Arjen Robben nie może pogodzić się z rolą rezerwowego

Bayern Monachium rozgromił Besiktas Stambuł 5-0 i praktycznie zapewnił sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, ale mimo tego skrzydłowy Bawarczyków - Arjen Robben był wściekły po meczu.

Holender grał pierwsze skrzypce w sobotnim spotkaniu Bundesligi z VfL Wolfsburg. Chociaż zmarnował karnego, to wypracował oba gole, dzięki którym Bayern wygrał 2-1. Najpierw asystował Sandro Wagnerowi, a w doliczonym czasie gry po faulu na nim arbiter podyktował "jedenastkę", którą na bramkę zamienił Robert Lewandowski.

Reklama

Mimo tego, Holender nie znalazł się w wyjściowym składzie na mecz w Ligi Mistrzów. W spotkaniu z Besiktasem wszedł na boisko po przerwie. Po meczu nie krył rozczarowania.

Zapytany, dlaczego nie grał od pierwszej minuty, odparł: - Ja też tego nie wiem.

- Jeśli dałbym teraz upust swoim emocjom, to sądzę, że rano musiałbym siedzieć u "Brazzo" (dyrektora sportowego Hasana Salihamidzicia - red.) albo u pana Rummeniggego - powiedział Robben.

- Każdy z nas chciałby grać w takich meczach. Jeśli nie możesz, to jest to bolesne - dodał Holender.

Kontrakt 34-letniego piłkarza z Bayernem wygaśnie po zakończeniu obecnego sezonu i wciąż nie wiadomo, czy szefowie klubu z Monachium zdecydują się przedłużyć umowę. Pewne jest natomiast to, że Bayern musi odmłodzić skład i odważniej stawiać na młodych zawodników.

Na słowa Holendra szybko zareagował trener Jupp Heynckes. - To naturalne i rozumiem to, że któryś z piłkarzy będzie niezadowolony. Jednak jestem trenerem, muszę zarządzać zespołem i każdy musi to zaakceptować. Kropka - uciął doświadczony niemiecki trener.

Liga Mistrzów - pary i wyniki 1/8 finału, drabinka, terminarz, strzelcy

MZ

Dowiedz się więcej na temat: Bayern Monachium | Arjen Robben | Jupp Heynckes

Reklama

Reklama

Reklama