Jak Legia rządziła w Płocku...

Sobotni mecz o mistrzostwo pierwszej ligi Wisły Płock z Legią Warszawa był wielkim świętem piłkarskim w Płocku.

Niestety skompromitowali się płoccy działacze, którzy zakpili sobie z płockich kibiców. Żeby nie było niejasności i niedomówień postaramy się uzmysłowić włodarzom klubu, gdzie popełnili błędy.

Reklama

Na żadnym stadionie w Polsce spiker drużyny przeciwnej nie zachęca przyjezdnych szalikowców do dopingu. Niestety, w Płocku tak się stało i był to policzek wymierzony w miejscowych kibiców. Zdanie to podzielali rozmówcy, którzy uznali ten "gest" płockich działaczy jako skandal. Dziennikarz Polskiego Radia krótko skomentował ten incydent -To już lekkie przegięcie, które pokazało, że jesteśmy zaściankiem.

Zapytani o sens oddania mikrofonu panu Hadajowi przed meczem odpowiedzieli: Marek Janicki przewodniczący rady nadzorczej SSA - Człowieku, o co ci chodzi? Legia kupiła 2,5 tysiąca biletów. Żeby nie było zadym, wykonaliśmy ten ruch ze spikerem.

- Widzę, że kolega jasno wytłumaczył ci wszystko (śmiech) - powiedział jeden ze współtwórców słynnego przed laty magazynu kibica. - Na prośbę policji daliśmy dojść do głosu Hadajowi - powiedział prezes Krzysztof Dmoszyński

Przepisy PZPN mówią o określonej liczbie miejsc dla kibiców drużyny przyjezdnej. Na meczu Wisła - Legia było 2,5 tysiąca kibiców z Warszawy. Ilu funkcjonariuszy policji musiało zabezpieczać tak liczną grupę przyjezdnych fanów? Ile lokali (stacje benzynowe) zostało zdemolowanych przed i po meczu? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy być może w policyjnych statystykach.

Apel spikera, żeby miejscowi kibice siedzący na słynnej "Petce" zrobili miejsce dla wciąż przybywających gości ze stolicy, wywołały gwizdy na widowni. Ciekawe, jakby zareagowali na takie słowa kibice siedzący na warszawskiej "Żylecie"?

Zrobienie z boiska treningowego numer 2 parkingu dla samochodów gości ze stolicy wydaje się kolejnym nonsensem. Tłumaczenia, że boisko będzie poddane renowacji nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Podobnie można zasiać na nim zboże, by jeszcze przed renowacją skosić i wypiec dorodny bochen chleba.

Po meczu, ludzie schodzący z loży VIP, przy wyjściu z budynku klubowego zostali zaatakowani przez dwudziestoosobową grupę kibiców Legii. - Ludzie chodu Legia idzie - rozległy się głosy przestraszonych uczestników tych zajść.

Tadeusz Roczniak i Krzysztof Pędzierski przekonali się na własnej skórze o brutalności napastników. Panika spowodowała, iż przez chwilę powiało grozą. Żony piłkarzy z małymi dziećmi, w obawie o swoje pociechy, schroniły się w sekretariacie klubowym. Znany obserwator piłkarski, który skrzętnie rysował w swoim zeszycie szkic odpalania rac świetlnych w sektorze płockich kibiców, głośno krzyknął - Czy ktoś ma telefon do szefa policji. Kibice Legii wdzierają się do budynku.

W kawiarence klubowej doszło do słownej utarczki kilku jegomości, której słowa nie nadają się do druku. Gdzie w tym czasie była ochrona, która miała zapewnić dziennikarzom wykonywanie swoich obowiązków służbowych, a kibicom bezpieczne opuszczenie stadionu?

Czy wydarzenia po meczu Wisła Płock - Legia Warszawa, opisane zaledwie szczątkowo, można nazwać czepianiem się. Swoje zdanie na ten temat wyrazili dosadnie kibice na meczu piłki ręcznej w PZP okrzykiem - Chcemy Hadaja, Dmoszyński, chcemy Hadaja. Przykre, ale prawdziwe.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | Płock | kibice | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje