Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

W 9. kolejce naszej piłkarskiej ekstraklasy sypnęło sensacjami - przegrały, świetnie sobie ostatnio radzące, Groclin i Legia. Nie zawiodła Wisła, gromiąc Dospel 5:0.

Prowadzenie w tabeli stracił Górnik Łęczna, który był bez szans w starciu z Lechem. "Kolejorz" nareszcie poprowadził rozpędzoną lokomotywę.

Reklama

Widzew pod wodzą Jerzego Kasalika powoli, ale konsekwentnie zbiera cenne punkty. "Oczko" i trzy gole zdobyte na ciężkim terenie w Zabrzu są bez wątpienia powodem do wielkiej radości dla łodzian.

ASY

Stefan Majewski (trener Amiki Wronki)

Asystent Zbigniewa Bońka w reprezentacji Polski był murowanym kandydatem do roli selekcjonera po dymisji "Zibiego". PZPN wybrał jednak Pawła Janasa, a Stefan Majewski przyjął propozycję Amiki Wronki.

Decyzja działaczy Amiki okazała się strzałem w "10", gdyż wronczanie w tym sezonie odgrywają czołową rolę w lidze. Ostatnim potwierdzeniem dobrych metod szkoleniowych Majewskiego jest wygrana z silnym przecież Groclinem (1:0). Amika z Majewskim to nowa siła polskiej ligi, grająca solidnie w obronie (najmniej straconych goli) i wystarczająco - by wygrywać mecze - skutecznie w ataku.

Duet Żurawski - Frankowski (Wisła Kraków)

Kibice "Białej Gwiazdy" nie muszą już żałować Marcina Kuźby. Nie muszą, bo obecny duet napastników klubu z ulicy Reymonta czyni wszystko, by Kuźba (nota bene kontuzjowany) został wymazany z pamięci. Frankowski wraca do wielkiej formy, a Żurawski prowadzi w klasyfikacji najlepszych strzelców.

Popularni "Żuraw" i "Franek" współpracują ze sobą wzorcowo i doskonale się uzupełniają. Najlepszym dowodem był ostatni tydzień - w Nijmegen dwukrotnie trafił Frankowski, a w niedzielę w Krakowie Żurawski popsuł dzień Dospelowi i dwukrotnie pokonał Tkocza. "Franek" dołożył jedno trafienie, ale za to 75. w lidze.

Piotr Włodarczyk (Widzew Łódź)

To, że Piotr Włodarczyk jest utalentowanym zawodnikiem, wiadomo nie od dzisiaj. W końcu niewiele brakowało, a strzelałby gole grając w krakowskiej Wiśle. Ostatecznie gra jednak w Widzewie, gdzie siłą rzeczy ma mniej możliwości, by zademonstrować swoje umiejętności.

W Zabrzu to było jego "show". W 7. minucie ze stoickim spokojem z 20 metrów przelobował Piotra Lecha, trafiając tuż pod poprzeczkę. W 61. znów Włodarczyk dobrze znalazł się w polu karnym, ograł obrońcę i precyzyjnym strzałem w długi róg dał swojemu zespołowi prowadzenie. Oprócz tych dwóch trafień kibice w Zabrzu mogli obejrzeć jeszcze cztery inne gole - bramka z 7. minuty była jednak zdecydowanie najpiękniejsza. Więcej takich spotkań w wykonaniu Włodarczyka, a Widzew wcale nie będzie musiał bronić się przed spadkiem.

Artur Boruc (Legia Warszawa)

Bramkarz warszawskiej Legii od początku sezonu prezentował wysoką formę, niejednokrotnie ratując swój zespół od porażki. W Płocku ta sztuka już mu się nie udała - dwukrotnie musiał wyjmować piłkę z siatki. Obronił jednak dwa strzały z bliska, a to duży wyczyn. W innych sytuacjach, których było wiele, Boruc spisywał się świetnie. Gdyby nie jego postawa, Legia wyjechałaby z Płocka z dużo większym bagażem bramek. Do tego kibicom na pewno zapadła w pamięć obrona... z wykorzystaniem poprzeczki.

Piotr Reiss (Lech Poznań)

Napastnik poznańskiego Lecha błysnął skutecznością akurat w meczu z liderem. Hat-trick, który bardzo rzadko trafia się na boiskach polskiej ligi, dał tak potrzebne - a do tego wysokie - zwycięstwo Lecha. Fani z Poznania nie mieliby nic przeciwko temu, by Reiss grał tak co tydzień. Piłkarz umiejętności ma - co więc stoi na przeszkodzie... A miejsce w Asach czeka co kolejkę!

CIENIASY

Marcin Narwojsz (Górnik Polkowice)

Piłkarz Górnika zdobył gola, dzięki czemu jego drużyna zremisowała z Odrą 3:3. Skąd więc obecność wśród Cieniasów? Tuż przed końcem meczu Narwojsz znalazł się sam przed Bębnem, piłkę miał na ulubionej lewej nodze, a do bramki może 6 metrów. Gola jednak nie było, futbolówka w jakiś sposób przeleciała obok słupka. A Górnik wciąż ma na swoim koncie tylko jedno zwycięstwo... Jak jednak wygrywać, jeśli nie wykorzystuje się takich sytuacji?

Marcin Bęben (Odra Wodzisław)

Młody bramkarz z Wodzisławia nie raz już prezentował w ekstraklasie swoje wysokie umiejętności. W 22. minucie meczu w Polkowicach zapomniał jednak o sprawie podstawowej: jeśli piłka leci do bramki - to bramkarz ma ją złapać a nie liczyć na to, że wybije ją któryś z obrońców, lub zmieni jej lot któryś z napastników. Bęben o tym zapomniał i patrzył tylko jak niezbyt mocno dośrodkowana z 25 metrów piłka mija wszystkich zawodników, przelatuje może metr od niego i... wpada do bramki. Stracony gol zawsze boli, a to był dopiero pierwszy z trzech...

Dixon Choto (Legia Warszawa)

Obrońca warszawskiej Legii będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o meczu w Płocku. Kto wie - może gdyby goście grali w "10", bez czarnoskórego defensora, to uniknęliby pierwszej w sezonie porażki? W 66. minucie Choto nie dogonił Jelenia, po czym wykonał wślizg, który można pokazywać na szkoleniach pt. "Jak sprokurować rzut karny". W 80. minucie rażący brakiem szybkości i zwrotności obrońca dał się wyprzedzić Gęsiorowi i było 2:1. Nie można zapomnieć o kilku innych sytuacjach, w których Choto zapewne myślał: "Dam się wykazać Borucowi, może zostanie Asem". No, jeśli o to chodziło, to efekt został osiągnięty.

Górnik Łęczna

W zasadzie powinno się umieścić na tej liście defensywę Górnika... Ale przecież tej defensywy nie było, więc za pięć straconych w Poznaniu bramek obciążamy cały zespół Łęcznej. Jak jednak nie piętnować, jeśli drużyna w jednym spotkaniu traci tyle goli co w dotychczas rozegranych ośmiu spotkaniach? Na stadionie przy Bułgarskiej wpadało wszystko, co leciało w kierunku bramki Mioduszewskiego, a od 63. minuty Rachowskiego. Z bliska, z daleka, z rzutu karnego...

Krzysztof Sadzawicki (Dospel Katowice)

Cienias za postawę całej defensywy Dospelu w meczu z Wisłą zostaje przekazany na ręce Sadzawickiego. To wyróżnienie piłkarz może zawdzięczać swojemu zagraniu z 81. minuty, kiedy to taktycznie sfaulował Macieja Żurawskiego i otrzymał czerwoną kartkę. Osłabił więc zespół i to przy stanie 0:4, czyli w sytuacji gdy to przewinienie niczego nie ratowało.

Cały blok defensywy Dospelu zagrał fatalnie, pierwszy błąd popełniając już w 25. sekundzie (!). Koncentracja godna podziwu...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje