Listkiewicz: Nikt nie może być pewny swojej posady

W ubiegłym tygodniu ustalono terminarz spotkań eliminacji do mistrzostw Europy. W rozmowach nad układem gier uczestniczyła polska delegacja w składzie: prezes PZPN Michał Listkiewicz, sekretarz generalny Zdzisław Kręcina oraz selekcjoner Paweł Janas.

- Uważam, że życzenia trenera udało się spełnić w 80 - 85 procentach. To dobry wynik - mówi "Tylko Piłce" Michał Listkiewicz.

Reklama

- Kto miał największy wpływ na ustalanie strategii negocjacyjnej?

- Decydujące słowo należało do selekcjonera. Określił on nam, w jakiej kolejności chciałby grać z poszczególnymi rywalami. Dyplomacja związkowa jest po to, by to załatwić. Z góry wiedzieliśmy, że czekają nas trudne rozmowy. I to z dwóch powodów: po pierwsze - jest to najliczniejsza grupa, a więc pozostanie niewiele wolnych terminów, a po drugie, kraje są w niej mocno rozrzucone geograficzne, co oznacza dalekie, męczące podróże. Ma to ogromne znaczenie, szczególnie w przypadku wypraw do Kazachstanu, który leży praktycznie na drugim kontynencie.

- Jakie były założenia przed negocjacjami?

- Po pierwsze, chcieliśmy zacząć eliminacje u siebie, przynajmniej jednym, a najlepiej dwoma meczami. Po drugie, woleliśmy uniknąć konfrontacji z silnymi rywalami w marcu. W tym miesiącu reprezentacji nie wiedzie się najlepiej, co pokazały ostatnie lata. Po trzecie, zależało nam na tym, by do Armenii i Azerbejdżanu polecieć "za jednym zamachem", najlepiej w czerwcu - bo z tego miesiąca mamy bardzo dobre wspomnienia z wyprawy do Azerbejdżanu (Polska wygrała z Azerami 3:0 w Baku, 4 czerwca 2005 w eliminacjach do MŚ - przyp. red.). Te założenia udało nam się zrealizować w 100 procentach. Nie powiodło nam się w kwestii terminów spotkań z Kazachstanem, ale może to jeszcze zmienimy. Na chwilę obecną jest tak, że 4 dni po powrocie z dalekiej podróży, gramy bardzo trudny mecz z Portugalią u siebie. Nie chcieliśmy, aby tak było, ale musieliśmy się na to zgodzić, bo inaczej rozmowy całkowicie by upadły. Teraz stoi przed nami wyzwanie - jak zorganizować wyprawę do Kazachstanu, by tuż po spotkaniu piłkarze wrócili do kraju i mieli jak najwięcej czasu na regenerację sił przed potyczką z Portugalczykami.

- Na ile prawdopodobne jest, że Kazachowie zgodzą się zamienić miejscami rozgrywania spotkań i przed meczem z Portugalią zagramy z nimi w Polsce?

- Będziemy rozmawiali o tym z przedstawicielami ich federacji. Szanse na pozytywne rozstrzygnięcie oceniam na 50 procent.

- Powiedział pan, że sukcesem jest ustalenie dwóch spotkań wyjazdowych: z Armenią i Azerbejdżanem w czerwcu. A czy utrudnieniem nie będą wówczas wysokie temperatury tam panujące?

- No właśnie nie! Sprawdzaliśmy to już przy okazji poprzednich rozmów kalendarzowych. Na początku czerwca temperatura wynosi tam ok. 20 stopni Celsjusza. A gdy graliśmy z Azerami na wyjeździe o tej porze roku w eliminacjach do mistrzostw świata, to było wręcz zimno! Wygraliśmy 3:0. Teraz też się nie obawiamy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje