Juventus Turyn - Real Madryt. Dariusz Wołowski: 51 procent szans dla Włochów

- Gdyby patrzeć na suche nazwiska, faworytem byłby Real, ale to, że "Stara Dama" wygląda tak doskonale jako całość, sprawia, że pomiędzy tymi zespołami trzeba postawić znak równości - mówi Interii dziennikarz "Gazety Wyborczej" oraz ekspert hiszpańskiej piłki, Dariusz Wołowski przed finałem Ligi Mistrzów.

Liga Mistrzów - sprawdź terminarz oraz wyniki!

Reklama

Kamil Kania, Interia: Przed nami finał Ligi Mistrzów. Hiszpanie znów zatriumfują?

Dariusz Wołowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i ekspert hiszpańskiej piłki: - Wydaje mi się, że szansa na to jest dużo mniejsza niż przed dwoma laty, kiedy Barcelona mierzyła się z Juventusem. "Stara Dama" w tym sezonie jest znacznie mocniejsza od tej, która przegrała w Berlinie z "Barcą". Sądzę, że mimo, iż nie ma Paula Pogby i Arturo Vidala, to ten Juventus zbudował silniejszą drużynę. Od początku fazy pucharowej wydawało mi się, że jeśli jest ktoś, kto może pokonać Real, to Barcelona lub właśnie Juventus.

Mieli Pogbę i Vidala, ale nie mieli Gonzalo Higuaina. Może to Argentyńczyk był tym brakującym elementem układanki?

- Myślę, że brakowało im takiego klasycznego napastnika, a Higuain, bez wątpienia, takim jest. Mario Mandżukić jest klasyczną dziewiątką, ale na pewno nie jest maszyną do strzelania goli. Zarówno Bayern Monachium, jak i Atletico Madryt, oddały go bez żalu, gdy na horyzoncie pojawili się lepsi od niego. Sądzę jednak, że brakowało też piłkarza takiego jak Paulo Dybala, który nie tylko zdobywa bramki, ale też wnosi dużo kreatywności.

Juventus z 2015 roku nie miał tak kreatywnych piłkarzy.

- Zgadza się. Miał Vidala i Pogbę, ale jakkolwiek na nich nie popatrzeć to defensywni pomocnicy. Carlos Tevez to też nie jest wirtuoz, a raczej typowy walczak. Rzeczywiście tej wirtuozerii Włochom brakowało. Obok Dybali są jeszcze Miralem Pjanić czy rezerwowy Juan Cuadrado. Trzeba docenić model, w jaki Juventus jest budowany. Proszę zwrócić uwagę, jak inteligentnie tworzony jest ten zespół. Przecież większość z tych piłkarzy przyszła za darmo lub prawie za darmo.

Wyjątkiem jest Gonzalo Higuain.

- Tak, w tym przypadku "Stara Dama" zachowała się trochę jak Real, ale po transferze Pogby, miała na to środki. Jednak to wyjątek, a spójrzmy na Daniego Alvesa. Bohater półfinału Ligi Mistrzów przyszedł za darmo, bo w Barcelonie uznano, że jest już zgraną kartą. To samo dotyczy Samiego Khediry, którego w Realu traktowano trochę po macoszemu. Te ruchy naprawdę są bardzo przemyślane.

"Stara Dama" ma też swoje BBC (Barzagli-Bonucci-Chiellini). Które się panu bardziej podoba?

- Jestem pod wrażeniem jednego i drugiego, ale dawno już nie było tak, że siła Realu Madryt rozkładała się tak równomiernie. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, to nie tylko Karim Benzema, Gareth Bale czy Cristiano Ronaldo są odpowiedzialni za dobre wyniki "Królewskich". Doskonale grał przecież Isco. Właściwie poza CR7 to wszyscy z tego tercetu są kwestionowani. Przecież Alvaro Morata nie jest gorszy od Benzemy.

A Juventus? Im również nie brakuje atutów.

- Tak, bo chociaż oni mają tę włoską filozofię i strategię gry w obronie, to potrafią zagrać właściwie wszystko. Z ataku pozycyjnego, z kontrataku, ze stałego fragmentu gry, słowem wszystko. Ich głównym atutem, moim zdaniem, jest jednak zgranie. Gdyby patrzeć na suche nazwiska, faworytem byłby Real, ale to, że "Stara Dama" wygląda tak doskonale jako całość, sprawia, że pomiędzy tymi zespołami trzeba postawić znak równości.

Dostrzega pan jakieś słabe strony Juventusu?

- Ciężko. Barcelona szukała tych słabych punktów przez 180 minut i ich nie znalazła. Nie była w stanie zrobić absolutnie nic, może poza szansą Andresa Iniesty na początku pierwszego meczu. Ta sama "Barca" ma minimalnie, ale jednak dodatni, bilans meczów z Realem w lidze.

Czy sobotni mecz rozstrzygnie sprawę "Złotej Piłki"? Wydaje mi się, że jeżeli jest szansa, aby tę nagrodę zgarnął bramkarz, to musi to być Gianluigi Buffon i musi wygrać Ligę Mistrzów.

- Myślę, że ta zmieniona formuła "Złotej Piłki" (odejście od wspólnego plebiscytu "France Football" i FIFA - przyp. red.) daje szanse Buffonowi, bo gdyby decydowali kapitanowie i trenerzy to nie miałby żadnych szans, nawet gdyby wygrał Ligę Mistrzów, broniąc 16 rzutów karnych. Przecież siedem lat temu Iniesta zdobył bramkę na wagę mistrzostwa świata, a "Złotą Piłkę" i tak dostał Leo Messi. Dzięki temu, że głosować będą dziennikarze, Włoch ma szansę.

Pod warunkiem, że Juventus wygra, bo porażka skieruje nagrodę ku CR7. Mecz z Atletico rozstrzygnął właściwie sam.

- Tak i wcześniej z Bayernem. Strzelić pięć goli takiej drużynie, jak Bayern to nie lada sztuka. Jest w formie i jeśli wygra, to prawdopodobnie zdobędzie "Złotą Piłką".

Gdyby miał pan postawić, to na kogo by postawił?

- Z uwagi na przywiązanie do hiszpańskiej piłki, wolałbym, aby wygrał Real, ale z drugiej strony, nie mam nic przeciwko Juventusowi. Zasłużyli swoją postawą na triumf. Myślę, że to będzie bardzo wyrównany finał, ale 51 procent dałbym Włochom.

Rozmawiał: Kamil Kania

Dowiedz się więcej na temat: Juventus Turyn | Real Madryt | Liga Mistrzów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama