Real - Liverpool 3-1 w finale LM. Szczęściarze i geniusze nadal rządzą w Europie

W drodze do rozegranego w Kijowie finału piłkarzy Realu Madryt powszechnie oskarżano... o nadmiar szczęścia "Królewskim" nie zabrakło go również w sobotnim spotkaniu z Liverpoolem, ale samym szczęściem (i błędami niemieckich bramkarzy) trzeci raz z rzędu Ligi Mistrzów się nie da wygrać. Potrzebny jest do tego również mocny pierwiastek geniuszu, który tym razem zapewnił im Gareth Bale.

Przyjęło się, że mecze piłki nożnej trwają dwa razy po 45 minut. W sobotni wieczór połowy trwały jednak odpowiednio 25 i 65 minut, a rozdzieliła ich niezwykle pechowa kontuzja Mohameda Salaha, która gwiazdę Liverpoolu i reprezentacji Egiptu może również wyłączyć ze zbliżających się mistrzostw świata. "The Reds" strzelili co prawda bez niego jednego gola, ale mało kto miał wątpliwości, że zwycięzca może być w Kijowie tylko jeden.

Reklama

Skuteczne judo Ramosa

Uraz Salaha spowodował, co nie było niespodzianką, Sergio Ramos, który najpierw trzymając za rękę Egipcjanina spowodował jego upadek, a następnie przygniótł rywala i jednocześnie zablokował kończynę Salaha w stawie barkowym. Egipcjanin próbował po chwili wrócić na boisko, ale ból okazał się zbyt silny. Tylko sam Ramos wie, ile w jego zagraniu było celowości. Jednak piłkarz, który w karierze otrzymał 24 czerwone kartki, na duże pokłady dobrej woli ze strony kibiców innych drużyn raczej liczyć nie może.

20 sekund tajemnicy Kloppa

Jeszcze z Salahem na boisku Liverpool był lepszym zespołem od Realu. Ci, którzy zastanawiali się nad przyjętą taktyką przez Juergena Kloppa, odpowiedź poznali już po 20 sekundach. Wtedy to po raz pierwszy w sobotnim spotkaniu "The Reds" bardzo agresywnie zaatakowali Real pod ich polem karnym, co pozwoliło Sadio Mane przechwycić piłkę. Ostatecznie tamtą sytuację zażegnał Raphael Varane, ale nacisk trójki Salah-Mane-Firmino sprawiał duże problemy piłkarzom "Królewskich" w rozegraniu piłki. Swojej przewagi nie udokumentowali jednak golem.

Niemieccy bramkarze i ich prezenty

Jeszcze niedawno wydawało się, że niemiecka szkoła bramkarzy to nie tylko wybitny Manuel Neuer, ale również spora grupa bardzo solidnych golkiperów. Bieżąca edycja Ligi Mistrzów bardzo tę opinię jednak zweryfikowała, a z rozdawanych przez nich prezentów ochoczo korzystał Karim Benzema. Francuz strzelił w tych rozgrywkach pięć goli, z czego dwa były efektem katastrofalnych błędów: najpierw Svena Ulreicha, a teraz Lorisa Kariusa. Juergen Klopp w trakcie sezonu postawił na Niemca w bramce "The Reds"... i w decydującym momencie jego rodak zawiódł aż przy dwóch golach.

Klopp: Ja mam Lallanę. Zidane: A ja Bale'a!

O ile wybór Kariusa i niechęć do zainwestowania w bardziej klasowego golkipera obciąża Kloppa, to w pewnym momencie trzeba zdać sobie sprawę z ograniczeń kadrowo-finansowych Niemca, przynajmniej w porównaniu z Realem Madryt. Gdy po kontuzji Salaha trzeba było wprowadzić kogoś w jego miejsce, to wybór padł na Adama Lallanę. Gdy z kolei Zinedine Zidane zdecydował się zwiększyć siłę ofensywną, to Francuz zaprosił do gry Garetha Bale'a, jeszcze niecały rok temu najdroższego piłkarza na świecie. Walijczyk strzelił dwa gole... a Anglik "wyróżnił się" co najwyżej niefortunnym zagraniem pod własnym polem karnym, gdy w poprzeczkę trafił Isco.

Historia (niestety) lubi się powtarzać

Po zakończeniu meczu wiele się będzie mówić i pisać o kontuzji Salaha. Sobotni finał skończył się jednak również bardzo źle dla Daniego Carvajala, który również w pierwszej połowie z płaczem opuścił murawę. Trudno powiedzieć, co stało się Hiszpanowi, ale od razu przypomniano sytuację sprzed dwóch lat. Także wtedy, w wygranym finale z Atletico Madryt, Carvajal musiał przedwcześnie opuścić boisko i potem w konsekwencji opuścił mistrzostwa Europy.

Wojciech Malinowski

Dowiedz się więcej na temat: Real Madryt | Liverpool FC

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama