Fatalnie wypadł nawet Messi. Nadzieje Barcy przygasły

W dramatycznych derbach Barcelony stało się coś praktycznego i symbolicznego. Po remisie z Espanyolem zespół Pepa Guardioli przestał zależeć od siebie w walce o tytuł mistrza Hiszpanii.

"Była ręka, ale przecież ja nie jestem sędzią" - powiedział obrońca Espanyolu Raul Rodriguez o akcji w doliczonym czasie gry, kiedy po strzale Gerarda Pique piłka odbiła się od poprzeczki, trafiła do Pedro Rodrigueza, który z kilku metrów starał się posłać ją do siatki. Rozpaczliwie bijącej się o zwycięstwo Barcelonie należał się rzut karny, ale sędzia zagrania ręką nie zobaczył. "A jeśli arbiter nie widzi karnego, to go po prostu nie ma" - skwitował prezes Sandro Rosell.

Reklama

Po raz pierwszy w tym sezonie Pep Guardiola powtórzył tę samą jedenastkę w dwóch kolejnych meczach ligowych. Na Cornella El Prat wyszli ci sami gracze, którzy pokonali Real Madryt na Santiago Bernabeu 3-1. Wtedy odżyły nadzieje na obronę tytułu, w niedzielę znowu przygasły. Ci sam gracze mieli bardzo niewiele ze sobą wspólnego. Alexis Sanchez był najsłabszy na boisku, fatalnie wypadł nawet Leo Messi, który w poniedziałek prawdopodobnie odbierze trzeci z kolei tytuł piłkarza roku.

"Teraz się zacznie. Gadki o zmianie epokowej. Trzeba przetrzymać jakoś ten tydzień" - powiedział Rosell. Chodziło mu rzecz jasna o reakcję mediów, zwłaszcza madryckich, które w wyobrażeniach prezesa Barcy miały ogłosić, iż Real odebrał Katalończykom pozycję nr 1 w Hiszpanii. Nic takiego się jednak nie stało. Tytuł w "Marce" głosi, że Espanyol podał "Królewskim" rękę, tymczasem "As" dostarcza czytelnikom suchą informację o pięciu punktach przewagi Realu. Wszyscy zdają sobie sprawę, że choć w niedzielę stało się coś ważnego, losy mistrzostwa nie rozstrzygają się w pierwszej rundzie.

Jedna rzecz jest bezsporna. Do meczu z Espanyolem Barca zależała od siebie. Gdyby wygrała wszystkie mecze do końca sezonu, byłaby mistrzem po raz czwarty z rzędu, bez względu na wyniki Realu. Teraz musi oczekiwać na błędy największego rywala, a ten rozpędzony i wygłodniały trofeów będzie ich unikał za wszelką cenę. Być może, aby zdobyć tytuł w 2012 roku, trzeba będzie pobić oba historyczne rekordy 99 pkt i 107 goli. Po 17 meczach Real ma aż 43 pkt i 61 bramek.

Prasa w Madrycie donosi, że Cristiano Ronaldo prosi kibiców z Santiago Bernabeu o więcej zrozumienia i życzliwości. W 17 kolejkach tego sezonu Portugalczyk zdobył aż 21 bramek, co nie zdarzyło się w Hiszpanii od 61 lat. Strata punktów przez Barcę jest wielkim zastrzykiem entuzjazmu dla Realu. Można więc przewidywać, że w imię wspólnego dobra zimna wojna między częścią fanów "Królewskich", a najdroższym piłkarzem na świecie szybko się skończy.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Wyniki, terminarz i tabela Primera Division

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje