Kiedy strzela Khedira...

15 goli zdobyli w czterech ostatnich meczach piłkarze Realu Madryt, a Cristiano Ronaldo w tym czasie zaledwie jednego. Tyle samo, co Sami Khedira.

Kiedy z krwawiącym okiem po zderzeniu z Pepe Niemiec Khedira schodził do szatni, 80 tys ludzi na Santiago Bernabeu wstało z miejsc. Na ich oczach dokonała się rehabilitacja pomocnika, który według słów Jose Mourinho odpowiadał za jedyną porażkę Realu w tym sezonie. Przed miesiącem Khedira opuszczał boisko jak zbity pies po czerwonej kartce w ligowym meczu z Levante, we wtorek w pojedynku z Lyonem mógł czuć się jak bohater. W drugim sezonie gry zdobył swojego pierwszego gola dla królewskiej drużyny.

Reklama

A jeśli strzela nawet Khedira, to znaczy, że w Madrycie sprawy mają się jak najlepiej. Real pobił 4-0 Lyon, który jeszcze pół roku temu był jego prześladowcą. Po zaledwie trzech kolejkach Champions League "Królewscy" mają aż pięć punktów przewagi nad Francuzami i Ajaksem. Drużyna gra, jak jeszcze nigdy pod wodzą Jose Mourinho. We wtorek była przy piłce przez 63 procent czasu, zaliczając aż 631 celnych podań. Xabi Alonso wyszedł z szatni podskakując z radości. Dotąd zespół słynął z błyskawicznych kontr, którymi niszczył rywali, teraz zaczyna grać kombinacyjnie.

Najdoskonalszą miarą zmian, jakie dokonują się w Realu jest to, co dzieje się z Cristiano Ronaldo. Nie zdobył ani jednego z ostatnich 14 goli drużyny, zaliczając w tym czasie kilka błyskotliwych asyst. Fani z Bernabeu nie muszą już oglądać zdesperowanego faceta oddającego strzały rozpaczy z 40 metrów, widzą dojrzałego gracza mającego świadomość klasy swoich partnerów. Bramki dla Realu zdobywają teraz wszyscy, w tym sezonie na liście strzelców widnieje już 12 nazwisk.

"Taki Ronaldo bardzo mi się podoba. Solidarny i inteligentny" - słowa Jose Mourinho są najbardziej wyszukanym komplementem, jakim mógł obdarować swojego ulubieńca. Do feralnego meczu z Levante, a potem jeszcze remisu z Racingiem w Santander hiszpańska prasa żywiła się pogłoskami o podziale w zespole. Z jednej strony portugalscy gracze, których agentem jest Jorge Mendes, z drugiej ignorowana przez Mourinho reszta. Rozmowy były ponoć ostre, ale tego drużynie było trzeba. Wtorkowa rehabilitacja Khediry symbolizuje w najlepszym stopniu powrót jedności.

Najważniejszym wspólnym celem jest oczywiście doścignięcie Barcelony. Środowy mecz z Viktorią Pilzno jest jeszcze jedną okazją dla Leo Messiego, by powtórzyć, iż jego rywalizacja z Ronaldo żyje wyłącznie w głowach dziennikarzy. Argentyńczyk zapewnia, że ani nie śledzi tego, co robi Portugalczyk, ani się z nim nie porównuje. Gra dla siebie i drużyny.

Barcelona mierzy się dziś z "Kopciuszkiem" z miasta piwa i skody. Dla władz Pilzna wizyta ich drużyny w Katalonii jest znakomitą okazją do promocji. Tak jak do Mediolanu, tak i do Barcelony burmistrz przywiózł piwo w prezencie dla sławnych rywali. Ma się czym pochwalić. Sponsor zespołu wydał limitowaną serię upamiętniającą stulecie klubu i ostatni tytuł mistrzowski.

Jakie są plany najlepszej czeskiej drużyny na środowy wieczór? Mają zamiar grać odważnie, bo taki jest ich styl, z którego są dumni. To zapowiada sporo goli, zwłaszcza, że Pep Guardiola ma wystawić najmocniejszy skład, podkreślając, iż o lekceważeniu Czechów nie ma mowy. Daniel Kolar nie chce koszulki Messiego. "O tym marzą wszyscy, mnie wystarczy koszulka Davida Villi" - powiedział. Wcześniej przez 90 minut chce napsuć krwi Katalończykom. Tylko czy jest to realne? Barcelona musi wygrać oba mecze z Czechami, by w 5. kolejce, na San Siro stoczyć z Milanem bój o pierwsze miejsce w grupie.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje