Istnieje życie bez Messiego?

W rewanżu z PSG Leo Messi usiądzie zapewne na ławce rezerwowych. Czy Barcelona poradzi sobie bez piłkarza, który zdobył aż 57 ze 132 goli drużyny w tym sezonie?

Uraz Argentyńczyka w ćwierćfinale Ligi Mistrzów na Parc des Princes trudno uznać za szczególny przejaw pecha. Minęło już pięć lat odkąd Leo Messi ostatnio cierpiał na kontuzję mięśni. Po pamiętnym starciu z Celtikiem w Lidze Mistrzów (4 marca 2008 roku), gdy Leo schodził z boiska zalany łzami, Barcelona wprowadziła specjalny plan mający chronić go przed podobnymi kontuzjami. Od tamtej pory nikt w klubie z Katalonii nie grał częściej niż Messi, w ostatnim spotkaniu ligowym z Celtą w Vigo z podstawowej jedenastki wystąpił tylko on, Pique i Alves. Reszta leczyła urazy, lub odpoczywała przed wyprawą do Paryża.
 
Pazerny na grę Argentyńczyk wbił PSG gola, ale zaledwie siedem minut później poczuł kłucie w udzie. Nadwerężenie nie jest poważne, Messi mógłby wystąpić w rewanżu ryzykując jednak rozleglejszym urazem. Barcelona zbyt mocno wierzy, że w tym sezonie czekają ją jeszcze ważniejsze mecze, by już teraz szastać zdrowiem największej gwiazdy. W środę Messi prawdopodobnie usiądzie na ławce w roli strażaka.
 
Brak najlepszego strzelca drużyny nie oznacza, że zespół z Katalonii będzie się starał bronić remisu 2-2 z pierwszego meczu. Co prawda w grze ofensywnej Barcy wszystko kręci się wokół Messiego, ale jego nieobecność nie oznacza końca świata. Wystarczy spojrzeć na reprezentację Hiszpanii, by się przekonać, że Andres Iniesta i Xavi Hernandez potrafią wygrywać bez Argentyńczyka. Ośmiu piłkarzy z Katalonii wystąpiło niedawno w kluczowym dla losów eliminacji MŚ 2014 meczu z Francuzami na Saint Denis, dziewiątym byłby Jordi Alba, ale wyeliminowała go kontuzja.
 
Strata Messiego to dla kolegów z Barcelony może być problem psychologiczny. Wystarczy przypomnieć mecz z Milanem w 1/8 finału Ligi Mistrzów, który trzeba było wygrać wysoko. Argentyńczyk jeszcze przed przerwą wyrównał straty z San Siro, takich goli nie zdobyłby nikt inny. Mimo wszystko trudno bronić tezy, że gdyby Messi nie grał od początku sezonu Barca miałaby dziś zaledwie 75 bramek. Po prostu więcej strzelaliby inni: Villa (teraz 14), Fabregas (9), Pedro (7), Tello (6), a może nawet Alexis, który dostaje wiele okazji do gry, a uzbierał dotąd śmieszne pięć trafień. Gole dla Barcy w tym sezonie strzelał Messi, ale i 15 innych graczy.
 
W ostatnich trzech sezonach Barcelona grała bez Messiego 14 razy, 13-krotnie wygrywając, a tylko raz remisując. Zależność od Argentyńczyka nie jest jednak wytworem wyobraźni. To fakt, który łatwo opisać imponującymi liczbami jego bramek i asyst. W przypadku drużyny kultowej, stereotypy rodzą się jednak jeszcze łatwiej. Już w drugiej połowie starcia na Parc des Princes wielu ekspertów dostrzegło fundamentalne różnice w grze Katalończyków, a nawet w ich zbiorowej psychice, choć tak naprawdę PSG osiągnęło większą przewagę na początku meczu, gdy Leo był jeszcze na boisku, niż w drugiej części, gdy go już nie było. Fakty są bezsporne: pierwszą połowę Barca wygrała 1-0, drugą przegrała 1-2, choć straciła pierwszego gola ze spalonego.
 
Zależność zespołu z Katalonii od Messiego istnieje, sporna jest tylko jego skala. Czy okaże się ona kluczowa dla rywalizacji z PSG, czy też znacząco mniejsza niż się powszechnie sądzi? Przekonamy się w środę, choć nawet w razie niepowodzenia znajdą się tacy, którzy wskażą na plagę urazów w defensywie, jako główną przyczynę. W ostatnich latach Barcelona nie grała jeszcze tak ważnego meczu bez Messiego, jeśli w środę rzeczywiście usiądzie na ławce, będzie to nie tylko dla Katalończyków, ale całej futbolowej Europy znaczący eksperyment.

Autor: Dariusz Wołowski

Reklama

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje