Real – PSG. Jak Ronaldo miał trafić do Paryża, a Mbappe do Madrytu

To jest historia tajnych podchodów, ogromnych pieniędzy, a na końcu nieudanej perswazji. Ale prawdziwa. Paris Saint-Germain naprawdę chciał ściągnąć Cristiano Ronaldo, a Real już w zasadzie dogadał się w sprawie Kyliana Mbappe. Co nie wyszło? Kulisy są równie ciekawe – szczególnie przed pierwszym hitem w Madrycie - choć prawie nieznane.

Ronaldo miał pojawić się w Paryżu już latem 2012 roku. Zaraz na początku nowej ery, gdy władze w PSG przejęli katarscy szejkowie i zaczynali budować w Europie bardzo silny przyczółek sportowy, który miałby odgrywać swoją rolę nie tylko na boisku. W imię dobrze przemyślanej, a później skutecznie realizowanej polityki soft power. Do tego potrzebne było m.in. mocne nazwisko, które pociągnęłoby cały "projekt PSG" do przodu i nadało mu globalnego sznytu; żeby spektakularnym wejściem pokazać moc.

Reklama

Ostatecznie udało się namówić Ibrahimovicia, ale paryscy działacze grali wówczas na kilku frontach. Co ważne, Cristiano był jeszcze bardziej pożądanym celem od Zlatana. A w zasadzie lepiej byłoby napisać, że... to on sam sugerował, iż może przenieść się do Paryża. Skąd o tym wiadomo? Z jednoznacznego smsa, którego wysyłał do jednego ze swoich przyjaciół. Fred Hermel, madrycki korespondent "France Football", bardzo dobrze poinformowany o tym, co dzieje się w szatni "Królewskich" twierdzi, że widział treść tej wiadomości. "Chcę iść do Paryża, bo tam mnie naprawdę docenią. Francuzi będą szczęśliwi, a media rozkręcą kampanię, żebym zdobył Złotą Piłkę" - miał pisać Portugalczyk. Dodatkowy smaczek polegał na tym, że ówczesna partnerka Ronaldo, Irina Shayk, zamieszczała na swoim profilu facebookowym zdjęcia wieży Eiffela z dwuznacznym przekazem, iż jest zakochana w Paryżu.

Aby połączyć różne puzzle związane z tym nagłym wybuchem miłości do francuskiej stolicy, konieczne jest jeszcze nakreślenie kontekstu. Cristiano nie tylko czuł się mało doceniany w Madrycie, ale uwierała mu dominacja - sportowa i finansowa - największego rywala, Leo Messiego. Argentyńczyk był właśnie w drodze po czwartą z rzędu Złotą Piłkę, Barcelona przez kilka lat dużo więcej osiągała w Europie od Realu.

Wszystko się więc zgadzało. Tym bardziej, że paryżanie też mieli wielką ochotę na Portugalczyka. Pojawił się jednak poważny problem, a szczerze mówiąc dwa. Prezes Florentino Perez ani myślał pozbywać się najlepszego gracza (na ofensywę katarskich szejków skarżył się nawet Michelowi Platiniemu, ówczesnemu szefowi UEFA), a sam Ronaldo też chciał jak najlepiej wykorzystać tę sytuację dla siebie. Bo w rzeczywistości szybko wyszło na jaw, że prowadził podwójną grę, w której PSG stał się ofiarą. Groźba transferu niebawem okazała się tylko silną kartą przetargową przy nowych negocjacjach z Realem. Owocnych, bo Portugalczyk został doceniony i stał się najlepiej opłacanym zawodnikiem na świecie.

Co ciekawe, dokładnie taką samą taktykę przy pierwszych poważnych negocjacjach z PSG (jeszcze rok przed podpisaniem rekordowego transferu za 222 mln euro) przyjął Neymar. Jego ojciec wysłuchał propozycji z Paryża, by za chwilę... przedłużyć umowę z Barceloną. Oczywiście na lepszych warunkach.

Później Cristiano Ronaldo jeszcze przynajmniej raz dał mocny powód do spekulacji, czy nie przeniesie się do Paryża. Wówczas, gdy w listopadzie 2015 roku, w meczu Realu z PSG w grupie Ligi Mistrzów, ostentacyjnie szepnął kilka słów do ucha ówczesnego trenera paryżan Laurenta Blanka. Czy to był również sposób, aby wywrzeć presję na Perezie? To bardzo prawdopodobne, bo toczyły się akurat rozmowy o przedłużeniu kontraktu...

Gra Kyliana Mbappe z klubem z Madrytu jest równie intrygująca, bo latem wiele wskazywało na to, że młody Francuz trafi jednak pod skrzydła Ronaldo, swojego idola z dzieciństwa. Tym bardziej, że doszło nawet do potajemnego spotkania z Zinedine’m Zidane’m.

Ta historia jest jednak znacznie dłuższa i zaczęła się - nomen omen - w 2012 roku, czyli wówczas, gdy Cristiano dawał sygnały, że jest gotowy przenieść się do Paryża. 14-letni Kylian dostał wtedy specjalne zaproszenie od "Królewskich". Zidane chciał go zobaczyć w akcji. Tygodniowy wyjazd musiał być jednak bardzo dyskretny, a wręcz tajny, bo młodzi zawodnicy trenujący w narodowym ośrodku w Clairefontaine, a tam uczęszczał wtedy Mbappe, nie mogą uczestniczyć z zagranicznych testach. Pod groźbą wyrzucenia z centrum szkoleniowego.

Dzisiaj na ironię losu zakrawa fakt, że - poza dwoma przypadkami - Real nigdy nie zaprosił na staż tak młodych, 14-letnich talentów. Przed Mbappe był to... Neymar.

Kylian nie został jednak w Madrycie. Do rodziców miał powiedzieć: "Chciałem się przekonać, czy mam odpowiedni poziom. Ale wrócę tam kiedyś w wielkim stylu".

Taka okazja była w ubiegłym roku. Prezes Perez dogadał się już z Monaco, na stole było przygotowane 180 mln euro, ale wszystko odbywało się za plecami rodziny Mbappe, co nie spodobało się młodemu zawodnikowi. Wyniosłe zachowanie szefa Realu, który uważał, że wszystko jest już postanowione - również. Rzadko się zdarza, aby ktoś odmówił "Królewskim", ale przytaczany przez "France Football" informator dobrze znający całe dossier zaręcza, że tak właśnie było.

Co wcale nie oznacza, że jeszcze kiedyś nastąpi (nie)oczekiwana zmiana miejsc; że Ronaldo jednak wyląduje w Paryżu, a Mbappe zagra w białej koszulce na Santiago Bernabeu.

Remigiusz Półtorak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje