"Kibice Razem" - sześć ośrodków w projekcie

Polacy, którzy odpalili race na Wembley, zostali ujęci przez policję, a następnie udzielono im pouczenia i wypuszczono na wolność. W Polsce za taki czyn dostaliby zakazy stadionowe. Dlaczego demonizujemy race?

Policja i ministerstwo sportu próbują zawiązać dialog ze środowiskami kibiców. Stworzono nawet projekt "Kibice Razem", już sześć ośrodków piłkarskich w Polsce uczestniczy w nim. Projekt "Kibice Razem" powstał przed czterema laty, podczas przygotowań do turnieju finałowego Euro 2012. Inicjatywa miała na celu stworzenie platformy współpracy z lokalnymi środowiskami kibiców.

"Wszystko zaczęło się od Euro 2012. Rozpoczęliśmy budowę domu od dachu. Na dużych imprezach piłkarskich projekty kibicowskie mają swoje dwa tygodnie święta, natomiast za tym kryje się codzienna praca. My zaczęliśmy od święta, a do tej żmudnej, codziennej pracy przechodzimy teraz. Cieszę się, że istnieje już sześć takich ośrodków kibicowskich w Polsce i mamy perspektywę na dalsze" - wspomina początki akcji Dariusz Łapiński, socjolog, koordynator projektu "Kibice Razem" w PZPN.

Reklama

W okresie poprzedzającym mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie projekt był wdrażany w czterech miastach: Warszawie, Gdańsku, Gdyni i Wrocławiu. Utworzono tam lokalne ośrodki będące miejscami spotkań kibiców, a ich koordynatorzy działali jako pośrednicy pomiędzy fanami a klubami piłkarskimi, władzami miast czy organizacjami pozarządowymi.

W 2013 roku centralną koordynację projektu ministerstwo sportu przekazało do Polskiego Związku Piłki Nożnej. Od tego czasu w projekt "weszły" dwa kolejne ośrodki - Legnica i Tychy. Myślą przewodnią pomysłodawców było włączenie zorganizowanych grup fanów w działania na rzecz środowiska, a co za tym idzie poprawa bezpieczeństwa na stadionach i podniesienie kultury kibicowania.

Zdaniem Łapińskiego w dłuższej perspektywie realizacja projektu znacząco wpłynie na bezpieczeństwo na obiektach piłkarskich. Powstają bowiem nowe "elity" środowiska, pojawiają się liderzy innego typu, którzy udzielają się w działaniach społecznych, a nie tych stwarzających potencjalne niebezpieczeństwo.

Zajmujący się od lat problemami kibicowania działacz odniósł się także do drażliwej w Polsce sprawy tzw. pirotechniki, czyli używania podczas meczów rac czy petard. W opinii dra Łapińskiego jest to problem sztucznie wyolbrzymiany, a drakońskie kary grożące za użycie takich środków mogą powodować wręcz odwrotnie skutki. Kibice usiłują bowiem odpalać race w ukryciu, często pod tzw. sektorówką, co wywołuje groźne dla zdrowia zadymienie i grozi pożarem.

Na jednym z meczów ligi niemieckiej w Brunszwiku pirotechnika była odpalana przez 70 minut niemal bez przerwy i nie było informacji o ewentualnych poszkodowanych.

"Polacy, którzy odpalili race na Wembley, zostali ujęci przez policję, a następnie udzielono im pouczenia i wypuszczono na wolność" - przypomina, przyznając, że w większości krajów europejskich jest to zakazane, choć nie uważa się tych incydentów za wyjątkowe zagrożenia dla bezpieczeństwa.

Łapiński nie ukrywa, że nadal istnieją grupy fanów, którzy są mało zainteresowani projektem, a nawet samą rywalizacją sportową na boisku.

"W tej chwili mecz nie jest dla nikogo okazją do wywołania burdy, bo tego typu sytuacje praktycznie na stadionach się nie zdarzają. Ta rywalizacja +siłowa+ pomiędzy kibicami nie odbywa się na stadionach, lecz w zupełnie innych dniach tygodnia, w zupełnie innych miejscach" - wyjaśnił.

"Wiem, że są środowiska niezainteresowane naszą ofertą, ale to normalne. Wiem też jednak, że praktycznie przy wszystkich klubach, z jakimi rozmawiałem, są grupy bardzo tym zainteresowane. Gdyby znalazły się środki finansowe, to kilkanaście poważnych grup fanów gotowe są stworzyć u siebie ośrodki +Kibice Razem+" - podkreślił Łapiński. 

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje