Wyścig zbrojeń w Lidze Mistrzów za 900 mln euro!

Faworyzowani Hiszpanie, znowu Niemcy, czy odradzający się Anglicy? A może jednak zapomniani Włosi, lub nowobogacki z Francji? Przedstawiciele każdej z pięciu najsilniejszych lig Europy mają poważne atuty w startującej dziś edycji Ligi Mistrzów. Gdyby zliczyć wydatki na zakupy nowych graczy w klubach, które reprezentują w Champions League pięć czołowych lig kontynentu, łączna kwota sięgnęłaby granicy 900 mln euro. To dobitnie oddaje skalę wyścigu zbrojeń przed Ligą Mistrzów.

Daremny strajk Luisa Suareza i zakończony transferem do Realu Madryt Garetha Bale’a pokazują dobitnie, ile znaczy dla współczesnych gwiazd rywalizacja w Champions League. Tak się przewrotnie składa, że w Anglii i we Francji pozycje na szczycie tabeli zajmują póki co kluby będące poza burtą rozgrywek europejskich. Odradzające się za pieniądze Dmitrija Rybołowlewa Monaco, i pięciokrotny triumfator Pucharu Europy Liverpool biją się o to, by do Ligi Mistrzów wrócić. Kogo w niej nie ma, ten w wielkim futbolu nie istnieje, skazany na miano zespołu z niższej półki.

Bratobójczy finał na Wembley, będący hołdem dla Bundesligi, powtórzyć się raczej nie ma szansy, choć Bayern Monachium i Borussia Dortmund są kadrowo jeszcze silniejsze niż w poprzednim sezonie. Obydwa kluby przeznaczyły latem na transfery około 120 mln euro. Gdyby zliczyć wydatki na zakupy nowych graczy w klubach, które reprezentują w Champions League pięć czołowych lig kontynentu, łączna kwota sięgnęłaby granicy 900 mln euro. To dobitnie oddaje skalę wyścigu zbrojeń przed Ligą Mistrzów.

Nie grają już jak Rammstein

Zdaniem bukmacherów, faworytem nr 1 jest broniący trofeum Bayern. Pep Guardiola na ławce, a na boisku Mario Goetze i Thiago Alcantara mają sprawić, że gra Bawarczyków przestanie przypominać Rammstein. Czy zwrot ku finezji, subtelności i grze kombinacyjnej nie zaszkodzi zespołowi, który jeszcze niedawno przetaczał się po rywalach jak pancerny pociąg?

Monachijczycy pobili Barcelonę w półfinale ostatniej edycji aż 7-0, wygasły więc powody, by wciąż pragnęli upodobnić się do niej. Zapewne w jednym ze stanów pośrednich między grą opartą na dynamice i tiki-taką, przebudowywany mistrz odnajdzie swoją nową tożsamość. Przez 21 lat istnienia Champions League obrona trofeum nie udała się dotąd nikomu.

Reklama

Jeśli nie zagra 35-latek, Messi z Neymarem skazani będą na dokonywanie cudów

O odbudowanie zachwianej pozycji Barcelony ma się postarać duet Neymar - Leo Messi. Dla 21-letniego Brazylijczyka postawa w kluczowych meczach Champions League będzie faktyczną miarą jego wartości. Pytania mniej medialne dotyczą formy Xaviego z Iniestą oraz stanu zdrowia weterana Carlesa Puyola, symboli wzlotu Katalończyków zapoczątkowanego w 2006 roku. Jeśli 35-letni środkowy obrońca, który od sześciu miesięcy nie gra w piłkę z powodu kontuzji, okaże się niezdolny do wsparcia pary Gerard Pique - Javier Mascherano, argentyńsko-brazylijski duet napastników będzie musiał dokonać heroicznych czynów.

Spokój Carla Ancelottiego, szczęście Cristiana Ronalda i żelazne muskuły Garetha Bale’a - na tym nadzieje na "La Decima" buduje Real Madryt. Po zniknięciu Jose Mourinho w szatni nastał spokój, Ronaldo dostał nowy, rekordowy kontrakt, więc zapomniał o smutku. Jeśli walijski skrzydłowy da "Królewskim" nie mniej niż Tottenhamowi, powinno być dobrze. W wywiadzie dla "Bein Sport" Bale wyznał, że wymodlił transfer do Madrytu, który poza wielką gażą daje mu szansę nauki u boku Ronaldo i Zidane’a. Sprawdzian, jak pojętnym jest uczniem gracz wyceniony na 100 mln, nastąpi właśnie w Lidze Mistrzów.

Powrót Jose Mourinho na Stamford Bridge sprawia, że wśród klubów angielskich najwyżej stoją szanse Chelsea. Choć Portugalczykowi nie udało się namówić na transfer Wayne’a Rooney’a, ma tak silną kadrę, iż w ostatniej chwili mógł pozwolić sobie na wypożyczenie Romelu Lukaku do Evertonu i Victora Mosesa do Liverpoolu. Nowa Chelsea, która pokazała klasę na Old Trafford i w starciu z Bayernem w Superpucharze Europy "rozpada się" na rutyniarzy i młodzież. Co prawda Roberto Carlos bardzo odradzał Mourinho ściąganie zdemoralizowanego rosyjskimi pieniędzmi Samuela Eto’o, wiadomo jednak, że Portugalczyk potrafi dokonywać rzeczy wielkich z weteranami spisywanymi na straty. Franka Lamparda miało już w klubie nie być.

Kupowali mało, lecz konkretnie

Manchester United kupował najmniej, ale konkretnie - Marouane Fellaini to piłkarz świetny. Są w Europie zespoły, które przewyższają mistrza Anglii w grze kombinacyjnej, ale zdecydowana większość nie wytrzyma z nim walki wręcz. Jeśli ktoś nie okaże się zdecydowanie sprytniejszy, z drużyną Davida Moyesa sobie nie poradzi. Tam wszystko działa jak w zegarku i decyduje się w ułamkach sekund. Po dwóch latach chudych United wróci zapewne na europejski top, mając w garści masę atutów.

Manchester City ma wyjątkowo nisko zawieszoną poprzeczkę. Jemu wystarczy awans z grupy, by szejkowie byli zadowoleni. Czy najdroższy transfer tego lata do Premier League - Mesut Oezil uratuje Arsenal przed powolnym spadaniem w europejskiej hierarchii? Do grona europejskich potentatów wraca Juventus, który już w ubiegłym sezonie, bez napastników na miarę swoich aspiracji wojował z Bayernem o półfinał. Carlos Tevez, a także wyczekujący póki co na ławce Fernando Llorente, mają mu dać jakościowego kopa.

Francuzów pomysł dla innych

W lutym minie 59 lat od chwili, gdy wcielono w życie pomysł reportera "L’Equipe" Gabriela Hanota. Francuzi wymyślili Puchar Europy dla innych - sami triumfowali w nim zaledwie raz. Przez dziesięciolecia Ligue 1 była królestwem rozsądku i wstrzemięźliwości w szastaniu kasą. Regułę złamał Bernard Tapie, którego naszpikowane gwiazdami Olympique Marsylia pokonało Milan w Monachium w 1993 roku. To był pierwszy finał w erze Champions League wyznaczającej początek złotych lat klubowej piłki na Starym Kontynencie. Dziś w ślady Marsylii idzie PSG, klub stojący na przepastnym portfelu Qatar Sports Investments. Ostatniego lata wydano 100 mln euro na Edinsona Cavaniego (najdroższy gracz Ligue1) i Marquinhosa, po to tylko, by wzmocnić rywalizację w kadrze.

Jest kilka zespołów kandydujących do grona rewelacji rozgrywek. Diego Simeone stworzył w Atletico maszynkę do walki wręcz, zaszczepiając swoim piłkarzom mentalność sfory głodnych wilków. W grze defensywnej drużyna łamie wiele hiszpańskich stereotypów nawiązując do tradycji Valencii z przełomu wieków. Co do umiejętności można się spierać, ale pasji w zespole z Madrytu jest chyba jeszcze więcej.

Właściciel Napoli Aurelio de Laurentiis nie miał zamiaru sprzedawać Cavaniego. Warta 64 mln euro oferta z PSG pomogła mu jednak zostać bezdyskusyjnym królem okna transferowego w Serie A. Urugwajczyka zastąpił Gonzalo Higuain, któremu do pomocy sprowadzono z Realu Jose Callejona i Raula Albiola, by po trzech meczach drużyna usadowiła się na szczycie tabeli pozostając może jedyną realną siłą zdolną oprzeć się Juventusowi. Westchnienia Neapolitańczyków do czasów Diego Maradony powoli pokrywa kurz.

Zdobywali Puchar Mistrzów 10 razy, teraz wypadli z obiegu

Brzmi to może nieprawdopodobnie, ale kluby włoskie, jeszcze do niedawna odgrywające poważne role na kontynencie, nie mogą już liczyć na parę mediolańskich kolosów, która Puchar Europy zdobywała w sumie aż 10 razy. Przy innych europejskich metropoliach takich jak Londyn, Paryż, Rzym, Berlin, Moskwa, czy Stambuł, Mediolan był wręcz królestwem piłki. Tyle, że mocno podupadł: Inter powstaje z kolan (w Champions League go nie ma), Milan na kolana pada. Oby powrót Kaki nie okazał się jeszcze jednym odcinkiem serialu zapoczątkowanego przez Ronaldinho i Robinho. Póki co Brazylijczyk doznał kontuzji już w pierwszym meczu Serie A i ogłosił, że do chwili powrotu do zdrowia wyrzeka się pensji. Silvio Berlusconi, śmieszny jako polityk i człowiek, ale jako prezes najbardziej utytułowany w dziejach Pucharu Europy, dotarł do ściany.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje