Listkiewicz: Czekam na rozwój wypadków

- Wiadomość o aresztowaniu kolejnego sędziego przyjąłem spokojnie. Na dobrą sprawę to wszystko było do przewidzenia, bo przecież prokuratura sygnalizowała, że będą kolejne zatrzymania. Nie rzucałaby słów na wiatr - powiedział na łamach "Przeglądu Sportowego" prezes PZPN Michał Listkiewicz, który przebywa obecnie w Kolonii.

- W sprawie Hoyzera w Niemczech zatrzymano ośmiu sędziów, a w Czechach szesnastu. Dlatego czekam na dalszy rozwój wypadków. I absolutnie nie zamierzam wracać szybko do Polski, co ktoś próbował mi zasugerować - dodał Listkiewicz.

Reklama

- Naraziłbym siebie i cały kraj na śmieszność w oczach FIFA, a nic nowego bym nie wniósł do sprawy. Zresztą i tak po kilka godzin dziennie rozmawiam przez telefon z osobami z Polski - tłumaczył swoją decyzję prezes PZPN, który w Niemczech zajmuje się organizacją meczów Pucharu Konfederacji.

- Nadal jestem przekonany, że większość sędziów w Polsce to dobrzy i sprawiedliwi sędziowie. Ostatnio nie było do nich żadnych uwag. Świetnie w nowej dla siebie roli sprawdza się Andrzej Strejlau, wprowadzając dużo nowych pomysłów. Przyjęły się także propozycje Janusza Hańderka i Eugeniusza Kolatora. Oni naprawdę konsekwentnie działają, by wyrzucić ze środowiska wszystkich złych sędziów. Tworzą mechanizmy, które na to pozwolą. Jeden z nich jest taki, by każdy sędzia przed nowym sezonem złożył deklarację, że nigdy nie uczestniczył w żadnym nielegalnym przedsięwzięciu - mówił Listkiewicz.

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | Michał Czekaj | wypadek | Michał Listkiewicz | prezes PZPN

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje