Kibu Vicuna: Stadion Vetry znów na mojej drodze

Dwukrotnie Legia Warszawa, Zagłębie Lubin, Osasuna, Lech Poznań i Śląsk Wrocław - w tych klubach Kibu Vicuna pomagał trenerowi Janowi Urbanowi. W końcu przyszedł czas na samodzielną pracę. Hiszpan od miesiąca prowadzi litewski FK Trakai. W trenerskim życiu Kibu znów pojawił się obiekt Vetry Wilno. W 2007 roku rozegrały się tam dantejskie sceny z udziałem "fanów" Legii.

Mateusz Kalina, eurosport.interia.pl: Jeśli Jan Urban, to Kibu Vicuna. Przez jedenaście lat współpracowaliście ze sobą w wielu klubach, ale na takich samych zasadach. Miał go pan już trochę dosyć?

Reklama

Kibu Vicuna: - (śmiech) To niezwykle pozytywna postać. Zawsze będę miło wspomniał współpracę z trenerem Urbanem. Wiele się od niego nauczyłem. Podobnie jak on, jestem optymistą, ale staram się też realnie patrzeć na świat.

Jan Urban w Polsce postrzegany jest jako szkoleniowiec w typie przyjaciela piłkarzy. Niektórzy zarzucają mu nawet, być może niesłusznie, że jest zbyt miły w stosunku do zawodników. Pan potrafi krzyknąć na podopiecznego?

- Jasne, ale nie na tym to ma polegać. Najważniejsze to zbudować dobrą relację z piłkarzami. Nie oznacza to, że na treningach mamy tylko żartować. Trzeba dużo rozmawiać z zawodnikami, pomagać im, kiedy mają jakieś problemy. Trzeba stawiać sprawę jasno, nie można zakrzywiać rzeczywistości. Dobre relacje na linii: trener - gracze, to podstawa.

Wiele lat spędził pan w Polsce. Co dobrego zapamiętał pan z naszych rozgrywek?

- Wbrew wielu negatywnym opiniom, uważam, że polski futbol jest bardzo dobrze zorganizowany. Nie można narzekać na piłkarzy, jeśli chodzi o chęci, podchodzenie do treningów. To profesjonaliści. Na uwagę zasługuje również rozwój akademii w poszczególnych klubach. Legia Warszawa, Lech Poznań, Zagłębie Lubin, coraz więcej klubów może pochwalić się dobrą pracą z młodzieżą. To musi zaprocentować w niedalekiej przyszłości. W ogóle cała infrastruktura bardzo się rozwinęła.

No tak, ale czy nie zastanawia pana fakt, że do Ekstraklasy przychodzi taki Igor Angulo, napastnik już niezwykle doświadczony, mający za sobą grę w niższych ligach w Hiszpanii i w Polsce staje się jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji?

- Z boku rzeczywiście może to stawiać Ekstraklasę w niezbyt korzystnym świetle, ale trzeba podkreślić, że w Hiszpanii poziom piłki nożnej jest niezwykle wysoki. Różnica między drugim stopniem rozgrywkowym a trzecim jest praktycznie niezauważalna. Z tego powodu można pozyskać zawodnika, którego CV może nie powala na kolana, ale nie jest ono wyznacznikiem jego umiejętności. Kolejny przykład to Carlitos.

Najlepszy piłkarz minionego sezonu w polskiej lidze…

- Zgadza się. Jego gra bardzo przypadła mi do gustu. To rzeczywiście klasowy zawodnik, który potrafi w pojedynkę odwrócić losy meczu.

W Legii będzie w stanie rozegrać znów tak dobry sezon? Presja będzie ogromna.

- Zawsze powtarzam, że co innego grać w Legii, a co innego grać przeciwko Legii. Na papierze pozyskanie Carlitosa to bardzo dobry ruch ze strony klubu z Warszawy. To dobrze dla ligi, że taki zawodnik nie odszedł do innego kraju. Myślę, że i dla Carlitosa jest to dobry wybór. Na pewno jest to krok w przód.

Nie mogę nie zapytać o hiszpańską katastrofę na mundialu. Zamieszanie z Julenem Lopeteguim i ostatecznie jego odejście tuż przed rozpoczęciem turnieju rzeczywiście tak bardzo osłabiło zespół?

- Zdecydowanie. Lopetegui był prawdziwym liderem. Zresztą, jak spojrzymy na skład, jak spojrzymy na to, jak radziła sobie Hiszpania w eliminacjach do mistrzostw świata, był to materiał przynajmniej na półfinał. Wszystko się jednak zepsuło wraz z odejściem Julena. Czy można go winić, że tak rozegrał akcję z Realem Madryt? Raczej nie. Mało kto przypuszczał, że z „Królewskimi” pożegna się Zinedine Zidane. Działacze musieli szybko znaleźć następcę Francuza, a skoro uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie podpisanie kontraktu z Lopeteguim, to nie mogli za długo czekać. Tak samo sam trener nie mógł przeciągać negocjacji. Wyszło jak wyszło, nic na to nie poradzimy. Na pewno nie można też mieć pretensji do Fernando Hierro. Znalazł się on w bardzo niewygodnej sytuacji.

Teraz już wiemy, że reprezentację objął Luis Enrique. Dobry wybór?

- Patrząc tylko na jego umiejętności trenerskie, jak najbardziej tak. To dobry fachowiec. Jest to jednak dość kontrowersyjna postać. Nie jest on w dobrych stosunkach z Realem Madryt, nie wiem, czy nie będzie to miało przełożenia na powołania, atmosferę w kadrze. Czas pokaże.

Z mundialu przenieśmy się na Litwę. FK Trakai, pana pierwsza samodzielna praca.

- Dwa miesiące temu działacze nawiązali ze mną kontakt. Przedstawiłem im swoją wizję. FK Trakai to nowa drużyna. Powstała w 2005 roku, ale już ma za sobą grę w europejskich pucharach. Teraz też walczymy w kwalifikacjach do Ligi Europy. Chcemy się rozwijać. Nie jestem tutaj tylko pierwszym trenerem, odpowiadam również za akademię, sprawy organizacyjne. To dla mnie bardzo ciekawe wyzwanie.

Jakie cele postawiono przed panem?

- Jesteśmy w trakcie sezonu. Na razie zajmujemy czwarte miejsce w lidze i chcemy znów zakwalifikować się do eliminacji Ligi Europy. W tegorocznych rozgrywkach przeszliśmy pierwszą rundę, gdzie w dwumeczu byliśmy lepsi od walijskiej drużyny Druids (0-0 i 1-0), w czwartek podejmiemy Irtysz Pawłodar z Kazachstanu. Faworytami nie będziemy. To trudny rywal. Nikt u nas w klubie nie myśli jednak o fazie grupowej Ligi Europy. To za wysokie progi, wszyscy patrzymy realnie na nasze możliwości. Natomiast Irtysz bardzo chcielibyśmy jeszcze wyeliminować.

Pana pierwszy mecz w roli asystenta Urbana w Legii przypadł na feralne starcie z Vetrą Wilno, przerwane po 45 minutach z powodu rozrób, jakie na trybunach urządzili „kibice” z Warszawy.

- Niestety, tego nie da się zapomnieć. Co ciekawe, znów moje drogi krzyżują się z tym obiektem. FK Trakai przejęło stadion po tym, jak rozwiązano Vetrę. Mam nadzieję, że teraz będzie to dla mnie znacznie bardziej szczęśliwe miejsce (śmiech).

Przeglądając skład FK Trakai od razu w oczy rzuca się Dinijar Bilaletdinow, nie tylko ze względu na łamiące język nazwisko. To swego czasu był kawał piłkarza.

- Nie był, a jest! Jak na warunki litewskie to prawdziwa gwiazda. Mogę się o nim wypowiadać w samych superlatywach. Stuprocentowy profesjonalista, którego doświadczenie z gry w takich klubach jak Everton czy Lokomotiw Moskwa niezwykle się przydaje. Dinijar nie odmawia pomocy naszym młodszym zawodnikom. Wiele mogą się od niego nauczyć.

Rozmawiał Mateusz Kalina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje