Robben wraca na Bernabeu

Po dziewięciu latach Bayern Monachium wraca do finału Champions League w stylu, jaki daje mu nadzieję na piąty Puchar Europy. Bez względu na to, czy jego rywalem na Santiago Bernabeu będzie Barcelona, czy Inter.

Liga Mistrzów bez tajemnic: Zobacz terminarz, wyniki i strzelców bramek

Reklama

Ogłaszanie, że starcie ekipy Jose Mourinho z drużyną Pepa Guardioli jest przedwczesnym finałem, wydaje się brakiem szacunku dla dzieła Louisa van Gaala. Dzieła rodzącego się w wielkich bólach - jesienią Bayern zanotował najgorszy start Bundesligi od 43 lat, a potem ledwo przebrnął fazę grupową Champions League. Wszystko odmienił transfer Arjena Robbena, po którym prezes Bawarczyków Karl-Heinz Rummenigge mógł ogłosić: "mamy najlepsze skrzydła w Europie". W Lidze Mistrzów Robben okazał się ważniejszy nawet od Francka Ribery'ego.

Holender tani nie był, ale co znaczą nędzne 25 mln euro za geniusza, wobec 30 mln wydanych na gracza tak topornego jak Mario Gomez. Robben pociągnął Bayern do ćwierćfinału zdobywając decydującego gola z Fiorentiną i do półfinału niezwykłym wolejem na Old Trafford. Rozstrzygnął też pierwszy mecz z Lyonem - chyba wystarczy jak na skrzydłowego? Dziś bohaterem był zdobywca hat tricka Ivica Olic, jeszcze lepszy biznes niż Holender, bo zatrudniony bez konieczności wydania kwoty transferowej.

W tej edycji Champions League Bayern rośnie z każdym meczem, w tym samym tempie co Inter Mediolan. W 1/8 finału pomógł mu błąd sędziowski, w ćwierćfinale miał trochę szczęścia, by podnieść się przegrywając z Manchesterem 0:1 u siebie i 0:3 na Old Trafford. W meczach o finał Lyon nawet nie był w stanie podjąć walki, a przecież Bayern był na starcie w kłopotach po czerwonej kartce dla Ribery'ego na Allianz Arena.

Bawarczycy wracają do finału Champions League, a rosnąca w siłę Bundesliga ma jeszcze szanse na finał Hamburga w Lidze Europejskiej. Do wielkiej piłki wraca Louis van Gaal, który wypadł z obiegu po nieudanej pracy w Barcelonie i w kadrze Holandii. Dla Arjena Robbena to będzie pierwszy finał Champions League, nie osiągnął go ani z Chelsea, ani z Realem. Z Madrytu nie chciał odchodzić, ale musiał zrobić miejsce dla Cristiano Ronaldo (z dopłatą 75 mln).

Czy gdyby został, poprowadziłby "Królewskich" tam gdzie Bayern? Sprawa wątpliwa. W Madrycie nie byłby traktowany jak gwiazda pierwszej wielkości, a tylko w takich warunkach jego talent rozkwita. U van Gaala jest najważniejszym graczem. Teraz trenerowi pozostało tylko jedno: oszczędzać go na finał. A wtedy można myśleć o piątym triumfie w Pucharze Europy. Ostatnio bawarska drużyna zdobyła go w 2001 roku pokonując po rzutach karnych Valencię.

Robben wraca na Bernabeu z tarczą dając sygnał innym piłkarzom, że można osiągać najwyższe cele z klubami, które niebotycznych kwot transferowych nie płacą. Przez ostatnie lata Bawarczycy staczali się w europejskiej hierarchii, ten sukces odbudowuje utraconą pozycję. Jeszcze przed półfinałami van Gaal mówił skromnie, że na 10 meczów z Barceloną jego drużyna byłaby w stanie wygrać jeden. Dziś to obrońca trofeum musi się pocić, by 22 maja dostąpić przywileju mierzenia się z Bayernem.

Porozmawiaj o Lidze Mistrzów na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: inter | liga | finał | Liga Mistrzów | wraca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje