Kiedy wszystko przemawia za Barceloną

Drogę od rywalizacji do wojny przeszły w kwietniu Barca i Real. Dziś ostatnie z czterech Gran Derbi, w którym gra idzie nie tylko o finał LM, ale i honor.

W historii Ligi Mistrzów nie było drużyny, która awansowałaby do następnej rundy po porażce u siebie 0-2. Taka misja czeka dziś Real Madryt. Jest ona jeszcze tym trudniejsza, że mecz rozegrany zostanie na Camp Nou, gdzie "Królewscy" wygrali ostatni raz w listopadzie 2007 roku (1-0 po golu Julio Baptisty). Nawet powtórka tamtego zwycięstwa, nie wystarczy jednak Realowi do awansu.

Reklama

Gdyby szukać przypadku, w którym zespół Pepa Guardioli stracił trzy gole na swoim boisku, wystarczy się cofnąć o dwa lata. 10 maja 2009 roku ligowy mecz z Villarreal zakończył się remisem 3-3. A więc także wynikiem, który nie dałby dziś "Królewskim" nic więcej poza godnym pożegnaniem z Ligą Mistrzów.

W futbolu czas płynie szybko. Zaledwie sześć dni temu, przed pierwszym pojedynkiem półfinału na Santiago Bernabeu, psychologiczną przewagę miał Real. To on wygrał finał Pucharu Króla pokonując Barceloną pierwszy raz od sześciu spotkań. Guardiola walczył z plagą urazów (szczególnie w defensywie), Jose Mourinho mógł wystawić, kogo chciał. Dziś jest zupełnie przeciwnie. Trener Barcy włączył do składu nawet Erica Abidala, który przeszedł niedawno operację nowotworu wątroby, co sprawia, że jest w stanie posłać na Camp Nou skład galowy: Valdes: Alves, Pique, Puyol, Abidal - Xavi, Iniesta, Busquets - Villa, Messi, Pedro. Zapewne tego jednak nie zrobi, Francuz jest w stanie wystąpić przez kilka minut, obrona Barcy będzie więc wyglądała jak na Bernabeu: Alves, Pique, Mascherano, Puyol.

Tymczasem Mourinho, który za karę usiądzie na trybunach Camp Nou, dostał nawet zakaz rozmowy przez telefon. Zdyskwalifikowani są dwaj kluczowi piłkarze Realu Sergio RamosPepe. A przecież nawet z nimi w składzie podczas ostatniej wizyty na Camp Nou w listopadzie Real poległ 0-5. Trudno dziś znaleźć choćby jeden racjonalny argument przemawiający za "Królewskimi".

Są jednak argumenty irracjonalne, odwołujące się do historii klubu z Bernabeu i etosu zwycięzców. "Duch Juanito" legendarnego napastnika z numerem 7, który w 1992 roku zginął w wypadku samochodowym i, który liderował drużynie w wielu niewiarygodnych meczach, wciąż unosi się ponoć nad Santiago Bernabeu. Tyle, że te niezwykłe przypadki odwracania biegu wydarzeń w rywalizacji europejskiej w latach 70. i 80.: jak zwycięstwo z Anderlechtem 6-1 po porażce 0-3 w pierwszym meczu, lub wysokie triumfy nad Borussią (po przegranej 1-5), czy Interem (po 1-3 na San Siro), zdarzały się w Madrycie. Dziś trzeba zwyciężyć na wyjeździe, z jedną z najlepszych drużyn w historii.

Numer 7 po Juanito, Emilio ButraguenoRaulu Gonzalezie odziedziczył Cristiano Ronaldo. Dotąd w meczach z Barceloną najdroższy piłkarz świata błysnął zaledwie raz - zdobywając zwycięską bramkę w finale Pucharu Króla. Jeśli nie dokona na Camp Nou czegoś nadzwyczajnego, Real wróci do Madrytu na tarczy.

Ronaldo wydaje się być na to skazany. Po pierwszym meczu na Bernabeu, kipiał z wściekłości, że Jose Mourinho narzucił drużynie tak defensywne ustawienie. Dziś musi być ono odważniejsze - to jest ten dzień, kiedy drużyna potrzebuje goli Portugalczyka bardziej niż kiedykolwiek. Jedna bramka na Camp Nou może zburzyć spokój faworyta, zafundować "Królewskim" bezcenny zastrzyk wiary w siebie - czyli mieć większe znaczenie niż 30 goli w lidze.

Tylko, czy to nie są wyłącznie pobożne życzenia ludzi, którzy chcieliby przeżyć jeszcze emocje w półfinale Champions League? Może, tak jak w listopadzie, Barca zwycięży lekko łatwo i przyjemnie, a jej wyjazd na Wembley nie zostanie nawet na chwilę zagrożony?

Przez wszystkie hiszpańskie media i te fanatycznie oddane Realowi i te ślepo sprzyjające Barcy przebija dziś wspólna myśl. By, choć raz w tej serii Gran Derbi futbol zwyciężył nad nienawiścią, brutalnością, kłótniami i ciosami poniżej pasa. Dość ich było w trzech kwietniowych spotkaniach obu drużyn. "Niech wygra piłka" - mówi Pep Guardiola, Jose Mourinho nie mówi nic. Jako trener zdyskwalifikowany odmówił udziału w konferencji prasowej. Zapewne nie ma nic przeciwko zwycięstwu futbolu na Camp Nou, byle był to ten futbol, który urodził się w jego głowie.

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim!

INTERIA.PL zaprasza wszystkich fanów Barcy i Realu do śledzenia relacji na żywo!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama