba w czwartkowym meczu zagrali defensywnie. Ustawili się pod swoją bramką i przede wszystkim nie chcieli pozwolić Lechowi na zdobycie gola. Gdy udało im się przejąć piłkę, natychmiast wychodzili do kontrataku i po jednej z takich akcji trafili do siatki.

"Dokładnie tak to miało wyglądać. Wychodziliśmy kontratakami, mieliśmy swoje sytuacje i powinniśmy nawet zdobyć drugą bramkę. Najważniejsze jest jednak to, że awansowaliśmy. Wynik poszedł w świat. Nasz awans jest sukcesem, udało się małemu Żalgirisowi wyeliminować Lecha" - powiedział napastnik litewskiego zespołu.

Lech po stracie bramki w meczu rewanżowym musiał strzelić trzy gole, aby myśleć o wyeliminowaniu Żalgirisu. W 87. minucie zdobył pierwszą bramkę, trzy minuty później drugą i do awansu zabrakło mu tylko jednego gola. "Wiedzieliśmy, że jak stracimy bramkę, może być nam ciężko. Lech był niesiony dopingiem przez swoich kibiców i druga bramka, którą zdobył, to nie był przypadek. Rewanż kosztował nas trochę nerwów, ale wszystko się szczęśliwie skończyło" - powiedział polski piłkarz.

Jego zdaniem wpływ na przebieg rywalizacji z Lechem miała obecna słaba dyspozycja rywala, który na początku sezonu zawodzi. "Nie ma co ukrywać. Lech jest bez formy, ale my to wykorzystaliśmy. To dla nas najważniejsze. Gdyby Lech był w dyspozycji z poprzedniego sezonu, to kto wie, jak zakończyłaby się nasza rywalizacja" - podkreślił Biliński.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje