Holandia wraca na ścieżkę wytyczoną przez Rinusa Michelsa

We wtorek Ronald Koeman został nowym trenerem piłkarskiej reprezentacji Holandii. To członek znakomitego kwartetu Van Basten-Gullit-Rijkaard-Koeman, który w 1988 roku po wodzą legendarnego trenera Rinusa Michelsa zdobył mistrzostwo Europy. Teraz jest trzecim z tej czwórki piłkarzy, który dostał zadanie wprowadzenia zespołu na Euro.

Rinus Michels jest ojcem sukcesów Oranje. To on wprowadził piłkarzy z kraju tulipanów na salony, gdy w 1974 roku zagrali w finale mistrzostw świata, a z kolejnym pokoleniem zawodników zdobył mistrzostwo Europy (w 1988 roku). Trzon zwycięskiej ekipy stanowili: środkowy obrońca Koeman, środkowi pomocnicy Frank Rijkaard i Ruud Gullit oraz napastnik Marco Van Basten. Wszyscy oni jako niekwestionowane gwiazdy swoich zespołów wygrywali Ligę Mistrzów (Koeman z FC Barcelona, pozostali z Milanem), a po zakończeniu kariery piłkarskiej rozpoczęli trenerską.

Reklama

Koeman jako trzeci zasiądzie za sterami narodowej drużyny. Pierwszy sił próbował Rijkaard, który dostał za zadanie zwyciężyć w rozgrywanym na boiskach Belgii i Holandii Euro 2000. Choć tytułu nie zdobył jako młody trener pokazał się z bardzo dobrej strony. Jego podopieczni grali niezwykle efektownie (m.in. w ćwierćfinale rozbili 6-1 Jugosławię), ale z turnieju odpadli w półfinale. Przegrali z Włochami niezwykle pechowo po karnych, a w regulaminowym czasie gry nie sięgnęli po zwycięstwo mimo dwóch przyznanych im "jedenastek". Rijkaard z kadrą się rozstał, później zabłysnął już tylko raz, ale za to jak! Prowadzona przez niego Barcelona zdobyła dwa tytułu mistrza Hiszpanii w 2005 i 2006 roku, okraszając te triumfy wygraną Ligą Mistrzów również w 2006 roku.

Później reprezentację przejął Van Basten. Pierwsze lata jego przygody z kadrą to marsz od zwycięstwa do zwycięstwa w kwalifikacjach mundialu 2006. Kibice jednak narzekali, że ceniony za niezwykle efektowną grę Marco w prowadzonym zespole stawia na żelazną defensywę. Mimo słabego występu na MŚ w Niemczech, Van Basten pozostał na stanowisku, ale gra jego drużyny w kwalifikacjach Euro 2008 nie zmieniła się ani na jotę. Natomiast sam turniej to już zupełnie inna historia. Oranje trafili do "grupy śmierci", a w niej po fantastycznych występach ograli 3-0 mistrzów świata Włochów i 4-1 wicemistrzów Francuzów. Marsz jego drużyny zatrzymał… rodak Guus Hiddink, który prowadząc Rosję pokonał Holandię w ćwierćfinale. Mimo porażki, kibice z rozrzewnieniem wspominają tamten występ, gdyż kolejny w Polsce i na Ukrainie (2012 rok), nie udał im się wcale. Na poprzednie Euro do Francji nawet nie pojechali.

Zmienić ma to Koeman. Wchodzi do drużyny na zupełnie innym etapie niż jego koledzy z boiska. Oni kadrę przejmowali jako trenerskie żółtodzioby, on ma już solidny bagaż doświadczeń. Zaczął od zdobycia dwóch mistrzostw Holandii z Ajaxem (2002 i 2004 rok), ale później bez sukcesów prowadził Benficę. Wrócił do Holandii gdzie po tytuł sięgnął z PSV (2007 rok), aby później kompletnie nie poradzić sobie w Valencii. Odbudował się w Anglii, gdzie osiągał niezłe wyniki z ekipą Southampton. Zgłosił się po niego Everton, ale tam radził już sobie przeciętnie. W pierwszym sezonie był chwalony za odważny styl gry drużyny i niezłe wyniki, w drugim po fatalnym starcie zespołu stracił pracę.

Pogrążona w wielkim kryzysie Holandia sadza więc za sterami narodowej drużyny wielką gwiazdę z boiska, a zarazem rokującego nadzieję trenera. Bo kto ma wprowadzić drużynę bez wielkich gwiazd na Euro 2020, jeśli nie mistrz kontynentu. Czy nawiąże do wyników kolegów z boiska? Ma do dyspozycji znacznie słabszych piłkarzy, ale jako jedyny w momencie objęcia kadry, może się pochwalić sporym doświadczeniem zdobytym na trenerskiej ławce.

Boro

Dowiedz się więcej na temat: Ronald Koeman | reprezentacja Holandii

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje