Barcelona stoi przed najważniejszym wyzwaniem sezonu

"Leo Messi to takie piłkarskie monstrum" - ostrzega wiceprezes Milanu Adriano Galliani. Czterokrotny laureat "Złotej Piłki" i jego Barcelona stają przed najważniejszym wyzwaniem sezonu: mają ocalić szanse w Champions League odrabiając dwie bramki straty z San Siro. Czy to w ogóle realne?

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu FC Barcelona - AC Milan. Początek o 20.45

Reklama

Tutaj możesz śledzić relację na żywo dla urządzeń mobilnych

Kiedy w ubiegłym tygodniu światowe media obiegła informacja o wystawieniu na aukcji za cenę wywoławczą 4 mln euro złotego odlewu lewej stopy Leo Messiego, barceloński "Sport" wydrukował jej zdjęcie na okładce z podpisem: "Ta stopa zaprowadzi nas do ćwierćfinału Champions League". Nawet dwa kolejne Gran Derbi nie miały dla Katalończyków takiego znaczenia, jak dzisiejszy rewanż z Milanem w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Porażka na San Siro 0-2 była początkiem nagłej zapaści drużyny Tita Vilanovy. Kiedy wyjeżdżał na kurację do Nowego Jorku wydawała się ona "samograjem", dziś na gwałt potrzebuje przywódcy i lidera. Na ławce po raz kolejny usiądzie jednak asystent Jordi Roura, który po telefonicznej burzy mózgów z Vilanovą opracował warianty strategii na mecz sezonu.

Będzie czas na ułańskie szarże obrońców

Na początku Barca ma nie tracić głowy. Nie pozwolić ponieść się chęci odwetu i emocjom, bo "na odrabianie strat jest 90 minut a nie pięć". Kluczem jest atak, ale z zabezpieczeniem tyłów, nie stracić bramki udawało się Katalończykom ostatnio wyjątkowo rzadko, dokładnie zaledwie raz od 10 stycznia. Gdyby jednak opór Milanu trwał długo, trenerzy Barcy przygotowali warianty pomocnicze włącznie z ułańskimi szarżami środkowych obrońców i rewolucyjnymi zmianami taktyki w czasie gry. Każda minuta ma powiększać ryzyko podejmowane przez gospodarzy, nikt na Camp Nou nie chce jednak, by mecz od początku przebiegał na zasadzie ślepej wymiany ciosów, wtedy szanse awansu Barcelony spadną w okolice zera.

"Potrzebujemy 90 tys ludzi, którzy wierzą awans" - przekonuje kibiców Gerard Pique dodając, że drużyna jest w stanie wbić cztery gole. "Jeśli ktoś nie wierzy, niech zostanie w domu i odda bilet znajomym, lub po prostu pozostawi na Camp Nou wolne miejsce". Stoper Barcy przypomina, że ten zespół zrewolucjonizował futbol w ostatnich latach zapracowując na solidny kredyt zaufania. Słowami graczy z Katalonii zmęczeni są już pewnie nawet oni sami, podobne deklaracje powtarzali przed obydwoma spotkaniami z Realem Madryt, ale za każdym razem po wyjściu na boisko w niczym nie przypominali siebie z czasów chwały. Jeśli tak samo bezradni okażą się dzisiaj, po raz pierwszy od sześciu lat pożegnają Champions League już w 1/8 finału. Groźba porażki na tym etapie to dla obecnej Barcy sytuacja całkiem nowa, stąd tak trudno przewidzieć, jaka będzie jej reakcja?

Alves ręczy za awans. Wyznaje jednak, że drużyna miała ostatnio poważne problemy. "Wpadliśmy w kryzys, bo straciliśmy głód, który wcześniej sprawiał, iż staraliśmy się połknąć rywali zaraz po tym, jak odebrali nam piłkę. Przestaliśmy grać wysokim pressingiem, a to, co złe szybko się roznosi. W naszej grze nie ma dawnej intensywności, nie działamy tak szybko jak wcześniej" - wylicza.

Przygaszony Messi

Alves wyznał, że nawet Leo Messi wydawał mu się ostatnio przygaszony, nosił głowę niżej niż zwykle. "Ale kim ja jestem, żeby wypytywać go o powody" - stwierdził w wywiadzie dla dziennika "El Mundo". Postawa Argentyńczyka pozostaje zagadką dla wszystkich. Z jednej strony ma za sobą serię 17 meczów ligowych zakończonych z golem, z drugiej w ostatnich spotkaniach był wyjątkowo bierny. Na San Siro nie oddał strzału na bramkę Abbiatiego. Im dłużej Leo jest w letargu, tym większa szansa, że się otrząśnie, sam wie najlepiej, że to musi być dzisiaj. Obawia się tego nie tylko Galliani, ale też Silvio Berlusconi, który przed pierwszym meczem publicznie doradzał Allegriemu jak go zatrzymać.

Są jednak liczni zwolennicy teorii, że stworzona przez Pepa Guardiolę drużyna doszła właśnie do ściany. Że rywale odkryli jej tajemnice, że stała się przewidywalna i popadła w rutynę, a gwiazdy zespołu są wyczerpane fizycznie i psychicznie. Dlatego dla Katalończyków to jest coś więcej niż kolejny ważny mecz, to okazja do obrony swojej pozycji i stylu.

W wieku 28 lat Andres Iniesta wygrał Ligę Mistrzów trzy razy, dwa razy klubowy mundial, z reprezentacją był dwa razy mistrzem Europy i mistrzem świata. Sam zapomniał, kiedy zaliczył swój ostatni rok bez trofeum. Podając do tego pięć tytułów mistrza Hiszpanii, można postawić pytanie: skąd na czerpać motywację do walki i głód sukcesu?

Głodni są na pewno rywale z Mediolanu. Po letniej rewolucji, gdy przyparty do muru słabym stanem finansów właściciel klubu Silvio Berlusconi musiał wyprzedać najjaśniejsze gwiazdy, wydawało się, że Milan znajdzie się w zapaści. Zamiast spoglądać na szczyt Serie A, gracze Massima Allegriego omal nie nawiązali kontaktu ze strefą spadkową. Potem zespół zaczynał się zgrywać, a ostatnio już błyszczy formą. Kontuzja reprezentacyjnego napastnika Pazziniego nie powinna być problemem, Milan zagra na Camp Nou z jednym zawodnikiem z przodu, objawieniem sezonu Stephanem El Shaarawym. Ostatnią drużyną, która wbiła mediolańczykom więcej niż jednego gola w lidze była Roma w grudniu 2012. Od tamtej pory Milan nie przegrał, tracąc w 10 spotkaniach Serie A tylko 6 goli. Barca dała sobie wbić aż osiem w ostatnich trzech tygodniach.

Milan poczuł krew

Katalończycy stracili iskrę w grze, myślą i biegają znacząco wolniej. Przy stałych fragmentach gry widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że są najniższą drużyną w Europie. Poza tym mają za sobą cztery lata triumfów. Z Guardiolą zdobyli 14 trofeów (na 19 możliwych), każda, nawet najbardziej spektakularna passa musi kiedyś osiągnąć przystanek końcowy. Czy kres ery Katalończyków w europejskiej piłce nadejdzie nieuchronnie już za kilka godzin?

Na pewno gracze Milanu poczuli krew faworyta. "Musimy zagrać jeszcze lepiej niż na San Siro" - mówi Allegri. Rezerwowy Robinho nieśmiało przypomina, że poza dyscypliną w defensywie, trzeba też atakować bramkę Valdesa. Wystarczy jedna bramka i Barca będzie musiała zdobyć cztery. Obie drużyny mierzyły się ze sobą na Camp Nou sześć razy i tylko za pierwszym, w 1959 roku z nieżyjącym od ponad dekady Ladislao Kubalą Barcelona osiągnęła wynik, który dziś dałby jej awans.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | FC Barcelona | AC Milan

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje