Czy polski klub awansuje do piłkarskiej Ligi Mistrzów?

Od prawie 20 lat żadnemu polskiemu klubowi nie udało się awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Nie pomogła nawet sprzyjająca reforma rozgrywek. - Wierzę, że w ciągu najbliższych trzech lat nam się uda – mówi były napastnik reprezentacji Polski Tomasz Frankowski, który wskazuje przyczyny kolejnych klęsk i typuje zespół, któremu może się udać.

- Wydaje mi się, że budżetem nasze topowe zespoły już dobiły do tego, żeby walczyć o Ligę Mistrzów. Natomiast jeśli chodzi o piłkarską jakość na boisku, to nie wygląda lepiej niż rok temu. Nie jestem przekonany, czy polską drużynę stać na fazę grupową - mówi z kolei Kamil Kosowski, który w barwach APOEL-u Nikozja grał w tych prestiżowych rozgrywkach.

Reklama

Ostatni raz polski klub grał w Lidze Mistrzów w sezonie 1996/97. Był to Widzew Łódź, który odpadł w fazie grupowej. Łodzianie okazali się słabsi od Atletico Madryt i późniejszego triumfatora Borussii Dortmund.

Od prawie 20 lat Polacy czekają na swojego przedstawiciela w tych elitarnych rozgrywkach. Wielokrotnie próbowała Wisła Kraków, ostatnio swoje szanse zmarnowała Legia. W Poznaniu ciągle wierzą, że to Lech odwróci złą passę.

Reforma nie pomogła

Przed sezonem 2009/2010 Michel Platini przeprowadził reformę Ligi Mistrzów, która ułatwiła zadanie polskim klubom. Mistrzowie krajów ze słabszych ligi w decydujących rundach kwalifikacji nie trafiają na zespoły z drugich, czy trzecich miejsc najsilniejszych europejskich rozgrywek.

Na drodze mistrzów Polski nie może stanąć już Manchester United, Valencia, czy Schalke 04 Gelsenkirchen. Skrzętnie reformę wykorzystują inne kraje, które nie są piłkarskimi potęgami, jak Bułgaria, Słowenia czy Białoruś. Silniejsze od naszych klubów okazywali się chociażby drużyny z Czech, Cypru, czy Szwecji. Czy teraz w końcu się uda?

- Jak co roku - to palcem po wodzie pisane. Mimo tego, że od paru lat teoretycznie prościej jest awansować do Ligi Mistrzów, to jednak zawsze coś staje na przeszkodzie - mówi Frankowski.

- Nie jest powiedziane, że polski klub teraz nie zagra w Lidze Mistrzów, ale wydaje mi się, że w porównaniu do innych europejskich zespołów tej jakości jest za mało - stwierdza Kosowski.

Przyczyny niepowodzeń

W polskich drużynach widać niepokojącą tendencję.

- Przez lata było tak, że osłabiano zespoły przed najważniejszymi meczami. Piłkarze nie tylko w Legii Warszawa, ale także w Wiśle Kraków, starali się wyjechać w najlepszym dla siebie momencie i zostawiali drużynę przed decydującymi meczami w Lidze Mistrzów - twierdzi Frankowski.

Przemyślane transfery mogą tylko pomóc.

- Wyprzedanie trzech, czterech piłkarzy jest nieuniknione w każdym zespole. Musi być rotacja, nawet w Barcelonie, czy Realu Madryt zawodnicy odchodzą. Z tym, że musi to być robione z głową - dodaje "Franek".

Rozdmuchany budżet potrzebny do wzmocnień

Najsilniejsze polskie kluby, jak Legia czy Lech, mają teraz komfortową sytuację finansową. "Kolejorz" dysponuje 45 milionami złotych, co w porównaniu do "Wojskowych" jest kwotą i tak bardzo mizerną.

Legia miażdży rywali budżetem równym 120 milionów złotych (dla porównania Zawisza Bydgoszcz 11 mln). Dużo mówi się o sprzedaży Ondreja Dudy nawet za kwotę 7 milionów euro. Pieniędzy na wzmocnienia raczej więc nie zabraknie i może Legia w przypadku zdobycia mistrzostwa nie popełni błędu i solidnych piłkarzy zastąpi jeszcze lepszymi.

- Jeśli ktoś miałby awansować do fazy grupowej, to Legia ze swoim rozdmuchanym budżetem w skali kraju. Ich stać na zatrudnienie dobrych piłkarzy - uważa Frankowski.

Awans równa się dominacja?

Za awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 2015/2016, klub otrzyma 12 milionów euro. Zwycięstwa w poszczególnych spotkaniach wyceniono na 1,5 mln euro. Remis oznacza zarobek w wysokości 500 tysięcy euro.

Gdyby któremuś z polskich klubów udało się awansować do prestiżowych rozgrywek, mógłby zdominować Ekstraklasę na kilka lat!

- Na razie to widzimy od trzech lat dominację Legii, która bez awansu do Ligi Mistrzów dobrze sobie radzi finansowo. Natomiast gdyby to ona awansowała, to na pewno pogłębiłaby się ta różnica - uważa Frankowski.

- Obojętnie, która drużyna nie wejdzie do Ligi Mistrzów, to ten zastrzyk finansowy pozwoli jej na większe wydatki, większe pole manewru jeśli chodzi o transfery, ściąganie piłkarzy z zagranicy. Uczestnik Ligi Mistrzów jest bardziej atrakcyjny dla piłkarzy z Europy - mówi Kosowski.

Kibicom tradycyjnie pozostaje wierzyć, że w końcu się uda. W przypadku kolejnego niepowodzenia w pogotowiu zawsze jest przyśpiewka "Nic się nie stało".

Grzegorz Zajchowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje