Deja vu sędziego Marczyka?

Zbigniew Marczyk nie będzie dobrze wspominał meczów z udziałem Legii Warszawa. Po drugim kolejnym spotkaniu zespołu z Łazienkowskiej sędziowanym przez arbitra z Piły długo nie ustają kontrowersje.

Zaczęło się w maju ubiegłego roku, gdy w Jaworznie Szczakowianka zremisowała z Legią 1:1. Zaraz po meczu wszystko wyglądało w porządku, bomba wybuchła dopiero później.

Reklama

Działacze z Warszawy dopatrzyli się dwóch niepodyktowanych karnych, w następstwie czego prezes Listkiewicz w trybie natychmiastowym zawiesił Marczyka do końca sezonu. Legia zagroziła pozwaniem arbitra do sądu w związku z niezakwalifikowaniem się do rozgrywek o europejskie puchary, sędzia przytaczał rozmowę z prezesem PZPN, który miał mu zalecić niekrzywdzenie Legii. Sprawa zakończyła się... uniewinniającym wyrokiem Wydziału Dyscypliny, który umorzył postępowanie dyscyplinarne.

Czy podobna burza będzie po meczu Legii z Odrą? W 78. minucie po faulu Romana Madeja na wychodzącym na czystą pozycję Marku Saganowskim, arbiter przerwał grę z zamiarem ukarania piłkarza gości czerwoną kartką. Tymczasem legioniści nie czekając wykonali rzut wolny i zdobyli gola, którego Marczyk uznał. Dopiero po tej bramkowej akcji usunął z boiska czekającego na werdykt winowajcę.

Stadion eksplodował radością, a goście nie protestowali. Znów sprawa "wypłynęła" dopiero po meczu. Okazało się, że Marczyk zezwalając na wykonanie rzutu wolnego przed pokazaniem czerwonej kartki popełnił błąd. Pechowy, bo był to z tych z gatunku "grubych". Wypaczył bowiem nie tylko wynik bramkowy, ale i punktowy, gdyż Legia wygrała 2:1 zamiast zremisować 1:1.

- To była bardzo rzadka sytuacja. Po meczu myślałem, że postąpiłem dobrze. W tej decyzji utwierdzili mnie prezes Listkiewicz i obserwator Janusz Hańderek, którzy po meczu gratulowali mi dobrego sędziowania. - powiedział "Sportowi" Marczyk. - Dopiero w poniedziałek Wit Żelazko wyjaśnił mi, że popełniłem błąd.

Wątpliwości nie ma również przewodniczący Centralnej Komisji Szkoleniowej Sędziów i członek Polskiego Kolegium Sędziów, Wiesław Karolak. - Po przerwaniu gry należało najpierw usunąć zawodnika z boiska. Pan Marczyk popełnił błąd. Gdyby sędzia nie zagwizdał, nie byłoby sprawy. Ale po gwizdku zawodnik Odry zachował się prawidłowo. Nie zareagował na zagranie Legii, lecz czekał na czerwoną kartkę. Najpierw powinien ją otrzymać, a dopiero potem można było wznowić grę. Błąd jest ewidentny - powiedział Karolak "Sportowi".

Sędzia Marczyk otrzymał od obserwatora notę 8.2. Tymczasem, gdy sędzia wypacza wynik bramkowy maksymalna nota to 7.0, a gdy punktowy - 6.0. I do takiej wartości ocena powinna być skorygowana.

Dowiedz się więcej na temat: błąd | sędzia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje