All Stars MLS-Chelsea: Miliony przegrały z ambicją

Parking był za 20 dolarów, piwo Budweiser kosztowało $5.50, a i tak dokładnie 20,210 widzów wypełniło do ostatniego miejsca Toyota Center, nowy stadion Chicago Fire w podchicagowskim Bridgeview.

Okazją był jedenasty Mecz Gwiazd Major League Soccer, tym razem z jedną z najlepszych klubowych drużyn świata - Chelsea Londyn. Kibice nie zobaczyli wielkiego meczu, ale byli świadkami zaskakującego - w ubiegłym roku Zespół Gwiazd MSL przegrał 0:5 z Realem Madryt - zwycięstwa 1:0 (0:0) zespołu prowadzonego przez Piotra Nowaka. Strzelcem jedynej, ale za to bardzo pięknej bramki był w 70. minucie Dwayne de Rosario, któremu słusznie przyznano miano Najbardziej Wartościowego Gracza meczu.

Reklama

Od samego początku spotkania było widać, że Chelsea brakuje zgrania, a Ballack i Szewczenko dopiero "wchodzą" do zespołu, który właśnie wydał na transfery 300 milionów dolarów. Jose Mourinho zastrzegał się już przed meczem, że po ciężkich treningach w Los Angeles jego zespołowi "może brakować świeżości", ale nikomu nie powiedział jak źle jest ze zgraniem drużyny, będącej ponownie głównym faworytem do zdobycia tytułu mistrza Anglii. Szewczenko wydzierał piłkę własnym pomocnikom, Drogba nie wiedział od kogo może się spodziewać podań, Lampard patrzył się na to co robi Ballack, a ten ostatni odwdzięczał się tym samym. Piłkarzom MLS zajęło mniej niż kwadrans, by zorientować się, że akurat tego dnia pieniądze nie grają i zaczęli śmielej atakować. Zostali za to natychmiast skarceni, kiedy w 28. minucie Ballack jedynym w ciągu 45 minut udanym zagraniem otworzył drogę do bramki Drogbie, ale jakimś sposobem sędzia Ablodun Okulaja dopatrzył się w tej sytuacji gola ze spalonego i na tablicy wyników ciągle widniał wynik 0:0. W ostatnim kwadransie ekipa Piotra Nowaka grała coraz lepiej i wystarczyłoby, żeby strzał z 8 metrów bardzo aktywnego Albrighta była dokładniejszy o 10 centymetrów, to Amerykanie objęliby prowadzenie.

Druga połowa zaczęła się od zmian w obu zespołach, Chelsea zaatakowała (obrońcy MSL wybili piłkę z linii brakowej), a Mourinho musiał być zadowolony, widząc jak dobrze gra Joe Cole. Cole grał dobrze, zainicjował nawet dwa groźne kontrataki, ale tylko przez siedem minut, bo już w 52. minucie, po niegroźnym wydawałoby się zderzeniu, musiał opuścić boisko na noszach. To wystarczyło by Drużyna Gwiazd MLS znowu przejęła inicjatywę, wykorzystując w 70. minucie praktycznie jedyny błąd defensywy londyńczyków. W głównej roli wystąpił reprezentant Kanady Dwayne De Rosario, który prawie z narożnika pola karnego, nie przejmując się dwójką atakujących go obrońców, silnym strzałem pod poprzeczkę zdobył jak się później okazało jedynego gola meczu. Wizja przegranej wyraźnie wpłynęła na ambicję mistrzów Anglii, którzy jednak dopiero w ostatnich 120 sekundach meczu, po minimalnie niecelnym strzale głową Robbena i obronionym przez Cannona uderzeniu Carvalho mieli okazje do zdobycia gola. Przegrana 0:1 i kontuzja Cole'a wyraźnie wpłynęła na zwykle i tak nie najlepszy podczas spotkań z dziennikarzami humor Mourinho. "Wygrała drużyna, która była lepiej przygotowań kondycyjnie, szybsza i potrafiąca grać na wyższym poziomie. Ale ponieważ my jesteśmy w okresie przygotowawczym, nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem" - rozpoczął Mourinho. Nie miał większych problemów ze słabą grą Szewczenki ("był kontuzjowany przed mundialem, w czasie jego trwania, a z nami trenuje dopiero od tygodnia), zagubieniem na boisku Ballacka ("Jestem pewien, że mogą razem grać na boisku z Lampardem. Bardzo ładnie podał, powinien być gol, ale sędzia błędnie go nie uznał. Nie mogę za to winić Michaela"), przejmując się tylko kontuzją Cole'a. "Ja wam wszystkim wytłumaczę, jak wiele znaczy dla mnie Joe Cole. Gdybyśmy przegrali dzisiaj 0:10, ale Cole byłby zdrowy, uważałbym ten mecz za w pełni udany. Coś poważnego stało mu się w kolano. Będziemy wiedzieć więcej, kiedy wrócimy do domu" - powiedział Mourinho. Szybko dodał, że kibice nie powinni załamywać rąk, jeśli także w dwóch następnych meczach kontrolnych - we wtorek z Feyenoordem w Rotterdamie oraz w środę z Celticem Glasgow na własnym stadionie, ciągle nie będzie zwycięstw. "Talent na dłuższą metę zawsze zwycięża przeciętność, ale jeśli się jest zmęczonym i dopiero przygotowuje do ligi, można przegrać jak my dzisiaj z zespołem nie mającym połowy naszych umiejętności".

Od zacytowania tego zdania rozpocząłem krótki wywiad z Piotrem Nowakiem, który nie bardzo przejął się wyraźnym prztyczkiem pod adresem jego zawodników. "To znaczy, że Jose wydał 300 milionów dolarów na nic?" - skomentował z uśmiechem trener drużyny MLS All Stars. "To oni mają wygrać Ligę Mistrzów i te wszystkie trofea, które sobie założyli, ale porażka z takim zespołem jak my nic nie znaczy? Trochę to śmieszne...

- Jesteś ciągle na pierwszych stronach gazet. Były spekulacje na temat objęcia przez ciebie stanowiska trenera kadry Polski, ciągle trwają jeśli chodzi o obsadzenie fotela szefa kadry USA? Zdradzisz sekret?

Piotr Nowak: Ja tak naprawdę wiem tyle co wy, czyli czytam o sobie w prasie. Na myślenie o tym, "co by było gdyby" nie mam na szczęście czasu, bo dzisiaj grałem przeciwko jednej z najlepszych drużyn świata, a w najbliższą środę gram ze swoim DC United, którego ośmiu graczy było w dzisiejszym spotkaniu z Realem Madryd w Seattle. To wystarczy dla każdego trenera.

- Niby nic nie wiesz, ale na konferencji prasowej głośno żałowałeś, że De Rosario gra w jedenastce Kanady! Zabrzmiałeś jak trener reprezentacji, który żałuje, że nie może powołać do swojej kadry...

- To był tylko żart. Proszę się na razie nie dopatrywać w tym żadnych podtekstów. Sam chciałbym coś wiedzieć.

- Powracając na chwilę do prasy. W jednym z ostatnich wydań "The New York Times" poświęcono cały artykuł temu, jak to Nowak nie ma już więcej problemów w klubie DC United z 17-letnim fenomenem futbolowym z Ghany, Freddy Adu. Dziś Adu zagrał w twojej drużynie gwiazd w drugich 45 minutach meczu. Jak oceniasz jego występ?

- Freddy'emu zrobiono krzywdę okrzykując go gwiazdą światowego futbolu kiedy miał tylko 14 lat. Ludzie wokół niego wmawiali mu, że już wszystko umie, co było bardzo dalekie od prawdy. Przez ostatnie sześć miesięcy zaczął nareszcie rozumieć fakt, że koledzy z drużyny są po to by uwypuklić jego umiejętności oraz przykryć niedoskonałości i dlatego stał się ważną częścią DC United. A dzisiaj znowu był to tylko teatr jednego gracza. Od początku, może dlatego, że pojawiają się spekulacje na temat jego transferu do Europy, "chciał się pokazać" i niewiele z tego wyszło. Co potrafi gra zespołowa pokazaliśmy najlepiej dzisiaj wygrywając z drużyną wartą prawie miliard dolarów. Nam się bardziej chciało ten mecz wygrać niż im i czasami to wystarczy. Mamy jeszcze w Stanach wiele do zrobienia, ale jest coraz lepiej.

CHELSEA: Cuducini (Hilario) -Terry, Ferreira (46. Carvalho), Njitap, Bridge (46. Diarra), Drogba (46. Kalou), Lampard, Wright-Phillips (46. Cole, 52. Smith), Essien, Ballack (46. Mikel), Szewczenko (46. Robben)

MLS ALL STARS: Perkins (46. Cannon), Erpen, Albright (46. O'Brien), Robinson (46. Conrad), Mulrooney (46. Clark), Moreno (46. Eskandrian), Gomez (46. Adu), Ching (46. Jaqua), De Rosario, Gros, Boswell

Przemysław Garczarczyk z Bridgeview

Dowiedz się więcej na temat: stadiony | kadry | mecz | Jose Mourinho | mls

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje