"Chciałem wp... sędziemu!"

Niezwykle gorąco było w Szczecinie po meczu drugiej ligi pomiędzy Pogonią i Szczakowianką Jaworzno. Gospodarze zwyciężyli 3:2, a goście w niewybrednych słowach zarzucili sędziom nieuczciwość.

- Niszczony jest nasz dorobek, w meczach z Bełchatowem i Pogonią byliśmy wyraźnie krzywdzeni - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" Albin Mikulski, szkoleniowiec Szczakowianki. - W meczu z Pogonią dostaliśmy np. sześć żółtych kartek, podczas gdy nasi rywale ani jednej.

Reklama

Dziś zarząd klubu wystosuje oficjalny protest do PZPN.

- Sędzia w Szczecinie gwizdał cuda, niewidy, robił z nami, co chciał. Ani na boisku, ani poza nim, nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Jest pełna kontrola ze strony sędziów - uważa Ryszard Czerwiec, który za samowolne opuszczenie boiska ukarany został drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką. Gdy na kilka minut przed końcem Mikulski chciał zmienić Czerwca, ten zszedł z boiska z drugiej strony, prosto do szatni.

- Wiedziałem, co się będzie działo po zakończeniu meczu i nie chciałem w tym uczestniczyć. Wolałem zejść w ten sposób, niż wp... sędziemu - uzasadnił na łamach "Sportu" swoje postępowanie pomocnik Szczakowianki. I rzeczywiście po ostatnim gwizdku arbitra bronić musieli ochroniarze.

Inne spojrzenie na sprawę ma oczywiście szkoleniowiec Pogoni, Bogusław Baniak. - Szczakowianka jest opętana poczuciem krzywdy. W tym meczu ich piłkarzy zgubiła mania prześladowcza. Na kasecie można wszystko zobaczyć. Bramki zostały zdobyte prawidłowo.

Dowiedz się więcej na temat: Szczecin

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje