Henryk Kasperczak: Nie witamy się przez podanie ręki

- W Mali nie witamy się przez podanie ręki. W tym kraju zmarły trzy osoby zarażone wirusem Ebola - mówi Henryk Kasperczak, który po raz drugi poprowadzi piłkarską reprezentację Mali w Pucharze Narodów Afryki.

Jak przygotowuje się pan z reprezentacją Mali do rozpoczynającego się w styczniu Pucharu Narodów Afryki (17.01 - 8.02 w Gwinei Równikowej)?

Reklama

Henryk Kasperczak: - Wszystko idzie zgodnie z planem. 5 stycznia rozpoczynamy dziesięciodniowe zgrupowanie w Gabonie, po którym przeniesiemy się do Gwinei Równikowej. Póki co przebywam we Francji, gdzie spędziłem święta Bożego Narodzenia w rodzinnym gronie.

Wśród 23-osobowej kadry, którą pan ogłosił na ten turniej, największym zaskoczeniem jest powrót do reprezentacji po ponad rocznej przerwie Adbou Traore z Girondis Bordeaux i Modibo Maigi z FC Metz.

- Nie powoływałem ich na mecze eliminacyjne bo mieli swoje problemy. Traore miał kłopoty w klubie, z kolei Maiga borykał się z kontuzją. Obaj jednak ustabilizowali swoją pozycję w klubowych drużynach i są w dobrej dyspozycji. Dlatego ponownie są w kadrze.

Liderem tej drużyny wciąż jest doświadczony Seydou Keita z AS Roma?

- To z pewnością najbardziej doświadczony i znany gracz reprezentacji Mali. Jednak ciężar odpowiedzialności rozkłada się na kilku graczy. Mam do dyspozycji występującego w Wolverhampton Wanderers Bakary'ego Sako. Występując na zapleczu angielskiej ekstraklasy jest najskuteczniejszym graczem swojego zespołu w tym sezonie (7 goli w 23 meczach - red.). Bardzo doświadczony jest natomiast obrońca francuskiego drugoligowca FC Tours Fousseyni Diawara. Podobnie jak Keita był również w moim zespole, kiedy w 2002 roku zajęliśmy czwarte miejsce w Pucharze Narodów Afryki. Liczę, że na najbliższym turnieju z dobrej strony pokaże się napastnik Girondins Bordeaux Cheick Diabate.

Jak ocenie pan szanse swojego zespołu w rywalizacji w grupie D z Wybrzeżem Kości Słoniowej, Kamerunem i Gwineą?

- Nie ma wątpliwości, że trafiliśmy na bardzo trudnych rywali. WKS i Kamerun wiodą prym wśród drużyn afrykańskich. Można powiedzieć, że to potentaci futbolu na tym kontynencie. Gwinea natomiast jest wielką niewiadomą i również może być z nią ciężko. Podobnie jak w Europie, w Afryce również wyrównał się poziom gry. Nie ma już takich kontrastów, bo większość piłkarzy gra w europejskich klubach. Jednak ciekawie rywalizacja zapowiada się także w grupie C, gdzie o awans walczyć będą Ghana, Algieria, Senegal i RPA. Obie te grupy są bardzo silne.

Czy jest szansa, aby Mali podobnie jak w 2002 roku pod pana wodzą zajęło czwarte miejsce w PNA?

- Kiedy byłem na losowaniu grup w Malabo, przedstawiciele wszystkich 16 krajów mówili, że ich celem jest mistrzostwo Afryki. Dla nas to nieco śmieszne, ale ci ludzie mają takie podejście. Już eliminacje pokazały, że każdy wynik jest możliwy. Spory zawód sprawiła przecież Nigeria, która nie zakwalifikowała się i tym samym nie obroni trofeum. Zabraknie także Egiptu, którego piłkarze odgrywali na kontynencie bardzo ważną rolę. Dlatego uważam, że każda z tych 16 drużyn będzie walczyła na całego. Nawet gospodarz - Gwinea Równikowa, nie stoi na straconej pozycji.

- A co do naszej pozycji, to ciężko ją przewidzieć. Przy odrobinie szczęścia stać nas na korzystne wyniki z Kamerunem i WKS. Wiele będzie zależało od odpowiedniego przygotowania do turnieju. W Europie przecież będą trwały ligowe rozgrywki.

A pańska praca zmieniła się w porównaniu do lat 2001/02, kiedy po raz pierwszy prowadził reprezentację Mali?

- Bardzo dużo się zmieniło. Przecież taki Keita miał wówczas 21 lat i był dopiero na początku kariery. Powołałem go jako gracza Lens, które wówczas awansowało do ekstraklasy. Teraz piłkarze są bardzo doświadczeni i odpowiednio wyszkoleni. Mi pozostaje ich odpowiednio poustawiać, aby stworzyć drużynę. Dużo ich obserwuję i moim zadaniem jest dokonanie odpowiedniego wyboru. Zawodnicy przechodzą przecież różne momenty w swojej karierze.

Nie ma pan z nimi kłopotów wychowawczych?

- Żadnych, mam do czynienia z zawodowcami grającymi w większości w Europie. Wiedzą na czym polega ich praca i w jakim celu przyjeżdża się na zgrupowanie reprezentacji. To tak samo jak z Brazylijczykami, którzy w większości występują daleko od swojego kraju, a w meczach reprezentacji ich podejście się nie zmienia.

Zetknął się pan z wirusem Ebola, który przede wszystkim w Afryce pochłonął wiele ofiar?

- Nie odczuwam zagrożenia tą chorobą. Oczywiście ważne jest przestrzeganie zasad higieny. Przede wszystkim trzeba często myć ręce. Kiedy przebywam w Mali, nie witamy się przez podanie ręki. W tym kraju zmarły trzy osoby zarażone wirusem. Pewien mężczyzna przywiózł z Gabonu swojego krewnego, który już był zarażony. Od nich zaraziła się przyjaciółka jednego z mężczyzn. Te trzy osoby zmarły, ale reakcja władz była natychmiastowa. Wszyscy, którzy mieli jakikolwiek kontakt z tą trójką, zostali poddani kwarantannie. Od tamtej pory nic się nie wydarzyło. Nie znam szczegółów, ale słyszałem, że kraje najbardziej zagrożone epidemią, jak Gwinea, Sierra Leone, Gabon i Liberia, najgorszy okres mają już za sobą. Jednak cały czas trzeba być ostrożnym.

Rozmawiał Marcin Cholewiński

Dowiedz się więcej na temat: Henryk Kasperczak | Mali | Puchar Narodów Afryki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama