Hit na Highbury dla ManU!

We wtorkowy wieczór oczy kibiców piłkarskich w Anglii i Europy skierowane były na Londyn. W szlagierowym spotkaniu 25. kolejki Premiership Arsenal podejmował na Highbury Manchester United i to goście okazali się lepsi, pokonując obrońców mistrzowskiego tytułu 4:2.

Spotkania między tymi drużynami zawsze wzbudzały wiele emocji. Wystarczy przypomnieć jesienny mecz na Old Trafford, kiedy to "Czerwone Diabły" przerwały wspaniałą serię 49 spotkań bez porażki Arsenalu, wygrywając 2:0. W tamtym pojedynku wiele było kontrowersyjnych sytuacji, o których głośno było jeszcze kilka tygodni później.

Reklama

Dla obu zespołów środowa konfrontacja miała ogromne znaczenie. Arsenal tracił do prowadzącej Chelsea Londyn 9 punktów, a Manchester United 10 "oczek". Remis nie urządzał nikogo. Zwycięzca zachowywał jeszcze szansę na rywalizowanie z "The Blues" o mistrzowską koronę.

Piłkarze uraczyli tysiące widzów na stadionie Arsenalu w północnym Londynie i miliony przed telewizorami wspaniałym spektaklem.

Od pierwszych minut spotkanie toczyło się w szybkim tempie. Jak to zazwyczaj bywa w konfrontacjach między tymi drużynami, nie brakowało gorących momentów, niekoniecznie piłkarskich.

Z większym animuszem rozpoczęli podopieczni Arsene'a Wengera, którzy już w 8. minucie sprawili ogromną radość swoim kibicom. Thierry Henry dośrodkował z rzutu rożnego. Patrick Vieira bez trudu wygrał pojedynek główkowy z dużo niższym Gabrielem Heinze i z kilku metrów skierował piłkę do siatki MU.

Euforia fanów na Highbury trwała tylko dziesięć minut. Na połowie Arsenalu futbolówkę przejął Paul Scholes, który posłał długą piłkę do Wayne'a Rooneya. Młody napastnik "Czerwonych Diabłów" odegrał piłkę na środek do nadbiegającego Ryana Giggsa. Walijczyk "kropnął" z pierwszej piłki z 16 metrów. Piłka odbiła się jeszcze od któregoś z obrońców gospodarzy i obok zaskoczonego Manuela Almunii wpadła do siatki.

W 22. minucie Robert Pires padł w polu karnym po interwencji Mikaela Silvestre'a, ale gwizdek sędziego Grahama Polla milczał. Powtórki telewizyjne wykazały, że rzut karny należał się "Kanonierom".

Co się odwlecze... W 36. minucie było jednak 2:1 dla obrońców mistrzowskiego tytułu. Henry idealnie podał na prawą stronę pola karnego do Dennisa Bergkampa, który z ostrego kąta trafił do siatki gości. Nie bez winy był w tej sytuacji Roy Carroll. Bramkarz "Czerwonych Diabłów" przepuścił strzał Holendra między nogami.

Kilka minut później znów mógł być remis, gdyby Rooney wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem "Kanonierów". Almunia wyczuł intencję napastnika MU i obronił jego uderzenie nogami.

Przerwa lepiej wpłynęła na graczy Wengera, którzy od początku drugiej połowy ruszyli do zdecydowanych ataków. Carrolla próbował dwukrotnie zaskoczyć Henry, Sol Campbell, a nawet niewiele brakowało, żeby po akcji prawym skrzydłem do własnej bramki trafił Heinze. Wydawało się, że trzecia bramka dla Arsenalu wisi w powietrzu. Tymczasem wspaniałą akcję przeprowadzili goście. Rooney podał na środek boiska do Giggsa, który dokładnie zagrał na lewą stronę do Cristiano Ronaldo. Portugalczyk "pociągnął" kilka metrów z strzałem w długi róg pokonał bramkarza Arsenalu. Uskrzydleni zdobyciem wyrównującej bramki piłkarze z Old Trafford poszli za ciosem. W 57. minucie słupek uratował Arsenal. Rooney wspaniale strzelił z rzutu wolnego z okolic prawego narożnika pola karnego.

Do szczęścia zabrakło bardzo niewiele. Kilkadziesiąt sekund później już nic nie uratowało "Kanonierów". Kapitalny rajd prawym skrzydłem Giggsa. Almunia daleko od bramki próbował powstrzymać szarżującego prawym skrzydłem Giggsa. Walijczyk bez trudu minął bramkarza Arsenalu i zacentrował wzdłuż końcowej linii. Zamykający akcję Ronaldo z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.

Dwadzieścia minut przed końcowym gwizdkiem doszło do zdarzenia, które zaważyło na dalszym przebiegu spotkania. W roli głównej, ale w negatywnym znaczeniu, wystąpił Silvestre. Najpierw Francuz pchnął w polu karnym Bergkampa, a następnie potraktował "z byka" Fredrika Ljungberga. Wprawdzie Szwed sprowokował Silvestre'a, ale to nie usprawiedliwia jego bezmyślnego zachowania. Graham Poll bez wahania pokazał czerwoną kartkę Francuzowi.

Na szczęście dla Silvestre'a jego koledzy, grając w osłabieniu wytrzymali napór "Kanonierów" i - co więcej - dobili gospodarzy strzelając im czwartego gola na minutę przed upływem regulaminowego czasu gry. Kropkę nad "i" postawił John O'Shea.

Arsenal Londyn - Manchester United 2:4 (2:1)

Bramki: Vieira (8), Bergkamp (36) dla Arsenalu; Giggs (18), Ronaldo (54, 58), O'Shea (89) dla Manchesteru United

Żółte kartki: Arsenal - Pires; MU - Heinze, Giggs, Rooney, Ronaldo

Czerwona kartka: Silvestre (69)

Arsenal: Almunia - Lauren (83 - Fabregas), Campbell (79 - Hoyte), Cygan, Cole - Ljungberg, Flamini (70 - Reyes), Vieira, Pires - Bergkamp, Henry

Man Utd: Carroll,G. Neville, Ferdinand, Silvestre, Heinze - Fletcher (61 - O'Shea), Keane, Scholes, Ronaldo (70 - Brown) - Rooney, Giggs (77 - Saha)

Zobacz WYNIKI i ZDOBYWCÓW goli w 25. kolejce

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje