El. MŚ 2018 - fatum Szwedów przed meczem z Bułgarią

Szwedzcy piłkarze, którzy w poniedziałek wieczorem rozegrają w Sztokholmie mecz z Bułgarią, są zaniepokojeni serią przypadków - jak zaznaczyli - "zapowiadających nieszczęście". W niedzielę spłonął ich nowy autobus, a na Stadion Narodowy nie sprzedano nawet połowy biletów.

W niedzielę rano przed wyjazdem na trening nowiutki specjalnie kupiony i przygotowany na eliminacje mistrzostw świata 2018 autobus doszczętnie spłonął. Strażacy po zbadaniu wraku stwierdzili, że pożar był bardzo dziwny i wszystko wskazuje, że... wybuchł samoistnie.

Reklama

Szwedzki Narodowy - Friends Arena - posiada pojemność 50 tysięcy widzów i zawsze na meczach drużyny "Trzech Koron" trybuny były pełne. Tym razem nie będzie zapełniony nawet w połowie, ponieważ kibice pomimo ogromnej akcji reklamowej kupili niecałe 20 tysięcy biletów.

"Nie lubimy grać przy prawie pustych trybunach. Zawsze mieliśmy ogromne wsparcie własnej publiczności. Teraz wygląda na to, że się od nas odwróciła" - powiedział Andreas Granqvist, który objął funkcje kapitana po rezygnacji z występów w kadrze Zlatana Ibrahimovicia.

Przyznał, że po raz pierwszy doszło do precedensu: "Kupiliśmy za własne pieniądze tysiąc biletów, które będziemy rozdawać podczas podpisywania autografów".

Organizatorzy z kolei powiedzieli, że obniżyli ceny do najniższej opłacalnej sumy, czyli 100 koron (46 złotych) odpowiadającej cenie 1,5 kufla piwa w sztokholmskim pubie, lecz "nawet ta oferta nie spotkała się z zainteresowaniem".

Rzecznik szwedzkiej federacji Niklas Bodell powiedział, że "jesteśmy świadkami jakiegoś fatum, najpierw te bilety, a teraz autobus, który miał być dumą i symbolem nowej reprezentacji".

Szwecja w kwalifikacjach do mundialu w Rosji występuje w grupie A. Ma za przeciwników Holandię, Francję, Bułgarię, Białoruś i Luksemburg, z którym w piątek wygrała tylko 1-0. W pierwszym meczu z Holandią 7 września Skandynawowie zremisowali 1-1.


Reklama

Reklama

Reklama