Chelsea. Antonio Conte wytyka klubowi „program oszczędnościowy”

Antonio Conte, menedżer Chelsea, kolejny raz wytknął odpowiedzialnym za transfery ludziom, że nic sobie nie robią z jego potrzeb. Włoch jest sfrustrowany tym, że z listy, jaką przedstawił w pionie sportowym, jeszcze nikt nie został zakontraktowany.

Premier League - sprawdź terminarz, wyniki, strzelców oraz tabelę

Reklama

To czwarte okno transferowe Conte w Chelsea. Włoski trener twierdzi, że kadra drużyny jest okrojona i dlatego ciężko rywalizować z najmocniejszymi klubami w Premier League. Najnowsza wypowiedź, jakiej udzielił rodzimej Sky Sport Italia, wpisuje się w ten sam ton, jaki można było usłyszeć przed rozpoczęciem bieżących rozgrywek. Przede wszystkim chodzi o politykę transferową „The Blues”.

W czerwcu ubiegłego roku, tuż po wywalczeniu mistrzostwa Anglii, Conte domagał się sprowadzenia nowych zawodników. Miał na to jednak znikomy wpływ i hierarchia panująca w klubie rodziła jego frustrację.

Przypomnijmy, jak do niedawna wyglądała piramida zarządzania w Chelsea: Roman Abramowicz (właściciel), prawa ręka Rosjanina Marina Granowskaja, doradca Eugene Tanenbaum, dyrektor techniczny Michael Emenalo. Antonio Conte zajmuje się przede wszystkim prowadzeniem zespołu. Zapewne ma swoje zdanie w komitecie transferowym, ale nie może wychodzić przed szereg. Raczej pohukuje.

Media informowały nawet o tym, że Włoch może odejść, choć doprowadził drużynę do tytułu w śpiewającym stylu. W pewnym momencie wydawało się, że Conte wyszedł zwycięsko z zakulisowych przepychanek, bo w listopadzie, po dziesięciu latach pracy w klubie, w tym sześciu w roli dyrektora sportowego, odszedł Emenalo.

Ale niewiele to zmieniło. Conte dalej porusza się na klubowych salonach nie zważając na panujące obyczaje albo z gracją słonia w sklepie z porcelaną. Przed sezonem komentował kwestię transferów, stwierdziwszy dyplomatycznie, że „w Anglii uczy się cierpliwości”. Minęło kilka miesięcy i język się zaostrzył.

- Nie mam wygórowanych oczekiwań. Szczególnie jeśli popatrzymy w przeszłość, to rzadko dostawałem zawodników, o jakich prosiłem. Koniec końców lądowałem w klubach, które prowadziły program oszczędnościowy – mówił były szkoleniowiec Juventusu.

Na pożegnanie z Turynem również wpłynęło niezadowolenie z transferowych ruchów. Conte zrezygnował z pracy w drugim dniu okresu przygotowawczego Juve. Przekonywał, że wszystko przemyślał i ocenił, że „wygrywanie z Juventusem może być coraz trudniejsze”, co oczywiście między słowami oznaczało brak wzmocnień. Pod jego wodzą klub wywalczył trzy mistrzostwa z rzędu, ale słabo wypadał w Europie.

- Przedstawiam opinie klubowi. Staram się wyjaśnić, jakie pozycje możemy poprawić, bo na niektórych nie mamy kilku piłkarzy albo mamy młodego zawodnika, który nie jest gotowy na grę w pierwszym zespole – tłumaczył swój wpływu na sprowadzanie zawodników na Stmford Bridge. - Jeśli klub zapyta mnie o jakieś nazwiska, to staram się podpowiadać, ale na koniec to klub decyduje o nazwiskach, o inwestycjach, o tym, jaki piłkarz jest najlepszy dla drużyny – dodawał.

W styczniowym oknie transferowym z Chelsea łączono Arturo Vidala z Bayernu Monachium oraz Alexisa Sancheza z Arsenalu. Conte z dystansem skomentował takie plotki. - Fruwacie bardzo wysoko… musimy być spokojni. Nie lubię rozmawiać na temat piłkarzy z innych drużyn, ale tutaj jest mowa o dwóch mocnych nazwiskach, topowych piłkarzach na swoich pozycjach. Vidal i Sanchez to jedni z najlepszych na świecie – powiedział.

Piotr Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Antonio Conte | Chelsea Londyn

Reklama

Reklama

Reklama