Liga Mistrzów. Neymar wyrównał osiągnięcie Ronalda

Maszyna PSG rozkręca się na dobre po pogromie Crveny Zvezdy 6-1? Na takie stwierdzenie jest jeszcze za wcześnie, bo Serbowie to jednak nie ten poziom, ale faktem jest, że do gry wraca Neymar i znowu zaczyna zadziwiać. Tym razem - bardzo pozytywnie.

Porównania po meczu są naturalne. Jeśli na Parc des Princes zabłysła jakakolwiek gwiazda, to na pewno nie była ona czerwona, tylko brazylijska. Neymar przyćmił wszystkich - grą, golami i postawą. Jego dwie bramki z rzutów wolnych - szczególnie druga, gdy bramkarz gości nie za bardzo wiedział, co się dzieje, choć strzał był z daleka - spokojnie mogą znaleźć się wśród najładniejszych w tej kolejce. Zresztą, dopiero pierwszy raz od 2009 roku zdarzyło się, aby jeden zawodnik trafił w meczu Ligi Mistrzów dwukrotnie z wolnego. Wtedy był to Cristiano Ronaldo.

Reklama

To oznacza, że Neymar po dużym rozczarowaniu w ubiegłym sezonie wreszcie poprowadzi paryżan do sukcesu na arenie europejskiej? Na razie jego udział w ofensywie PSG jest imponujący. Widać to szczególnie na własnym boisku, bo od początku sezonu Brazylijczyk miał udział aż przy dziewięciu golach na Parc des Princes (7 bramek, 2 asysty). To w dużej mierze efekt odważnego ustawienia, na które często decyduje się Thomas Tuchel. Niemiecki trener stawia na wszystko, co najlepsze w Paryżu, bo oprócz grającego w środku Neymara, w roli typowej "10", jest też miejsce dla Mbappe, Di Marii oraz Cavaniego. Co ciekawe, cała czwórka już po raz czwarty solidarnie wpisała się na listę strzelców, co może oznaczać, że eksperymenty Niemca są w tym przypadku uzasadnione.

Nie ulega jednak wątpliwości, że centralnym elementem tej układanki jest Neymar. Jego rola na boisku zmienia się jednak również pod innym względem - jest jeszcze bardziej skuteczny, a jednocześnie dyskretny i dyspozycyjny. Tak, jakby chciał odgonić demony, które widziały w nim tylko płaczliwego gwiazdora, turlającego się po murawie przy byle okazji.

O dokonującej się zmianie świadczy też coś innego. Oto Brazylijczyk, przewrażliwiony na punkcie własnego ego, przyznał właśnie, że gdyby od niego zależał wybór najlepszej trójki w plebiscycie Złotej Piłki, to postawiłby na Cristiana Ronalda, Leo Messiego i Kyliana Mbappe, bez podawania konkretnej kolejności.

Jedyny minus na dzisiaj to współpraca na boisku z Cavanim, która ciągle pozostawia do życzenia. Widać, że "techniczne" porozumienie z Mbappe jest jednak duże bardziej zaawansowane. Tuchel będzie potrafił znaleźć na to sposób?

Remigiusz Półtorak

Zobacz wyniki Ligi Mistrzów


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje