Kuszczak: Decyzje trenera czasem mnie krzywdziły

Wyobrażacie sobie polskiego piłkarza na szczycie Himalajów bądź za kierownicą bolidu? Jak dowiedziała się INTERIA.PL, takie plany do zrealizowania ma właśnie Tomasz Kuszczak. Znając wytrwałość bramkarza Manchesteru United, te cele są na wyciągnięcie ręki.

Nasz rodzynek w klubie mistrza Anglii obecnie ma jednak inne problemy na głowie. Wciąż nie jest jasna jego sytuacja w najlepszej angielskiej drużynie.

Reklama

- Co będzie ze mną? Nie wiem - rozkłada ręce Polak. - Edwin van der Sar posadził mnie na ławkę na bardzo długo. Uważam zresztą, że nie ma na świecie bramkarza, który mógłby go przeskoczyć. Przez ostatnie pięć lat nie byłem w stanie w żaden sposób przeforsować tej jednej osoby - komplementuje kolegę z drużyny 29-letni golkiper.

"Bardzo chcę grać"

- Wiem, że klub planuje zakupić jeszcze jednego bramkarza, co uważam za rzecz normalną. Klub pokroju United musi mieć kilku równorzędnych golkiperów, bo sezon jest naprawdę długi. Okienko transferowe jest otwarte i zobaczymy, co się wydarzy. Trwają już różne spekulacje. Wielokrotnie zarzucano mi, że jestem tak długo w United, ponieważ zarabiam dużo pieniędzy. To jakaś skrajna głupota! Moją ambicją jest gra w piłkę. Starałem się być cierpliwy, jednak siedząc na ławce i grając tak rzadko, trudno jest coś udowodnić. Czy zostanę? Chciałbym bardzo, ale chcę grać - dodaje.

Bramkarz "Czerwonych Diabłów" otwarcie przyznaje, że nie będzie dłużej znosił roli rezerwowego.

- Nie mogę sobie pozwolić na to, by przyszedł młody bramkarz, a ja przez kolejne lata byłbym rezerwowym. Moja sportowa ambicja jest znacznie większa. Sama przynależność do klubu już mi nie wystarcza. Zawsze marzyłem o tym, aby trafić do najlepszego klubu na świecie, choć nie wiedziałem wtedy, że będzie to Manchester United - wyjaśnia zawodnik finalisty tegorocznej Ligi Mistrzów.

- Sir Alex Ferguson zdecyduje, czy zasłużyłem na swoją szansę po pięciu latach i 60 występach w tym klubie. Jeżeli stwierdzi, że nie zasłużyłem, to będę musiał opuścić klub. Prawda jest taka, że to on jest najbardziej utytułowanym szkoleniowcem. Dla mnie i tak zawsze będzie to człowiek wielki, ale przyznaję się, że jego decyzje czasem mnie krzywdziły, a ja musiałem się z nimi pogodzić. Nigdy się na niego nie obrażałem. Wiele razy rozmawiałem z Fergusonem, zgłaszałem mu swoją dyspozycyjność. W pewnym momencie stwierdził, że widzi mnie częściej niż swoją żonę. U niego drzwi naprawdę zawsze są otwarte, można podyskutować z nim na różne tematy. Zawsze pomagał swoim piłkarzom - charakteryzuje swojego przełożonego Polak.

Siłą jest kolektyw

Etatowy zmiennik Edwina van der Sara zdradza również inne kulisy z szatni drużyny z Old Trafford.

- Atmosfera w naszym zespole jest fantastyczna. Wynika to z tego, że w tym klubie nie dochodzi do żadnych rewolucji kadrowych. Gdy przychodzi do nas jeden lub dwóch nowych zawodników, zostają szybko wkomponowywani do zespołu. W wewnątrz drużyny nie ma żadnych podziałów, grupek, a wszyscy starają się sobie pomagać. Oczywiście, wiadomo, że jeden na przykład częściej rozmawia z tym, a drugi z tamtym, ale siłą Manchesteru jest kolektyw. Ja na przykład próbuję czasem porozmawiać z Dimitarem Berbatovem, ale on tego nie lubi. "Berba" jest po prostu osobą cichą i taka jest prawda. To nie znaczy, że jest złym człowiekiem, lecz taki ma po prostu charakter. Jesteśmy jedną wielką rodziną podczas tych ciągłych wyjazdów. Przyznam, że więcej czasu spędzam właśnie z nimi niż z rodziną. Tak naprawdę to tylko raz w roku mam okazję, żeby przyjechać do rodziny do Polski. Nic w tym dziwnego, jedziemy przecież na tym samym wózku - powiedział Kuszczak, który w szatni "Czerwonych Diabłów" uchodzi za jednego z największych żartownisiów.

- Na pewno jestem w pierwszej trójce. Podobnie jak Patrice Evra i myślę, że widać to również na boisku po tych jego uśmiechach. Wyluzowany jest też Rio Ferdinand. Zwykło się mówić, że Cristiano Ronaldo będąc naszym zawodnikiem zachowywał się w sposób arogancki, ale w szatni był raczej arogancki pozytywnie. Ma taki sposób bycia - tłumaczy.

Przyjazd również sentymentalny

Urodzony w Krośnie Odrzańskim zawodnik nie odważył się jednak stwierdzić, czy ważniejsza dla niego jest bluza z numerem jeden w kadrze czy w klubie.

- Będzie jedno, to będzie drugie - zaznacza. - Drogą do reprezentacji jest oczywiście regularna gra. Pomimo to, że przyszedłem do jednego z najbardziej utytułowanych klubów na świecie to dla trenera Smudy nie jest to wystarczający argument, żeby powołać mnie do kadry. I ja to rozumiem, ponieważ jest duża konkurencja, są inni bramkarze. Selekcjonerzy drużyn narodowych zazwyczaj wymagają od swoich podopiecznych regularnej gry - dodaje dziesięciokrotny reprezentant Polski.

INTERIA.PL polskiego golkipera spotkała we Wrocławiu. Bramkarz Manchesteru United postanowił spędzić w ojczyźnie kilka dni urlopu. Wakacyjny odpoczynek 29-letniego zawodnika często jest jednak przerywany przez liczne obowiązki. Kuszczak został wybrany oficjalnym wrocławskim przyjacielem EURO 2012. Wyróżnienie wiąże się również z dodatkowymi zadaniami, tj. promocja Mistrzostw Europy podczas imprezy "One year to go", która odbyła się na Pergoli.

Dla piłkarza "Czerwonych Diabłów" przyjazd do stolicy Śląska ma również wartość sentymentalną. 29-letni zawodnik na każdym kroku podkreśla, iż sympatyzuje się z drużyną Śląska Wrocław, której jest wychowankiem.

- Nigdy nie zapominam o ludziach, których spotkałem na swojej drodze. W Śląsku Wrocław po raz pierwszy szlifowałem swoje umiejętności i na pewno zawsze będę tej drużynie kibicował. Szkoda tylko, że teraz spadli z Ekstraklasy (śmiech). A tak serio, to cieszę się z sukcesów wrocławskiego zespołu. Zrobiono tu duży postęp. Być może ten stadion jakoś zmotywował zawodników do lepszej gry? - zastanawiał się były piłkarz między innymi West Bromwich Albion i Herthy Berlin.

"Głodnego karmiłem"

Kuszczak nie ukrywa również, że miał swój udział w ściągnięciu do wrocławskiej drużyny Przemysława Kaźmierczaka.

- "Kaz" to mój przyjaciel. Pomogłem mu, kiedy przechodził do Derby County i tak samo było w przypadku Śląska Wrocław. Bardzo długo wahał się nad tym, ponieważ zawodnikom, którzy w przeszłości grali w FC Porto nie jest łatwo wracać do polskiej ligi. Nie oszukujmy się, Ekstraklasa ustępuje jeszcze silniejszym ligom zagranicznym - podsumowuje.

- Gra tu jeszcze kilku moich innych kolegów. Sebastiana Milę i Łukasza Madeja znam z występów w reprezentacjach młodzieżowych. Natomiast Jarek Fojut jeszcze jako piłkarz Boltonu Wanderers często gościł u mnie w domu. A jak był głodny, to go karmiłem - żartuje w swoim stylu.

Na koniec zapytaliśmy Kuszczaka o cele na przyszłość.

- Jestem fanem wyścigów samochodowych - lubię oglądać Formułę 1, rajdy samochodowe. Chciałbym spróbować siebie właśnie w sporcie motorowym. Marzę też o wejściu na Mount Everest. Góry zawsze były moją wielką miłością i sprawiały mi dużo frajdy - zdradza Tomasz Kuszczak.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje