Liga Europejska. Patryk Wolański: Midtjylland i Legia mogą wyjść z grupy

Bramkarz FC Midtjylland Patryk Wolański uważa, że z fazy grupowej Ligi Europejskiej może awansować właśnie duński klub i Legia Warszawa. Zdaniem Wolańskiego Midtjylland i Legia mogą wyeliminować wyżej notowane kluby - SSC Napoli i FC Brugge.

Jak w pańskim klubie przyjęto, że FC Midtjylland w grupie D LE będzie rywalizowało z Legią Warszawa, SSC Napoli i FC Brugge?

Reklama

Patryk Wolański: - Nie znałem reakcji, ponieważ przebywałem w Polsce. Na pewno wszyscy byli bardzo zadowoleni po tym, jak awansowaliśmy do fazy grupowej eliminując w 4. rundzie Southampton. Po tym meczu wszyscy dostali dzień wolny i losowanie śledzili na własną rękę. Teraz pojawiają się pytania o Legię.

Dlaczego w pierwszych kolejkach sezonu nie było pana w kadrze meczowej.

- Dostałem trochę wolnego właśnie z powodu przerwy na mecze reprezentacji. W Polsce przechodziłem rehabilitację operowanego kolana, z którym miałem problemy jeszcze od czasów gry w Widzewie. Przez długi okres grałem na środkach przeciwbólowych i ponad dwa miesiące temu poddałem się zabiegowi. W niedzielę wróciłem do klubu i jestem już po pierwszych zajęciach.

FC Midtjylland powstał w 1999 roku, a w minionym sezonie po raz pierwszy zdobył mistrzostwo Danii. Gra w LE spełnia oczekiwania działaczy i kibiców?

- Po tym jak odpadliśmy z rywalizacji o Ligę Mistrzów pozostał niedosyt. Jednak nie powinno się do tego wracać i trzeba się cieszyć, że jesteśmy w fazie grupowej Ligi Europejskiej. W 4. rundzie eliminacji mieliśmy pecha, bo trafiliśmy na Southampton. Byłem pełen podziwu dla moich kolegów, po tym jak wyeliminowali angielski zespół.

Jak można scharakteryzować grę FC Midtjylland?

- Nie chcę ułatwiać pracy Legii i nie będę zdradzał plusów i minusów w grze naszego zespołu. Wicemistrz Polski na pewno dysponuje fachowcami, którzy rozpracowują grę naszej drużyny.

A co może pan powiedzieć o lidze duńskiej?

- Według mnie między polską, a duńską ekstraklasą jest różnica klasy. Oczywiście Legia, Lech czy Śląsk w szczytowej dyspozycji byłyby w stanie nawiązać walkę z czołowymi duńskimi klubami. Jednak liga duńska jest silniejsza od polskiej. Dużo mniejsze są natomiast stadiony. W Polsce powstało wiele dużych obiektów, które teraz trudno jest zapełnić. Dania natomiast jest słabiej zaludniona i dlatego powstają małe stadiony.

A jakie wrażenie robi miasto Herning?

- To bardzo specyficzne, małe miasteczko, które zamieszkuje niespełna 50 tys. ludzi. Jest bardzo luźno zabudowane. Mieszkam w centrum, a z okna widzę żubry i krowy. Poza spacerami, sportem i wędkarstwem nie ma co robić na co dzień. Mi to odpowiada, ponieważ lubię wędkować. Przez pierwszy rok ciężko było mi się przystosować. Ale teraz bardzo mi to odpowiada. Można się wyciszyć. Po kilku dniach spędzonych w Polsce miałem ochotę wrócić do Herning. Przestawiłem się na tamtejszy styl życia, który jest dużo spokojniejszy.

Czy 12-tysięczny stadion jest regularnie zapełniany?

- To oczywiście zależy od meczu. Jeżeli gramy z FC Kopenhaga lub Broendby, nasz stadion się zapełnia. Na meczach Ligi Europejskiej też spodziewamy się kompletu publiczności. Jednak w Danii są dosyć duże odległości i ludziom spoza miasta nie chce się przyjeżdżać na nasze mecze. Poza tym nasi fani nie należą do fanatyków. Jest mała grupa kibiców, która dopinguje na każdym spotkaniu. Jednak to nie wygląda jak z FC Kopenhaga czy Broendby, których kibice jeżdżą za swoimi zespołami na każdy mecz. Natomiast na stadionach i poza nim w ogóle nie ma awantur i policji. Świetnie jest natomiast rozwinięty system monitoringu.

FC Midtjylland pozostaje w cieniu obydwu klubów z Kopenhagi.

- Co do tego nie ma wątpliwości, bo zarówno FC Kopenhaga, jak i Broenby to kluby z historią, tradycją i rzeszami kibiców. Jednak w poprzednim sezonie sprawiliśmy sporą niespodziankę zdobywając mistrzostwo. Teraz udowadniamy, że to nie był przypadek, ponieważ prowadzimy w tabeli. Klub wciąż się wzmacnia, bo ostatnio kontrakt podpisał lewonożny i bramkostrzelny czeski pomocnik Filip Novak.

Pański klub słynie jednak ze świetnie rozwiniętej akademii piłkarskiej.

- Dokładnie. Przez pierwsze 15 lat istnienia klubu, zespół oparty był na wychowankach. Ja byłem jednym z pierwszych transferów gotówkowych. Sytuacja zmieniła się około dwa lata temu, kiedy udziały wykupił właściciel angielskiego Brentford - Matthew Benham. Od tego czasu FC Midtjylland chce walczyć o wyższe cele i dlatego pozyskuje zagranicznych graczy. Jednak zachowana jest równowaga przy pracy z młodzieżą. Po pierwszym meczu z Southampton trener wystawił na mecz ligowy praktycznie samych młodzieżowców, a drużyna nie odstępowała poziomem od pierwszego zespołu.

Zgodzi się pan z opinią, że w grupie D SSC Napoli będzie poza zasięgiem pozostałej trójki?

- Absolutnie nie. SSC Napoli to nie ten sam zespół, jak w poprzednim sezonie. Uważam, że Legia i my będziemy w stanie awansować.

Rozmawiał Marcin Cholewiński 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje