Książę nie z tej bajki

Po rekordowym transferze Garetha Bale’a, Florentino Perez uczynił z Cristiano Ronaldo najlepiej zarabiającego piłkarza na świecie. Wszystko po to, by do witryn Santiago Bernabeu Puchar Europy trafił po raz dziesiąty.

"La Decima" - to pierwszy hiszpański termin, o który zagadnięto Garetha Bale’a po przylocie do Madrytu. Dziennikarze poprosili go nawet, by publicznie poćwiczył wymowę słowa wyrażającego priorytety w najbogatszym klubie na ziemi. Real od 11 lat przypomina księcia z bajki zabiegającego o względy królewny, która z niewyjaśnionych przyczyn, w okrutny sposób odmawia mu swojej ręki. Z upływem dni i lat niecierpliwość odrzucanego kawalera zmienia się w obsesję.

Kiedy na przełomie wieków Florentino Perez rozpoczynał erę galaktyczną w klubie z Madrytu, rzeczywistość futbolu była zupełnie odmienna. 60 mln euro za Figo, 74 mln za Zidane’a - te rekordowe kwoty stanowiły jedynie świadectwo ekonomicznego rozmachu, z jakim budowano drużynę. Wszystko mogło wydawać się proste, gdy 15 maja 2002 roku "Zizou" popisywał się swoim słynnym wolejem w finale Champions League na Hampden Park w Glasgow. Zainwestowane miliony w logiczny sposób zmieniały się w tytuły, a prezes Realu wierzył, iż wystarczy trzymać się tej reguły, by tak jak w latach 50-tych jego legendarny poprzednik Santiago Bernabeu, stworzyć mocarstwo, nad którym słońce nie zachodzi.

Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana od marzeń. 45 mln euro zapłacone Interowi za Brazylijczyka Ronaldo i 37 mln za Davida Beckhama, a potem cała seria wielkich transferów nie wystarczyła do podtrzymania dynastii. Stały się raczej dowodem, że patrzenie na futbol przez pryzmat wybitnych jednostek, może okazać się drogą na manowce. Real zmieniał się w zakładnika wielkich nazwisk, ale innej drogi właściwie już nie miał. Cierpliwa praca u podstaw przestała być w stylu klubu z Madrytu, tak jak wytworny frak nie pasuje do przekopywania ziemi w ogródku.

Perez porzucił Real w 2006 roku, ale nie porzucił złudzeń. Z dala od klubu wytrzymał zaledwie trzy lata, wrócił, bo anonimowe sukcesy w biznesie nie zaspakajały jego aspiracji. W międzyczasie rzeczywistość w futbolu zmienili oligarchowie i szejkowie. Rekordowy transfer Garetha Bale’a i spektakularną podwyżkę dla Cristiano Ronaldo wymusiły nowe prawa na rynku. Paryskie imperium PSG chciało zwabić swoimi pieniędzmi jednego i drugiego. Ronaldo miał też ofertę powrotu do Manchesteru United, gdzie obiecano mu 50-milionowy bonus, gdyby stawił się tam w 2015 roku, po wygaśnięciu kontraktu w stolicy Hiszpanii. Cztery lata temu Perez uczynił z Portugalczyka najdroższego gracza w historii, byłby głupcem, gdyby pozwolić mu odejść za darmo w kwiecie wieku.

Reklama

"Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze" - powiedział Ronaldo na wczorajszej ceremonii przedłużenia kontraktu do 2018 roku. Choć twierdzi, że jest mu to obojętne, został najlepiej opłacanym graczem na ziemi z pensją netto sięgającą 21 mln euro za sezon. Perez, który kiedyś ujawniał kwoty, a nawet się nimi szczycił, dziś woli zasłaniać się tajemnicą handlową. Stąd wokół transferu Walijczyka i nowego kontraktu Portugalczyka krążą w mediach legendy.

Bale ryzykuje zdecydowanie mniej. Dla niego związek z Realem to awans sportowy i marketingowy. Opuszczając Tottenham wchodzi do elitarnego grona ikon futbolu, które otrzymują przywilej nie oglądania się na pieniądze. A przecież dotąd zagrał w Champions League zaledwie 11 meczów, od jutra będzie miał prawo marzyć o wzniesieniu Pucharu Europy. Czy są jednak podstawy, by przypuszczać, iż 11 chudych lat w najbogatszym klubie świata właśnie się kończy?

W 2010 roku Florentino Perez wyniósł do rangi krezusa pewnego trenera, który zdawał się dawać gwarancję na sukces w Champions League. Zdecydował się nie tylko na bezprecedensowe zapłacenie kwoty odstępnego Interowi Mediolan, ale też rekordowej pensji Jose Mourinho. Portugalczyk był pierwszym szkoleniowcem, który nie musiał się czuć jak ubogi krewny wobec swoich podwładnych. Kiedy w 2012 roku po wygraniu ligi hiszpańskiej z rekordem 100 pkt przedłużał kontrakt o cztery lata, zapewniał: "wcześniej czy później 10. Puchar Europy padnie naszym łupem". Dziś pracuje w Chelsea.

Deklarację Mourinho powtórzył wczoraj Cristiano Ronaldo. Piłkarz, który w cztery sezony zagrał 203 mecze dla Realu zdobywając w nich 204 bramki. Sam też stawia wszystko na jedną kartę. Nowy kontrakt wygaśnie w chwili, gdy będzie miał 33 lata. Jeśli ma wygrać Puchar Europy, musi to zrobić w Madrycie. Patrząc na indywidualne dokonania Ronaldo nietrudno być optymistą, z drugiej strony jego nadludzka skuteczność zapewniła klubowi jedno mistrzostwo, jeden Puchar i jeden Superpuchar Hiszpanii. Mało. Czy można się jednak dziwić Perezowi? Nie ma podstaw, by wątpić w takiego gracza.

Rekordowy transfer Bale’a i najwyższa pensja dla Ronaldo mają wyznaczać nową erę w klubie z Bernabeu. Nie zaczyna się ona równie spektakularnie na boisku. W sobotę Real zremisował mecz z wracającym do Primera Division Villarrealem, którego budżet jest dokładnie 11 razy mniejszy. I choć w kadrze gospodarzy nie było gracza mogącego aspirować do ławki rezerwowych u "Królewskich", jako drużyna wypadli lepiej. Stabilizacją i komfortem pracy skromny rywal bije potentata na głowę. W Madrycie niecierpliwość jest wprost proporcjonalna do milionów inwestowanych w drużynę. Dla Carlo Ancelottiego czas ucieka, a nie płynie. Czy poradzi sobie z misją, której nie sprostał nawet Mourinho?

Jutrzejszy start kolejnej edycji Champions League to dla Pereza, Ronaldo, Bale’a, i całej reszty początek drogi do celu. Do bramki staje Iker Casillas jedyny, który zdobywał już z Realem Puchar Europy. Wizyta w Stambule jest okazją, by poczuć przedsmak presji i napięcia, którego kulminacja nadejdzie dopiero wiosną. Bukmacherzy widzą faworyta w broniącym trofeum Bayernie Monachium, ale przewidują też, że przeciwnicy z Hiszpanii będą dla niego najbardziej niebezpieczni.

Od trzech lat Real i Barcelona meldują się w czołowej czwórce Champions League, ale to nie zaspakaja ich ambicji. Spektakularne sukcesy Katalończyków, dodatkowo zaostrzyły apetyty w Madrycie. Real wciąż ma najwięcej triumfów w Pucharze Europy, ale też najbardziej obsesyjnie ze wszystkich marzy o kolejnym.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama