Huragan Messi spustoszył Almerię

Trener Sevilli, Gregorio Manzano, po klęsce swojego zespołu 0-5 na Camp Nou w dziewiątej kolejce, przyznał że Real i Barcelona już oznaczyły teren. Po dwunastu rundach wygląda na to, że wielka dwójka na dobre zapaskudziła całe rozgrywki.

Primera Division składa się jednak z również z osiemnastu pozostałych zespołów, wśród których nie brakuje piłkarzy, zasługujących na miejsce w naszym tradycyjnym zestawieniu.

Reklama

Stoperzy Realu Madryt nie tylko niefrasobliwie dopuszczali do sytuacji strzeleckich piłkarzy Athletic Bilbao - niekiedy ich wręcz wspaniałomyślnie zapraszali w pole karne, uprzejmie zachęcając do oddawania strzałów. Wynik meczu "Królewskich" również dlatego niezbyt precyzyjnie odzwierciedlał dramaturgię meczu, ponieważ Iker Casillas to ciągle bramkarz reagujący błyskawicznie i skutecznie.

Nabiegał się Carlos Martinez w elektryzującym starciu Realu Sociedad z Atletico Madryt. Obrońca Sociedad interweniował i na prawej flance, i w polu karnym, pomagając stoperom zatrzymać szarże "Los Colchoneros". Poza tym, jak zwykle pożyteczny w ofensywie, dzielnie towarzyszył Xabiemu Prieto w jego wyprawach na bramkę Davida de Gei.

Jordi Amat, 18-letni diament szkółki Espanyolu Barcelona i podpora najmłodszej defensywy w całej Primera Division, znowu perfekcyjnie zastępował starszego o trzy lata Victora Ruiza. Największe gwiazdy Herculesu Alicante - Nelson Valdez i David Trezeguet - nie poradziły sobie z nieustępliwym młodzieńcem. Kapitan Realu Mallorca, Jose Nunes, perfekcyjnie odczytywał intencje napastników Sevilli. 33-letni Portugalczyk wygrywał pojedynki główkowe, przecinał podania, odbierał piłki i natychmiast ruszał naprzód, rozpoczynając piekielnie niebezpieczne kontrataki "Los Bermellones".

Dryblingi i strzały Joana Capdevili, momentami najbardziej wysuniętego piłkarza Villarrealu, częściej wizytującego pole karne Valencii niż broniącego dostępu do własnej bramki, były jednym z przejawów osobliwości derbowego meczu "Los Amarillos" z Valencią. W drugiej połowie lewy obrońca Villarrealu źle ustawił nogę i ze zwichniętą kostką musiał pożegnać się El Madrigal.

W tym brudnym, pełnym złośliwej walki, chaotycznej bieganiny i narwanej gry meczu, jednym z nielicznych rycerzy światłości, roztaczającym wokół siebie aurę spokoju, porządku, precyzji i opanowania, był Bruno Soriano. Środkowy pomocnik "Żółtej Łodzi Podwodnej", poza masą przechwytów i odbiorów, precyzyjnym dośrodkowaniem wypracował bramkę Giuseppe Rossiemu.

Doniesienia prasowe o zainteresowaniu wielu klubów jego usługami podziałały mobilizująco na Daniego Parejo. Pomocnik Getafe rozpoczynał ataki z głębi pola, rozprowadzał piłki albo w indywidualnych rajdach docierał pod samą "szesnastkę" Saragossy.

Synoptycy chcieliby mieć tak oczywiste wskazówki dotyczące nadchodzącej nawałnicy, jakie mają kibice piłkarscy na widok Leo Messiego: Argentyńczyk na boisku nieodmiennie zwiastuje huragan. Tym razem spustoszył Almerię. Sergio Aguero męczył się w pierwszej połowie jak całe Atletico, niezdarnie dobierające się do grającego radosny, ale i poukładany futbol Realu Sociedad. Jednak w drugiej połowie zięć Diego Maradony miał swój kwadrans. Asystował Diego Forlanowi, a potem sam dwa razy trafił do siatki.

W skompletowaniu hat-tricka nieco pomogli Cristiano Ronaldo Gorka Iraizoz - zadziwiająco często kuriozalnie interweniujący w ostatnich kolejkach bramkarz Bilbao wrzucił sobie piłkę do siatki po rzucie wolnym wykonywanym przez Portugalczyka - oraz Esteban Granero, po faulu na którym odgwizdano rzut karny, pewnie wykorzystany przez CR7. Ronaldo mógł strzelić i czwartą bramkę, gdyby po minięciu bramkarza nie próbował wymusić jedenastki, ale trudno zanegować, że miał decydujący wpływ na okazałe zwycięstwo "Królewskich".

Felipe Caicedo, napastnik Levante znany dotąd z raczej fatalnej skuteczności i dziesiątek strzałów nad poprzeczką, dwa razy uciekł obrońcom Racingu, minął wyciągającego się na murawie bramkarza i wpakował piłkę do siatki.

Jedenastka kolejki: Casillas (Real Madryt) - Martinez (Real Sociedad), Amat (Espanyol), Nunes (Mallorca), Capdevila (Villarreal) - Bruno (Villarreal), Parejo (Getafe) - Messi (Barcelona), Aguero (Atletico), Ronaldo (Real Madryt) - Caicedo (Levante)

Ławka rezerwowych: Aranzubia (Deportivo), Ricardo Costa (Valencia), de Guzman (Mallorca), Reyes (Atletico), Fernando Llorente (Bilbao), Webo (Mallorca), Bojan (Barcelona)

Danielowi Aranzubii w zachowaniu czystego konta pomogli niemiłosiernie pudłujący piłkarze Malagi, jednak gdy udało im się już wstrzelić w światło bramki, swoją klasę prezentował bramkarz "Superdepor". Brak wielu sytuacji strzeleckich Giuseppe Rossiego i Nilmara to w dużym stopniu zasługa Ricardo Costy, bezbłędnego, twardego stopera Valencii. Jonathan de Guzman prawdopodobnie przeszedł po każdej kępie murawy na Estadio Sanchez Pizujan, nie spuszczając piłki z oka. Waleczny i błyskotliwy Holender aktywnie uczestniczył w każdej akcji Mallorki. Jose Antonio Reyes wywalczył rzut karny, a swoimi dryblingami, prostopadłymi podaniami oraz kilkudziesięciometrowymi, dokładnymi przerzutami siał popłoch w szeregach defensywy Realu Sociedad.

Bojan Krkic na boisku zameldował się w drugiej połowie i skwapliwie wykorzystał apatię defensywy Almerii, upokorzonej już do przerwy. 20-letni Hiszpan strzelił dwie bramki rozbudzając u kibiców Barcelony nadzieję, że na dobre przypomniał sobie jak zdobywać gole. Dwie minuty po wyrównującej bramce Sevilli, Pierre Webo wyprowadził Mallorkę na prowadzenie silnym strzałem głową. Kameruńczyk popisał się też podaniem kolejki, piętką otwierając Pereirze drogę do bramki. Rewelacyjny i brutalnie regularny Fernando Llorente strzelił gola Casillasowi, a obronę "Królewskich" ewidentnie zaskakiwał swoim dryblingiem, zwrotnością oraz panowaniem nad piłką.

Okolicznościowe nagrody i specjalne wyróżnienia:

Cytat kolejki - Manuel Llorente. Prezydent Valencii nie przebierał w słowach podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy klubu. "Valencia nie jest Alicją w krainie czarów. Jeżeli ogłoszenie zgromadzenia wierzycieli będzie konieczne, zrobimy to bez mrugnięcia oka" - rzucił Llorente, sugerując, że Valencię może czekać los podobny do Mallorki, wyrzuconej z pucharów z powodu ograniczenia autonomii zarządu na rzecz komisji złożonej z przedstawicieli wierzycieli.

Złoty joystick - Giuseppe Rossi. Tym razem ofiarą bramkostrzelnego Włocha padli Jozy Altidore (w jedną z komputerowych symulacji piłki nożnej, o czym Rossi nie omieszkał poinformować na Twitterze) oraz bramkarz Valencii Miguel Moya - w mecz na El Madrigal. Następnymi rywalami Rossiego będą Marcos Senna oraz Real Saragossa. Aragończycy zagrają na własnym boisku, Senna na własnej konsoli.

Nagroda im. Edwarda Lorenza - Unai Emery. Tylko geniusz potrafi zapanować nad chaosem, a trener Valencii właśnie chaos zaprzągł do własnej taktyki, zmuszając Villarreal do niewygodnej, spontanicznej gry. Choć Emery wystawił pięciu defensorów, wcale nie myślał o parkowaniu autobusu we własnym polu karnym. To był raczej wyrafinowany system zasiek, pól minowych i wilczych dołów, ustawionych na całym boisku.

Hańba kolejki - Manuel Pellegrini. Strata jednej bramki w meczu z Deportivo nikomu chluby nie przynosi, a porażka 0-3 to już totalne upokorzenie. "Inżynier" przejechał się na zaufaniu do nastolatków. Nieprzygotowani taktycznie piłkarze biegali po dwóch do jednej piłki i nie byli w stanie dobrać się do bramki Daniela Aranzubii.

Pomnik trwalszy niż ze spiżu, nagroda im. Horacego - Pablo Alvarez. Piłkarze Deportivo bramki strzelają głównie ze stałych fragmentów gry. Indywidualnych akcji z minięciem dwóch rywali, zakończonych pewnym trafieniem obok bramkarza, stali bywalcy El Riazor nie widywali od wieków. Gola Alvareza zapamiętają na całe życie.

Złote ego, nagroda im. Zlatana Ibrahimovicia - David Villa. Gra w Barcelonie to jak na razie niezła lekcja pokory również dla Davida Villi. W spotkaniu z Almerią "El Guaje" przechodził kolejny egzamin - wygrana 8-0 bez własnego nazwiska na liście strzelców to dla snajpera, sprowadzonego za 40 mln euro, sytuacja ekstremalna. Villa powinien eksplodować z zazdrości, wstydu i zażenowania. Albo skopać kogoś po plecach na treningu.

Nagroda im. Uranosa - Gregorio Manzano. Historia płata okrutne figle. To z Sevillą w ostatnim sezonie do upadłego walczył o miejsce w Lidze Mistrzów Gregorio Manzano, wieloletni trener i ojciec zadziwiających sukcesów Realu Mallorca. W niedzielę, już jako szkoleniowiec Sevilli, Manzano musiał na własnym boisku uznać wyższość swojego byłego zespołu.

Łukasz Kwiatek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje